środa, 16 stycznia 2013

Blog / Larry

Podobają wam się zmiany na blogu? Lirry zmienił na gorsze ale postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Małe poprawki Lirry i gotowe? Ładnie się spisałam?

wtorek, 15 stycznia 2013

Nie to nie. / Larry

Szczerze mówiąc dla mnie pisanie o Suzan jest już nudne. Nie mam żadnych pomysłów. Jeśli chcecie będziemy pisać tylko o Marry i Suzan ale mam małe pytanie.
DLACZEGO NIE CHCECIE WIĘCEJ?
Zdziwiło mnie to niesamowicie. W sensie to, że nie podoba wam się pomysł z 2 sezonem. Zuza i Marta się obrażają. Wiem, że was to nie obchodzi ale mnie i Lirrego tak. Będziemy pisać dalej o młodej piosenkarce i studentce fotografii. Przecież byśmy ich nie zostawiły na pastwę losu. To by było nie fair.
Nie chcecie 2 sezonu? TO NIE DOSTANIECIE 2 SEZONU. Tylko żeby później nie było, że Advetures i Parts są nudne.
Z uszanowaniem na zawsze wasza i tylko wasz Larry.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Już niedługo! / Larry (2 Adventure 0)

Ka-bum and welcome! Jak skończymy z Lirrym pisać to co piszemy teraz to zacznie się 2 SEZON. Tym razem bohaterki będą nazywały się inaczej ale nadal będą podkochiwały się w tych samych chłopakach. Moge wam już opowiedzieć co nieco o mojej bohaterce. To będę ja!
Będzie wyglądała jak ja (oczywiście będzie starsza o tę nędzne 6 lat) i będzie się zachowywała jak ja. Do tego chyba zmienię mój kolor oczu na zielony. Ale jeszcze się zastanowię. Oczywiście nie dziwcie się jeśli bohaterka będzie podobna do tej starej bo ta stara też była podobna do mnie. Ale tylko z wyglądu. Więc moi drodzy, macie ochotę na more? Macie.
Zuza (Moje imię. Słodkie nie?) od urodzenia mieszkała w Gdyni z rodzicami. Jednak w wieku 12 lat jej rodzice się rozwiedli. Zamieszkała z tatą bo wiedziała, że tak będzie dla niej lepiej. (+ w podobieństwie) Jej średnio długie, bo prawie za łopatki, włosy kręciły się niesfornie. Później musiała, a raczej chciała, wyjechać do Londynu do liceum. Tam były o wiele lepsze niż w Polsce. Do tego podszkoliłaby swój angielski i nie zaprzestanie nauki francuskiego. Zaczęła się uczyć w Polsce.
Albo wiecie co walnę wam taki 2 Adventure 0.
**
        -Dlaczego nie chcesz z nami zamieszkać w Londynie? - powiedziała zdziwiona Kaja.
        -Właśnie! Przecież chodziłaś tam do gimnazjum. - dodała Anka.
        -Mówiłam wam sprawy sercowe. Nie dość, że ten chłopak mnie zostawił dla innej to jeszcze mi się tam nie podobało. - powiedziałam.
        -Chociaż nam ją opowiedz. - dopominała się jak zawsze Anka.
        Zgodziłam się. Pamiętałam tylko mój pierwszy dzień. Najpierw upadłam przed jakimiś uczniami z mojej klasy a potem poznałam tego wrednego idiotę który następnie mnie rzucił. Jakby to było wczoraj...
        Strasznie było mi wstyd, że się przewróciłam. Odrzuciłam nawet tą blondynkę i tego w lokach. Nie lubiłam gdy w moim życiu zdarzały się kompromitujące sceny. Od razu się czerwieniłam i uciekałam.
        Tak szybko uciekałam, że aż nie zauważyłam chłopaka stojącego przede mną. Wpadłam na niego. Tak się złożyło, że akurat trzymał w otwartą wodę i oblał nią wszystkich swoich kolegów.
