czwartek, 10 stycznia 2013

Adventure 38

        Całą noc nie spałam. Płakałam. Nie mogłam się pogodzić z tym co się stało. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Miałam nadzieje, że to tylko sen który zaraz się skończy.
        Postanowiłam odpalić laptopa, żeby pobuszować na jakichś stronkach plotkarski. Już cały świat wiedział o tym, że Louis mnie zdradził. Znów zaczęłam płakać.
        Wygrzebałam z torby jakiś skrawek papieru i zaczęłam się na nim nałogowo podpisywać. Zazwyczaj podpisywaliśmy się z Louisem na jednej kartce i wystawialiśmy je na aukcje. Od razu ktoś je kupował.
        -Dlaczego? - szepnęłam do samej siebie.
        Ponownie wybuchłam głośnym płaczem i wtuliłam się w poduszkę. Mogłam się tylko zastanawiać dlaczego mnie nie kochał. Jednak nie mogłam być pewna. Postanowiłam więc do niego zadzwonić i zaśpiewać mu piosenkę Rihanny Why Don't You Love Me.
        Usłyszałam sygnał. Na laptopie włączyłam podkład. Usłyszałam głos Louisa.
        -Halo? - powiedział niepewnym głosem.
        Zaczęłam śpiewać. Chłopak ani razu się nie odezwał. Gdy skończyłam szybko odłożył słuchawkę.
        Poczułam się trochę lepiej. Nawet nie trochę. Już wcale nie byłam smutna. Wręcz przeciwnie. Byłam wściekła na tego palanta. Chciałam go zabić. Szybko poleciałam do łazienki i ubrałam to. Na dworze było dość zimno więc musiałam ubrać czapkę.
        Spakowałam wyjęte rzeczy i wyszłam z pokoju. Ten hotel był dla mnie stanowczo zbyt sztywny. Jeśli chciałam coś zrobić to musiała się przeprowadzić do chłopców. Więc od razu do nich pojechałam.
        -Suzan! - krzyknął Harry i mocno mnie przytuli. -Tak się ciesze, że nic Ci nie jest. Szybko wejdź. - powiedział troskliwie.
        -Przepraszam, że się martwiliście ale chyba mnie rozumiesz. - powiedziałam i mocno go przytuliłam.
        -Nie. - zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę do środka.
        -Suzan! - krzyknęłam Ingrid która akurat tam była. -Tak się martwiłam. Nie mam twojego numeru a Marry mówiła, że go wyłączyłaś więc czułam się taka rozdarta. Nie mogłam ani tobie anie Arii pomóc. - mówiła prawie ciągiem.
        -Jak to? Aria zginęła? - spytałam przerażona.
        -Tak. - powiedział niczym się nie przejmując Zayn.
        Wnioskując po tym, że trzymał papierosa można było stwierdzić, że idzie palić. Poszłam za nim.
        -Nie przejmujesz się? - spytałam zadziwiona.
        -A co mi po niej? Nie pozwalała mi palić. - powiedział szorstko.
        Wyrwałam mu z ręki papierosa i zapalniczkę po czym go zapaliłam. To mogła być najgorsza decyzja w moim życiu jednak z niechęcią powoli włożyłam go do ust i nabrałam powietrza.
        -Jak się teraz czujesz? - spytałam wydychając dym.
        -Wiesz, że to bardzo niezdrowe? - zapytał przerażony.
        -A czy ty to wiesz? - spytałam ponownie nabierając dymu do ust.
        -Oczywiście. - powiedział oszołomiony.
        -To dlaczego palisz? - powiedziałam.
        -Bo ja tego potrzebuje. - odpowiedział.
        Po raz kolejny nabrałam dymu i go odepchnęłam.
        -Jedyne czego potrzebujesz to  pić, jeść, spać i oddychać. - powiedziałam z ironią. -A to nie inhalator i Ci oddychania nie ułatwi.
        -Dobrze. Postaram się rzucić ale proszę, proszę, proszę ty nie rób tego więcej. - powiedział przerażony.
        -Ok. - powiedziałam i rzuciłam papierosa bezczynnie na ziemię.
        Mulat z opuszczoną smętnie głową podreptał za mną.
        -Co wy tam robiliście? - spytał Niall.
        -No dalej Zayn. Powiedz czego się dziś nauczyłeś. - powiedziała żartobliwie.
        -Że się o mnie martwicie a ja mam to gdzieś i nadal palę. A Aria chciała mi pomóc i nie chciała źle. A teraz nie wiadomo gdzie jest. - powiedział.
        Po jego policzku zaczęła spływać łza. Zaraz po tym był cały zalany.
        -Twoja wina, twój problem. - powiedziałam i wzruszyłam ramionami. -Ja w sprawach miłosnych nie pomagam bo się nie nadaję.
*****
        Szłam sobie samotnie po parku w którym oświadczył mi się Louis. Nadal miałam na palcu pierścionek. Dopiero teraz to sobie przypomniałam. Zsunęłam go z palca i wsadziłam do kieszeni. Kto wie. Może drogo się sprzeda. Fajnie by było.
        Ktoś na mnie wpadł. Druga osoba wylądowała na ziemi jednak ja się mocno trzymałam.
        -Taylor Swift?! - zdziwiłam się i odskoczyłam od niej.
        -Suzan! Słyszałam co się stało pomiędzy tobą a Louisem. Mogłabym napisać o tym piosenkę. Nawet już zaczęłam ale za mało o tym wiem. - powiedziała podekscytowana.
        -Pomogę Ci. Jak za dawnych dobrych czasów. - powiedziałam po czy się szeroko uśmiechnęłam. -Ale najpierw TY coś dla mnie zrobisz. - postawiłam warunek.
        Od razu się zgodziła. Opublikowałyśmy na TT wiadomość o małym spotkaniu.
        Zadzwoniłam do drzwi mojego (przez chwilę) domu. Otworzył Louis. Nie był w najlepszym humorze. Do tego był mega zszokowany gdy zobaczył mnie i Tay stojące na froncie tłumu fanek. Z kilku głośników które skołowałyśmy z Swift zaczęła brzmieć muzyka. Wszyscy zaczęli śpiewać We Are Never Ever Getting Back Together.
        Nagle zza chłopaka wyskoczyła Marry. Poszłyśmy razem na spacer chociaż nie miałam na to najmniejszej ochoty. Zaproponowała mi wprowadzenie się do naszego (mówiąc naszego mam na myśli jej) domu.
         Jednak chyba jednak wolałam zostać, choć na parę dni, u chłopców.

wtorek, 8 stycznia 2013

Part 22 Lirry

Wróciłam do Londynu. Wróciłam na uczelnię. Wszystko niby było ok, ale ja strasznie tęskniłam za Suzan. W końcu wróciła.
*************************************************
Wyszłam z dziewczynami z łazienki i podeszłyśmy do chłopców czekających na nas. Suzan nigdzie nie było. - Gdzie Suzan?- Spytałam. Louis i Natalii wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a reszta wyglądała jakby była w ciężkim szoku.
- Ona wybiegła. Płakała.- Odpowiedział  nieprzytomnie Harry.
Wyszłam na dwór od razu. Coś naprawdę poważnego musiało się stać, żeby moja młodsza ,,siostrzyczka" płakała. Zobaczyłam ją klęczącą na ziemi. Do tego zaczęło lać. Cały makijaż spływał mi po twarzy,sukienka cała przemokła, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam, ale ona mnie odepchnęła i gdzieś pobiegła. Wiem, że ona jest odpowiedzialna i wie, co robi, jednakże strasznie się o  nią martwię. Wróciłyśmy do teatru.
- Co jej się stało?- Spytałam z przerażeniem.
- Louis i Natalii, oni się całowali.- Wykrztusił w końcu Zayn.
- Że co? Ale... - Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.
Dziewczyny także stały zszokowane.
- Jak mogłeś. Myślałam, że jesteś inny! Zawiodłam się na tobie i to bardzo!- Wrzeszczałam jak opętana. Z oczu popłynęły mi łzy smutku, wściekłości i bezsilności. Podeszłam do chłopaka i uderzyłam go z całej siły w policzek. Lou był bardzo zdziwiony obrotem sprawy. Złapałam Liama za rękę i pociągnęłam go do wyjścia. Chłopak posłusznie poszedł za mną. Pod budynkiem stało kilka taksówek. Wsiedliśmy do jednej i podałam adres naszego domu. Po chwili byliśmy na miejscu. Od razu poszłam się umyć i położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć. Wstałam i poszłam do pokoju Liama.
- Kochanie nie mogę spać.- Szepnęłam.