        -Przepraszam! Nie chciałam! bardzo mi przykro! - wypisnęłam z siebie i pobiegłam dalej.
        Jednak zobaczyłam, że za mną idą. Zatrzymałam się w końcu. Zaczęłam iść wolniej. Poczułam czyjąś silną rękę na ramieniu. Szubko się obróciłam. Za mną stali wszyscy chłopacy. Byli uśmiechnięci i mokrzy.
        -Nic się nie stało ale musisz odkupić mi wodę. - powiedział uśmiechając się coraz szerzej chłopak stojący z pustą butelką wody w ręku.
        -Hm. Jesteście całkiem spoko. Ale moim zdaniem się coś stało. - powiedziałam niepewna.
        -Zaprowadzę Cię do automatu z napojami. - powiedział chłopak któremu odebrałam wodę.
        Nadal było mi głupio. Podczas naszej wycieczki do automatu przez chwilę panowała cisza. Ale tylko przez chwilę bo postanowiłam ją przerwać.
        -Twój ojciec jest złodziejem? - zapytałam uśmiechając się szeroko.
        -Nie. - powiedział zdziwiony.
        -No cóż. Po porostu myślałam, że ukradł wszystkie gwiazdy z nieba i wsadził je w twoje oczy. - zaśmiałam się.
        -Myślałem, że jesteś bardziej nieśmiała. - powiedział pozytywnie zaskoczonym głosem.
        -Wiesz. Trzeba mieć to coś. - powiedziałam i zarzuciłam włosami do tyłu.
        -Wiesz co? Nie musisz mi odkupować tej wody. - powiedział i szeroko się uśmiechnął.
        -Ale chcę. - powiedziałam.
        Zawsze byłam stanowcza. - nigdy nie odpuszczałam.
        -Tak w ogóle to mam na imię Louis. - powiedział.
        -A ja Zuzanna Maria Ta***iernik. - powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
        -Co? - powiedział przerażonym głosem.
        -Jestem z polski. - powiedziałam.
        -Fajnie. Już lubię Polskę. - powiedział i mnie przytulił.
        -Polska już lubi Ciebie. - powiedziałam i zachichotałam.
        -Jak ty się słodko śmiejesz. - powiedział Louis.
        -Nie prawda. Okropnie. - powiedziałam.
        Louis spojrzał mi głęboko w oczy.
        -Nigdy nie mów nic złego na swój temat. A już szczególnie kłamstw. - powiedział słodko.
        ...Nie miałam ochoty więcej im już opowiadać. Znów bym się rozkleiła.
        -Matko boska. Znasz Louisa Tomlinsona. - powiedziała oszołomiona Kaja.
        Ona wręcz szalała za 1D. Za to ja miałam złe wspomnienia.
        -Tak. Złamał mi serce. Byłam załamana. Musiałam w tym czasie zdać maturę. Poszło mi dobrze. Bardzo dobrze. Ale się nie cieszyłam. Zamiast tego poszłam do sklepu, kupiłam sobie wino i się upiłam. - powiedziała zawiedzionym tonem.
       -Przecież wróciłaś zaledwie dwa miesiące temu. Niedługo wybija Ci 19. - powiedziała Anka.
       -Wiem. Nadal się nie pozbierałam. - powiedziałam.
       Po chwili moje policzki zaczęły błyszczeć od łez.
       -Zapomnisz o tym. Dasz radę. - powiedziała Kaja i mocno mnie przytuliła.
       Nie wiem za jakie grzechy ale jednak zgodziłam się na przeprowadzkę. Zajęła nam zaledwie miesiąc. Każda z nas znalazła sobie domy na jednaj ulicy. A nawet obok siebie. Zapowiadało się super. No i byłoby gdyby nie ten dzień moje urodziny.