- Ja też. Chodź połóż się koło mnie.
Posłuchałam jego prośby i przytuliłam go jak małe dziecko. Zaczęłam szlochać.
- Już dobrze. Jakoś będzie dalej.- Pocieszał mnie chłopak, głaszcząc moje roztrzepane włosy. Słychać było, że sam nie wierzy w to co mówi.
**************************************************************
Wstałam i ubrałam to. Poczłapałam do kuchni. Na dole zobaczyłam Harrego, Nialla, Zayna i Liama. Przywitałam się z nimi siląc się na wymuszony uśmiech i usiadłam na kanapie.
- Chcesz coś?- Spytał z troską w głosie Niall.
- Kawę poproszę.
Po chwili piłam już pyszną, mocną, czarną kawę.
- Nie wyglądasz zbyt dobrze.- Stwierdził Zayn.
- Jak mam wyglądać dobrze, kiedy moja ukochana Suzan cierpi i do tego nie wiem, czy nic sobie nie zrobiła!
Wybuchłam płaczem.
- Ciiii. Nie płacz już wszystko będzie dobrze. Tylko nie płacz.- Powiedział Harry i objął mnie po przyjacielsku.
- Zjesz coś może?- Spytał Li, gdy się już trochę uspokoiłam.
- Nie dziękuję. Nie jestem głodna. Potrzebuję chwili samotności. Pójdę do parku.- Powiedziałam zerkając na nich pytająco.
- Idź. Tylko wróć niedługo.- Powiedział Li.
Ubrałam buty i pobiegłam przed siebie. Co chwili się o coś potykałam, ale wstawałam z ziemi nie robiąc sobie nic z tego. Po chwili spostrzegłam, że jestem pod domem Louisa. Nie wiem jak się tam znalazłam, ale jak już tam jestem to wyjaśnię sobie z panem Tomlinsonem pewne niedomówienia. Zadzwoniłam do drzwi.
- Merry? Co ty tu robisz? Myślałem, że nie chcesz mnie znać.- Chłopak wyglądał na zmartwionego i przybitego zaistniałą sytuacją.
- No bo nie chcę. Przyszłam tylko wysłuchać twojej wersji zdarzeń.- Wyjaśniłam.
- Wejdź.- Powiedział i uśmiechnął się lekko.
- Nie myśl, że ci wybaczyłam.
Usiedliśmy na kanapie. Krępującą ciszę przerwał dzwonek do telefonu Louisa. Chłopak odebrał.

Adventure 37 / Larry

       To dziś miałam po raz pierwszy zobaczyć mój nowy dom. To znaczy mój i Louisa. Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądał. Będzie pewnie duży. Może w jakimś zacisznym miejscu. Albo nie. Wtedy byłoby pewnie bliżej do studia. Hm... Doprawdy nie wiem jak mógłby wyglądać.
       -Zaraz będziemy. - oznajmił Kevin.
       Nie mogłam się doczekać widoku Louisa.
       Limuzyna zatrzymała się. Pierwsza wyleciała Ingrid. Drzwi się otworzyły i już jej nie było. Później z limuzyny powoli wyszła Aria. (to mogło być dla niej trudne patrząc na wielkość jej obcasów) Następnie szybko wyskoczyłam ja.
       Zamiast pobiec w stronę Louisa najpierw rzuciłam się na Marry. Chłopak dziwnie się na mnie spojrzał. Później jeszcze przytuliłam Harrego. Louis wydawał się tym oszołomiony. Jednak w końcu podeszłam do niego.
       Zrobił to co miał w zwyczaju. Lekko przechylił mnie i pocałował.
       -To jedziemy? - spytał gdy już mnie puścił.
       -Czekam na to od dwóch miesięcy. - powiedziałam zafascynowana.
       Pobiegliśmy do auta. Na miejscu byliśmy w dwie minuty. Głównie dlatego, że Louis strasznie szybko jeździ. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
       -Zamknij oczy. - powiedział.
       Posłusznie wykonałam komendę jednak się trochę błam. Pomógł mi wyjść z auta. Stanęłam na chodniku. Nadal nic nie wiedziałam.
       -Możesz otworzyć. - powiedział.
       Przed nami stał dom podobny do tego starego. Jednak można by powiedzieć, że był bardziej przytulny, choć większy.
       -Niezły. - powiedziałam patrząc na budynek.
       -Niezły? Wiesz ile czasu zajęło mi wybranie go dla Ciebie? - powiedział rozdrażniony.
       -Oj, żartuje. - powiedziałam uspokajającym tonem. - Jest prześliczny. Taki duży i przytulny. - powiedziałam.
       -Jeszcze nie byłaś w środku. - powiedział tajemniczo.
       -A szkoda. - powiedziałam.
       Od razu wziął mnie za rękę i wbiegliśmy do środka. W środku było cieplutko pomimo jesieni. Była duża drewniana kuchnia, luksusowy salon, dwie wielki łazienki i co najfajniejsze gigantyczna sypialnia. Łóżko było tak duże, że spokojnie zmieściłoby się na nim całe one directione z ich dziewczynami. Do tego było jeszcze pianino. Louis pewnie będzie na nim grał. Do tego była obok łazienka i dwie garderoby. Jedna moja druga Louisa. Wreszcie będę miała to o co tyle ubiegałam.
       -Po co nam takie wielkie łóżko? - spytałam.
       -Żeby po prostu było. - odpowiedział.
       -Aha. - westchnęłam.
       -No co? - spytał i przytulił mnie od tyłu.
       -No, wiesz. Nie na co dzień widzi się tak duże łóżka. - zaśmiałam się i jednocześnie odepchnęłam Louisa.
       -Wiesz co? Chyba pójdę pooglądać telewizję. - powiedziałam i zbiegłam na dół.
       Tak po prostu nie miałam ochoty na jakieś BLIŻSZE interakcje.
       Dostałam smsa.
       OD: Kevin
       Dostałaś propozycje zagrania w serialu
       Wiem, że raczej powinnam się cieszyć, zamiast marudzić, że wszyscy chcą dla mnie dobrze, ale po prostu nie chcę.
       -Wychodzę. - oznajmił Louis.
       -A dlaczego taki wystrojony? - zapytałam patrząc na jego ubranie.
       -Jak pójdziesz ze mną to się dowiesz. - powiedział tajemniczo.
       -Wredna małpo. - powiedziałam i poszłam na górę się przebrać.
       Zajęło mi to długo. Chciałam coś na każdą okazje. Ale nic nie mogłam wymyślić.
       -Mam się ubrać jakoś ładnie czy normalnie? - zapytałam chłopaka.
       -Ładnie. - odkrzyknął.
       Od razu wszystko stało się jasne. Ubrałam to. Gdy zeszłam od razu pojechaliśmy do chłopaków.
       -Po to się tyle ubierałam? - spytałam smutno.
       -Nie. Po porostu po nich przyjechaliśmy. - powiedział Louis i się uśmiechnął.
       Po chwili z budynku wyszli chłopcy z ich dziewczynami. To wyglądało dość zabawnie bo razem byli Marry i Liam, Zayn i Aria, Niall i Ingrid oraz sam Harry. Trochę mnie to zasmuciło. Głównie dla tego, że to przeze mnie. To przeze mnie pokłócił się z Taylor Swift. No i w sumie to ja dałam mu kosza. Dwa razy.
       -To jedziemy! - krzyknął Louis i nacisnął mocno pedał gazu.
       Że niby co? Mieliśmy jechać na jakąś gale o której nie wiedziałam? No i ponad to byłam na liście zaproszonych. Hm. Możliwe, że Kevin po prostu zapomniał mi powiedzieć.
       -Będzie fajnie! - stwierdził sarkastycznie Harry.
       -Spoko. Podobno są tam też jakieś emerytki więc coś się dla ciebie znajdzie. - zaśmiałam się.
       -Ha ha ha. - zaśmiał się sarkastycznie Hazza.
       Trochę było mi go żal. Ale nagle coś sobie przypomniałam. Na planach moimch sesji zdjęciowych zawsze była pewna modelka która wprost szalała za Stylesem. Do tego miałam jej numer.
       -Cześć Natalii. - przywitałam się z nią gdy w końcu przyjechała.
       -Myślisz, że to wypali? - spytała z niedowierzaniem.
       Przez telefon już powiedziałam jej o moim planie. Była zachwycona. Dopiero teraz zaczęła mieć wątpliwości.
       Zaprowadziłam ją do chłopaków. Zobaczyłam Zayna jak pali. Arii nie było w pobliżu. Ona zawsze go przed tym ostrzegała. Mnie nie słuchał.