niedziela, 13 stycznia 2013

Part 24 Lirry

Obudziłam się z przekonaniem, że to życie jest niesprawiedliwe. Inni wszystko psują, a ja po nich naprawiam. NIE. Tak dalej już nie będzie. Niech sami sobie radzą.
Wstałam i poszłam do łazienki. Z oczu popłynęły mi łzy.
- Dlaczego?!- Wrzasnęłam. 
Usłyszałam czyjeś kroki na schodach.
- Co się stało?- Spytał Li i wszedł do łazienki.
- Nic. Naprawdę. Takie lekkie przybicie, ale to nic. Już mija.
- To dobrze.- Pogłaskał mnie po włosach i wyszedł.
Ubrałam to i zeszłam na dół. Nie zawsze muszę się ubierać elegancko. Już nie chcę. Nie. Niech inne dziewczyny będą panienkami. Ja teraz pokażę im jak to jest kiedy przez całe życie trzeba udawać grzeczną, delikatną i dobrze ułożoną dziewczynkę, chociaż w środku jest się zupełnie innym.
W salonie siedziało całe 1D, oprócz Louisa.
- Cześć.
- Dzień dobry.- Uśmiechnęli się do mnie, ale ja nie miałam zamiaru odwzajemnić mimiki. Nie chciałam znowu kłamać.
- Wychodzę. Nie wiem dokąd, po co i kiedy wrócę.- Powiedziałam i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Poszłam do London Eye. Po wystaniu się w kolejce, w końcu mogłam wsiąść do wagonika. Moim oczom ukazał się piękny widok. Rozejrzałam się po wagoniku i ujrzałam chłopaka z pięknymi, niebieskimi oczami, którymi wpatrywał się we mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć. Mam na imię Alex.- Przedstawił się i wyciągnął do mnie rękę.
- Merry.- Powiedziałam i lekko się zarumieniłam ( nie wiedząc dlaczego).
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że już musimy wysiadać.
- Co powiesz na kawę?- Zaproponował chłopak stojąc już na ziemi.
- Chętnie. I tak nie mam co robić.
*************************************************
Z Alexem świetnie się dogadywaliśmy. Niestety niebieskooki musiał już iść, a ja zostałam sama, siedząc na ławce w parku. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Poszłam pod teatr, gdzie stało kilka taxówek na postoju. Wsiadłam do jednej z nich i podałam adres domu chłopców. Po 40 minutach byłam już w salonie.
- A Ty tutaj?- Spytałam Liama grającego na konsoli.
- Nie miał co robić. Fajnie, że już wróciłaś. Może chcesz pograć z nami?- Spytał Hazza.
- Nie dzięki. Macie jakieś plany na wieczór?- Spytałam.
- Tak. Urządzamy imprezę.- Tym razem to Zayn.
- Super!- Wykrzyknęłam z zadowoleniem. Chłopcy patrzyli się na mnie ze zdziwieniem.
Miało prawo wydawać im się, że moje zachowanie jest dziwne. Było dziwne. Tylko raz w życiu poszłam z własnej woli na imprezę.- Zawsze musieli mnie siłą zaciągać, a teraz się z tego cieszyłam.
- Już 19? Ale ten czas płynie. - Zawołałam z przerażeniem. - Poczekajcie chwilkę. Ja się tylko przebiorę!- Wykrzyknęłam i pobiegłam na górę do łazienki. Przebrałam się w to i zeszłam do reszty. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
- Czy Ty jesteś, aby na pewno Merry Bray i skąd wzięłaś takie ciuchy w naszym domu?- Spytał Niall.
- Z torebki. Miałam zamiar iść dzisiaj z wami do jakiegoś clubu. Z kieszeni wyjęłam papierosa i go zapaliłam.
O dziwo chłopacy nie protestowali, jakby to było normalne, że palę.
*************************************************
O 20:30 zjawili się pierwsi goście (Suzan, Ingrid, Louis), a później zaczęli się schodzić inni. Nalałam sobie szampana do kieliszka i wypiłam jednym łykiem. Złapałam Liama za rękę i pociągnęłam na parkiet. Akurat puścili wolną piosenkę. Wtuliłam się w chłopaka.
        Nagle znalazłam się w kościele. Suzan była ubrana w suknię ślubną, a chłopcy w garnitury. Dziewczyna podbiegła do swojej mamy. Nagle wszystko zniknęło. Zostałam tylko Suzan i ja w jakimś białym pomieszczeniu. Dziewczyna była cała we krwi. Chciałam jej pomóc, ale nie mogłam. Krzyczałam, ale ona zdawała się mnie nie słyszeć.
    Obudziłam się w łóżku. W moim łóżku, w moim pokoju, na mojej kanapie. Ufff. Na szczęście to był tylko sen. Louis nigdy nie zdradził Suzan, ja nigdy nie paliłam, nie spotkałam Alexa, nie chciałam iść do clubu i nie kupiłam sobie tego ślicznego zestawu.
Zwlokłam się z łóżka i poszłam do pokoju Liama.
- Kochanie?- Spytałam półszeptem.
- Tak?
- Od dzisiaj będę spała z Tobą. Dobrze? Ja się strasznie boję i koszmary mi się śnią. Ja nie chcę!- Powiedziałam jednym ciągiem, bez tchu i się rozryczałam.
- Dobrze tylko nie płacz.