       -Chłopcy i dziewczyny, szczególnie Harry, poznajcie Natalii. - powiedziałam pokazując na moją przyjaciółkę z planu. - Jest singielką. - powiedziałam patrząc na Harrego.
       -Chodź. - powiedział Loczek i odciągnął mnie w mniej zaludnione miejsce.
       -O co Ci chodzi? - spytałam zadziwiona.
       -Jak możesz w ogóle myśleć, że znów się zakocham? - powiedział roztrzęsionym głosem.
       -Normalnie. - powiedziałam jakby nigdy nic.
       -Tak. Nie dość, że ty byłaś przez cały ten czas moją wielką miłością to jeszcze chcesz, żebym przestał Cię kochać? - powiedział.
       Wydało mi się to zupełnie bez sensu. No i trochę bolesne bo wychodzi na to, że jestem bezduszną jędzą.
       -Proszę. Chociaż spróbuj. - powiedziałam i złapałam go za rękę.
       -Dobrze, ale nic nie obiecuję. - powiedział.
       Byłam prze szczęśliwa. Gdy wróciliśmy Natalii świetnie dogadywała się z innymi. Harry wiele razy próbował coś do niej powiedzieć jednak mu się to nie udawało.
       Musieliśmy już iść jednak ja postanowiłam jeszcze porozmawiać z Hazzą.
       -Faktycznie nie potrafisz. - powiedziałam z przykrością.
       -Wiem. - smutno westchnął.
       Mocno go przytuliłam.
       -Choć już idziemy. - powiedziałam.
       Wolno za mną podreptał. Myślałam, że to Harry ma problemy sercowe. Jednak się pomyliłam. To co teraz zobaczyłam wstrząsnęło moim życiem.
       Natalii i Louis oni, oni się całowali. I to nie tak normalnie. Tak dość arogancko.
       -Louis?! - pisnęłam.
       Para od razu odwróciła się w moją stronę. Lou był przerażony.
       -Ja przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło. - tłumaczył się 21 latek.
       -Na prawdę? Przepraszasz?! Myślisz, że to w czymś pomoże?! - wybuchłam płaczem.
       Harry mocno mnie przytulił. Jednak to mi nie pomagało. Odrzuciłam go od siebie i wybiegłam z teatru. Nikogo już tam nie było. Pomimo mojego odświętnego stroju padłam na kolana na obłocony chodnik. Znów  zaczęło lać. Nie przejmowałam się tym. Makijaż spływał po moich policzkach. Dobrze, że Caroline tego nie widziała bo by mnie zabiła.
       Rozbrzmiał grzmot. Nie zrobił na mnie jakiegoś większego wrażenia. Było mi zimno. Bardzo zimno. Trzęsłam się wręcz z zimna.
       Nagle z teatru wybiegły dziewczyny. Wszystkie mnie mocno przytuliły. Jednak je odepchnęłam.
       -A dajcie mi wszyscy święty spokój! - krzyknęłam.
       Miałam kluczyki od samochodu Louisa. Do tego zawsze chował w środku dowód rejestracyjny. Szybko go wyjęłam i wsadziłam do torebki.
       Przekręciłam kluczyk i ruszyłam.Trochę mi było żal innych, bo nie będą mogli teraz wrócić, ale nie zważałam na to.
       Pojechałam do domu. Spakowałam moje ubrania do kilku dużych pudeł. Nie zabierałam innych rzeczy. Nie było na to czasu. Z trudem wszystko zapakowałam. Dopiero gdy skończyłam zdałam sobie sprawę z tego, żnie nie mam się gdzie podziać. O tej porze lotnisko jest zamknięte a ja jakoś brzydzę się lotnisk publicznych.
      Siedziałam w aucie chyba pół godziny. Ale w końcu wpadłam na pomysł. W Londynie jest dużo hoteli. Dlaczego nie miałabym w jakimś spędzić choć jednej nocy. W jednym z najlepszych byłam w 5 minut.

sobota, 5 stycznia 2013

Adventure 36 / Larry

       Zaczęłam na trasie pisać pamiętnik. Choć dziś już po dwóch miesiącach miałam pojechać do polski, nagrać nowy teledysk i pojść na gale moich największych idoli z polski.
Trasa Suzan T. ,,Disappointment" - miesiąc pierwszy 
Kolejny dzień trasy. Ogólnie z dziewczynami zużyłyśmy sześćdziesiąt paczek chusteczek w miesiąc. Mogłam ich nie zabierać w trasę. Jednak nie pomyślałam. Sama dużo płacze. Codziennie dzwonimy do chłopców ale to wcale nie pomaga. Ingrid płacze chyba najwięcej. Prawie nic nie je. To znaczy tak jak my wszystkie ale ona jeśli już coś jemy to czasem nie je. Ale najważniejsze jest dla mnie to, że dziś zaczynam objeżdżać Amerykę i Kanadę! Później jadę do polski. Jestem taka zmęczona i tak mało jem, że ledwo daje rade na koncertach.
Trasa Suzan T. ,,Disappointment" - miesiąc pierwszy 
Tak naprawdę to ta trasa pomimo towarzystwa była o wiele gorsza od tamtej. Na pewno o wiele bardziej męcząca. Tym razem objechałam nie tylko Europę ale i pół Ameryki i jedno miasto w Kanadzie. Mało jadłam więc sporo schudłam. Teraz jeszcze tylko Polska i do nowego domu. Tego który kupił Louis. To było moje największe marzenie jak na razie.
         -Dobrze się czujesz? - spytał mnie Kevin.
         -Tak. Czemu pytasz? - byłam zdziwiona tym stwierdzeniem pomimo tego, że byłam bardzo zmęczona.
         -Jesteś blada i masz wory pod oczami. - powiedział.
         -Wiem. Zaraz Caroline mnie pomaluje i będzie lepiej. - powiedziałam.
         Nie musiałam jej wołać. Siedziała zaraz za mną. Zatrzymaliśmy się i wszystkie dziewczyny się wymalowały. Dopiero gdy skończyłyśmy limuzyna ruszyła dalej z lotniska do hotelu.
         Minęło pół godziny i wysiedliśmy. Przed budynkiem stał już tłum paparazzi. Dobrze, że miałam przy sobie trzech ochroniarzy i Kevina który też był całkiem umięśniony i przystojny. Kiedyś Merry stwierdziła, że tak jest. Ale ja nigdy nie zwracałam na to uwagi.
         -Robili mnóstwo zdjęć jednak ja (inaczej niż zawsze) się nie uśmiechałam. Byłam zbyt zmęczona.
*****
         Teledysk nagrany, odpoczęłam i znów mam tą swoją normalną skórę więc mogłam iść na galę. Nie mogłam już się jej doczekać. Jednak styliści przeciągali w nieskończoność. Czas mi się strasznie dłużył. Do tego chcieli mi zdjąć pierścionek od Louisa, ale im nie pozwoliłam. Później jeszcze kosmetyczka i fryzjer. Pofarbowali mi włosy na borówkowy. Po raz pierwszy miałam farbowane włosy. Trochę wstrząsające ale jedna wyglądałam całkiem fajnie. Końcowy efekt wyglądał tak.
         -Zaraz jedziemy. - oznajmił Kevin.
         -Dobrze. - powiedziałam i poszłam wsiąść do limuzyny. 
         Jechałam sama. Bez dziewczyn. Mogłabym jechać z Marry tylko przecież drugiego dnia wróciła do Londynu. Trudno. Ważne, że mam szanse poznać Jakuba Gierszała.
         Czerwony dywan był już rozłożony. Widziałam wielu dziennikarzy.
         -Jak sobie dasz teraz radę? - spytałam mojego menadżera.
         -Ja nigdzie nie idę. - powiedział przerażony.
         Zaśmiałam się. Ale zrozumiałam jego wybór po chwili wyszłam z limuzyny. Wszystkie inne gwiazdy już się nie liczyły. Aparaty były skierowane w moją stronę.
         Dostałam esemesa od Kevina
         ,,Masz za pół godziny konferencje prasową". 
         Teraz mu się przypomniało.
         Nagle zobaczyłam Jakuba Gierszała na sali. Zaczęłam powoli iść w jego stronę. Stał sam i rozglądał się gdzie by teraz iść. Wyjęłam z torebki mój notes.
         -Mogłabym dostać twój autograf? - zapytałam mężczyznę.
         Patrzył na mnie ze ogromnym zdziwieniem.
         -Jasne. Dla ciebie? - zapytał biorąc notes do ręki.
         -Tak. Jestem twoją największą fanką! - powiedziałam wesoło.