Cz. 3 Adventure 40 / Larry

Sory. To nie moja wina.
***************************
        Zapowiadał się fajny dzień. Miałam mieć dziś wielkie After Party po koncercie. Jaustin Bieber zaprosił mnie na tą imprezę. Zgodziłam się. Mogło być fajnie. To znaczy jeśli Selena Gomez mnie nie zabije.
        Na wszelki  wypadek postanowiłam zaprosić Ingrid, żeby nie myśleli, że to randka.
        -Cześć Pani Horan. - wesoło przywitałam się z przyjaciółką.
        -Ej! Nie mów tak na mnie! - powiedziała oburzona.
        -No co? Czyżby Niall Cię rzucił? - zaśmiałam się złowieszczo.
        -Wal się... - zaśmiała się Ingrid.
        W końcu ją zaprosiłam.
        -Jasne! - krzyknęła podniecona.
*****
        Nastała 16.00. Po wielu próbach nareszcie miałam mieć koncert. Fanki zaczęły piszczeć.
        Weszłam na scenę.
        W pierwszym rzędzie siedzieli chłopcy z One Direction, J.B., Marry, Caroline, Ingrid, Madonna, Olly Murs, David Guettta, Michael Jackson, Jakub Gierszał, The Beatles, Yoko Ono, Taylor Swith, Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Niekryty Krytyk, Bob Budowniczy, Mick Jagger, Krecik, Kubuś Puchatek, Slenderman, kot Filemon, Nicky Minaj, Magda Gesler, Obi Wan Kenobi, Ojciec Chrzestny, Micky Mouse, Jonny Bravo, Hannah Montana,With, Kung-Fu Panda, Paździoch, Boczek, Ferdynand Kiepski, Halinka, Cycu, Leonardo Da Vinci, Picasso, Allah, Sherlock Holmes, Zack Efron, Zorro, Stena Line.
        W drugim rzędzie Batman, tetetubisie i ich słoneczko, Shrek, Osioł, Chuck Norris, Britney Spirs, Will.i.am, Jack Sparrow, J.K. Rowling, Bracia Grimm, Pet Shops, Barbie, Ken, Miś uszatek, Matty B., Królowa Anglii, Królewna Śnieżka, Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Pedobear, Wróżka Zębuszka, Święty Mikołaj, król Julian, króliczek Wielkanocny, chodząca paczka Haribo, gigantyczny lizak chupa chups, Tom i Jarry, świnka Piggy, Superman, obsada Hobbita, M&M's-y, Obama, Torres, Messi, Mupetty,  Amerykański Ninja, My Little Pony, PSY, Winx, Pete Burns, Hanka Mostowiak, Maka Paka, wychudzony ludzik Michelin, 3 lesbijki z kosmosu, psychodeliczna wersja Beyonce, uśmiechniętą różowa gruszka w kwiatki, uśmiechnięte słoneczko, Titanic, Zgredek i Pokemony.
        Za nimi siedziały już same fanki. Wszyscy krzyczeli tak głośno, że ich krzyk mnie ogłuszył i bezwładnie opadłam na scenę.
*****
        Obudziłam się w szpitalu. Byłam ubrana w suknie ślubną a wokół mnie stali chłopcy z 1D ubrani w garnitury. Tylko Hazzy nie było.
        -Co się stało i w co ja jestem ubrana? - zapytałam z przerażeniem.
        Nikt nic nie odpowiadał. Powoli wyśliznęłam się z łóżka i stanęłam na nogi. Jednak nie postałam długo, bo Louis w mgnieniu oka wziął mnie na ręce. Próbowałam się wyrwać ale nie mogłam się nawet ruszyć.
        To był koniec. Mój koncert się nie odbędzie. Przynajmniej dopóki to się nie skończy. Louis powienien przestać mnie nękać.
       Choć to w sumie nie była jego wina. A mój koncert się już nie odbył.