         -Fajnie. Ja mam twoją nową piosenkę jako dzwonek. - powiedział patrząc na mnie jak na ducha.
         -Mój idol jest moim fanem. - zaśmiałam się.
         -Oby nikt do mnie nie zadzwonił bo będę się czuł niezręcznie. - zażartował.
         -Nie musisz. - zaśmiałam się.
         -Naprawdę jesteś moją fanką? - zapytał z niedowierzaniem.
         Przytaknęłam.
         -Oglądałam wszystkie twoje filmy. Milion dolarów był dość nietypowy ale dałam radę. Za to Sale samobójców znam na pamięć. - powiedziałam podekscytowana.
         -Ty naprawdę mnie lubisz. - zachichotał.
         -Yuma była ciut przerażająca. - ciągnęłam dalej. -Ale całkiem fajna. - zakończyłam.
         -Nie masz przypadkiem zaraz konferencji prasowej? - zapytał.
         -Za pięć minut. Które masz miejsce? - powiedziałam.
         -Ósme. - powiedział patrząc na zaproszenie.
         -A ja siódme. - powiedziałam z pamięci.
         -Jeszcze się spotkamy. - zaśmiał się.
         -Wiem. To do zobaczenia. - powiedziałam i znikłam w tłumie.
         Nie mogłam się doczekać kiedy zbiorowisko się rozpocznie. Będę siedziała obok Jakuba Gierszała. Trochę żałowałam że nie będzie Louisa ale teraz już nie wiedziałam.
         Weszłam na podest. Dziennikarze od razu zaczęli podnosić ręce.
S: Pan od prawej w pierwszym rzędzie.
D1: Wiedziałem, że rozmawiałaś dziś z Jakubem Gierszałem. Czy coś was łączy?
S: On jest moim fanem a ja jego.
D2: Media już coś o tym mówiły, ale czy to prawda, że jesteś zaręczona z Louisem Tomlinsonem?
S: Tak.
D3: Planujecie ślub?
S: Może za dwa, trzy lata.
D4: Dlaczego chcesz tyle czekać?
S: Bo moim zdaniem jestem za młoda na małżeństwo.
D5: W takim razie dlaczego zgodziłam się na oświadczyny.
S: Bo chciałam.
D6: Jaka jest twoja ulubiona piosenka.
S: Nie ma takiej.
         Konferencja miała dużo krępujących pytań na które musiałam odpowiedzieć. To była moja pierwsza i ostatnia konferencja.
         Teraz do Gierszała. Ale nie mogę doczekać się powrotu do domu.
         Aktor czekał na mnie pod salą. Podeszłam do niego, żeby się przywitać. Ale to co się stało mnie totalnie zszokowało. Jakub G. nachylił się nade mną i mnie pocałował. Jednym ruchem odepchnęłam go i zwaliłam na ziemie. Gdy się odwróciłam zobaczyłam fotografa. Położyłam na aktorze tryumfalnie nogę i spojrzałam mu prosto w oczy.
         -Nie powinieneś. - powiedziałam i poszłam na sale.

Adventure 35 /Larry

Umieram! Wykasował mi się Adventure 35! Teraz wszystko od początku. Boże! Dlaczego mnie nie kochasz?
**************************
       Powoli wygramoliłam się z kanapy w autobusie. Marry już nie spała. Niestety reszta jeszcze spała.
       Od razu zobaczyłam rozmazany na twarzy mojej "starszej siostry" tusz do rzęs. Płakała. Znałam tylko jeden sposób żeby ją pocieszyć. Po wczorajszym koncercie moje struny głosowe były już rozgrzane.
       -You are now, girl rocking with Will.i.am and Britney, bitch. - zaczęłam śpiewać. Od razu się roześmiała.
       -Wiedziałam! - powiedziałam triumfalnie najciszej jak potrafiłam.
       -Tęsknie za Liamem. - powiedziała i zaczęła płakać mi w ramię.
       Spałyśmy w samej bieliźnie, bo Kevin nie mógł wchodzić na górne piętro autobusu. (my na nim byłyśmy) Więc nasza piątka spała w bieliźnie.
        Ma miałam czarną więc tusz mi nie straszny.
        -Myślisz tylko o sobie. Ja tęsknie za Louisem tak samo jak ty jeśli nie bardziej. -powiedziałam i wskazałam na pierścionek.