       Chłopak wyszedł z pokoju. Za drzwiami był ołtarz, ksiądz, Harry i goście. Wypatrzyłam nawet moją mamę. Nie widziałam jej chyba już 6 lat. Wręcz wypadłam z rąk Louisa i pobiegłam w jej stronę.
       Przy okazji potknęłam się i upadłam na rękę. Mogłoby się wydawać, że jest złamana ale ja i tak biegłam dalej. Jednak gdy za bardzo się zbliżyłam wszystko wokół mnie zniknęło. Pozostała tylko nędzna pustka.
       Byłam tylko ja i biały kolor wokół mnie.
       Nagle poczułam, że mam mokrą rękę. Spojrzałam na nią. Była cała we krwi. Zawsze się bałam krwi. Teraz byłam w niej cała. Wiedziałam, że to się źle dla mnie skończy. Krew nie ustawała. Zrobiło mi się słabo i upadłam na podłogę. Moje moje powieki powoli się do siebie zbliżały, aż w końcu nastąpił czarny koniec.
(Tym którzy się nie zorientują o co za chwilę będzie chodzić, to
 od zdrady aż po śmierć Suzan, to wszystko był sen.
Tak. Dziewczyny Liama i Louisa miały na pierwszy
rzut okiem ten sam sen. Nikt nie wie
Jak to się właściwie stało. Po prostu tak było i już.
Ale dreszczyk emocji był co nie?)
        Obudziłam się z krzykiem. Byłam w moim nowym domu. Dokładnie to w sypialni. Leżałam w łóżku. Nie do końca pamiętałam co się stało. Obok mnie był Louis. Szybko skoczył na proste nogi. Tylko szkoda, że nie zszedł z łóżka.
        Byłam przerażona. Nie wiedziałam która część była snem. Co dokładnie powinnam zrobić. Uciec? Płakać? Zapytać się co było prawdą a co snem?
        Krzyczałam dalej.
        -Przestań! - powiedział Louis i mocno mnie przytulił.
        Odepchnęłam go i wybiegłam z pokoju. Usiadłam na schodach.
        Postanowiłam przestać krzyczeć. Zamiast tego się rozpłakałam.
        -Opowiedz mi co Ci się przyśniło. - powiedział Louis i stanął trochę z mną.
        -Nie wiem co dokładnie było snem. - westchnęłam.
        -Dobrze. Więc przysięgam, że będę mówił prawdę choć może ona być nie przyjemna. - powiedział.
        -Więc opowiedz mi co się wydarzyło w dniu w którym wróciłam z trasy koncertowej. - zaczęłam roztrzęsiona na samo wspomnienie.
        -Wróciłaś, pojechaliśmy do nowego domu i zacząłem Cię oprowadzać. - oznajmił. - Następnie zeszłaś na dół na kanapę żeby oglądać TV. Jednak zasnęłaś więc zaniosłem Cię do łóżka. - dodał po chwili. - Ja niestety musiałem wyjść bo miałem wywiad. Ale przez cały czas pilnowała Cię Marry. - mówił dalej. - Po wywiadzie wróciłem, położyłem się spać, ale mnie obudziłaś. - powiedział.
        Nie wierzyłam mu. Ale kto wierzyłby po takim (najprawdopodobniej) śnie.
        -Który dziś mamy? - spytałam.
        -Jak mógłbym zapomnieć? Dziś miałaś wrócić. Pierwszy listopad. - powiedział od razu.
        -Dobrze. Powiem Ci teraz co mi się śniło. - uwierzyłam.
        Gdy dowiedział się jak specyficzny miałam sen mocno mnie przytulił.
        -Ja nigdy bym nie pozwolił Ci odejść.Choćby nie wiem co. Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko. Nawet pójść do więzienia. Umrzeć. - powiedział.
        -Nawzajem. Więc pomyśl co musiałam czuć. - powiedziałam i znów się rozpłakałam.

Do Was/Lirry

Wydaje mi się, że nie jestem już potrzebna na tym blogu. Wszyscy komentują tylko Adventure Larrego, a moich Partów nikt nie czyta :(. Zastanawiam się, czy nie odejść. Na moje miejsce może trafić inna osoba. Jak wolicie?

sobota, 12 stycznia 2013

Część 2 Adventure 40 / Larry

Tylko takie mini promowanie. Fanny.
*************
        Obudziłam się w domu. Obok mnie leżał Harry. Przypomniała mi się wczorajsza noc. po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: "O mój boże ile ja wypiłam".
        Głowa bolała mnie nie miłosiernie.
        -Jak ja się tu znalazłem? - spytał zadziwiony Harry.
        -Czy ja wyglądam na kogoś kto wie? - powiedziałam ironicznie zakrywając się kołdrą.
        Zaśmiał się. To chyba miało oznaczać nie.
        -Ty sobie idź po swoje ubrania a ja nie patrze. - powiedziałam i cała ukryłam się pod kołdrą.
        Po chwili już go nie było, jednak na wszelki wypadek owinęłam się w pościel i poszłam do garderoby. Zamknęłam się na klucz.
        Ubrałam się w to.
        -Nic nic pamiętasz, co? - powiedział Harry gdy zeszłam na dół żeby zrobić śniadanie.
        -Ani sekundy. - skłamałam.
        Właściwie pamiętałam dość dużo. Tylko samego powrotu jakoś nie za bardzo.
        -Szkoda. - westchnął.
        Nie wiedziałam czy taka szkoda. Dla mnie dziwne jest to, że w ogóle coś pamiętam.
        -Miejmy nadzieje, że chociaż było fajnie. - zaśmiał się chłopak.
        -Zboczeniec. - powiedziałam i zaczęłam smażyć naleśniki.
        Zaczęłam się zastanawiać jak teraz wgonić Hazze z domu. Przecież przed moim domem zawsze byli paparazzi. Gdyby wyszedł nad ranem z mojego domu mogło by się to wydać ciut podejrzane. Choć słusznie. Bo przecież tak było.
        -Coś Cię martwi. - powiedział troskliwie Harry.
        -Wiesz. Jak masz zamiar stąd wyjść. - odpowiedziałam.
        Dziwnie się na mnie spojrzał.
        -Przez drzwi? - zaśmiał się.
        Roześmiałam się. Dobrze wiedział o co mi chodzi. Chyba.
        -Nie wiesz o co mi chodzi? - spytałam wciąż chichocząc.
        -Żeby się nie rozeszły prawdziwe plotki? - zaśmiał się.
        -Tak. - powiedziałam całkiem poważnie.
        Chłopak od razu się uspokoił.
        -Czeka. Mam pomysł. - powiedział.
        Poszliśmy do pokoju z  komputerami. Kazał mi zapytać się swoich obserwujących co pomyśleliby o moim związku z Harrym Stylesem. On miał zrobić to samo.
        -Nareszcie spytałaś, tak, super, nigdy nie lubiłam Louisa. - czytałam po kolei odpowiedzi.
        -Moje są podobne. - powiedział podekscytowany.
        -Yeaaaaaaaaaaaaaaaaaah! - krzyknęłam.
        Harry wybuchnął śmiechem. Wkrótce do niego dołączyłam.
        -Hej! - w pewnym momencie spoważniałam.
        -Co się stało? - zapytał przerażony.
        -Won z mojego domu! - powiedziałam i wywaliłam chłopaka za drzwi. -Żartowałam. - powiedziałam i otworzyłam drzwi z powrotem.
        Przerażony Hazza wszedł do domu.
        -Matko boska. - powiedział przerażony.
        Spojrzał się na mnie jak na ducha. Po chwili rzucił się na mnie. Przytulił mnie i namiętnie pocałował.
        -Już nigdy Cię nikomu nie oddam. - powiedział patrząc mi w oczy.
        Wymiana Louisa była dość słuszna. Choć czegoś mi w Harrym brakowało. Tylko nie dokońca wiem czego.