        -Tak. Wiem. Rzuciłam dla Ciebie studia, wiesz? - powiedziała spuszczając głowę Marry.
        -Powaliło Cię do końca?! - wydarłam się na nią budząc przy tym dziewczyny.
        -Polka. - zaśmiała się Aria.
        -Jak mogłaś rzucić studia. Gdybym wiedziała co zamierzasz to bym Cię nigdy nie zabrała ze sobą na trasę! Jednak ty mi nic nie powiedziałaś! - nie mogłam opanować gniewu.
        -Chciałam jechać z tobą. - powiedziała Marry po czym znów wybuchła płaczem.
        -Może da się coś jeszcze zrobić. Zadzwonię do twojej szkoły i to wyjaśnię. - powiedziała zestresowana.
        -Nie chcę! - powiedziała ze złością Marry.
        Zachowywała się jak małe dziecko. Ja nie chciałam być tą złą. Ale musiałam.
        -Dzień dobry. Nazywam się Suzan Tattersall.
        -Witaj. To ty jesteś tą piosenkarką na której każdym koncercie jak dotąd były moje dzieci? - zapytała z poważnym głosem.
        -Na prawdę? To niesamowite. Tak to ja. Ale to nie jest teraz ważne. - powiedziałam.
        -Co się stało panno Tattersall?
        -Moja przyjaciółka, Marry...
        -Tak. Wiem. Żal mi tak utalentowanej studentki. - powiedziała ze smutkiem kobieta.
        -Czy byłaby taka możliwość, żeby wróciła do szkoły? - zapytałam z nadzieją.
        -Oczywiście. Już ją zapisuje. - powiedziała.
        -I już?
        -Tak. - powiedziała oczywistym głosem.
        Odłożyłam słuchawkę.
        -Masz szczęście. Ale na lotnisku kupuję ci bilet do Londynu. - powiedziałam sucho. i poszłam się umyć i ubrać. (to był naprawdę wypasiony autobus.
        -Nie mam! Wcale nie mam! - krzyknęła i znów się rozpłakała.
        Tym razem zostałam obojętna. Ubrałam się w to. Teraz byłam gotowa na kolejny ciężki dzień w trasie. Teraz na lotnisko, do Paryża i wieczorem koncert.
***Caroline***
         Ja, Ingrid i Aria wpatrywałyśmy się w płaczącą Marry. Nie wiedziałyśmy czy ją pocieszyć, czy raczej nie. Nie wiedziałyśmy co zaszło a trochę głupio było pytać Marry.
         -Co się tak właściwie stało? - zapytała rozkojarzona Caroline.
         -Rzuciła studia, żeby móc ze mną pojechać w trasę. - oznajmiła moja szefowa, przyjaciółka i gwiazda muzyki - Suzan Tattersall.
         Wszystkie cztery rzuciłyśmy zdziwione spojrzenia Marry.
         -Przecież to tak samo jakby Suzan rzuciła muzykę. - powiedziała przerażona Ingrid.
         -Właśnie. Co byś zrobiła gdybym rzuciła muzykę? Byłoby ok? - powiedziała podirytowana jeszcze całą sytuacją Suzan.
         -Ja się lepiej nie będę wtrącać. - powiedziała Aria i pobiegła do łazienki.
         Suzan odprowadziła ją wzrokiem.
         -Ja zrobiłabym to co ty. - przyznała Suzan Marry.
         -Właśnie. - powiedziała Suzan i podała rękę Marry siedzącej na podłodze.
         Marry korzystając z pomocy wstała z podłogi i czekała aż Aria wyjdzie z łazienki, żeby mogła umyć twarz.
         Kiedy Marry poszła się myć Suzan zadzwoniła przez skype do Louisa.
         -Hej misiu. -powiedział pierwszy Louis.
         -Cześć. Zaraz będziemy na lotnisku. - powiedziała Suzan szeroko się uśmiechając. W jej oczach zabłysły łzy.
         -Super. Francja jest całkiem fajna. - powiedziała Louis wesoło.
         -Tęsknie. - powiedziała Suzan. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
         -Wow. Po raz drugi widzę jak płaczesz. Szkoda, że znów przeze mnie. - powiedział zaskoczony Louis.
         -Nie, nie przez Ciebie. Nie twoja wina, że Cię tak kocham. - powiedziała Suzan i przetarła łzy.
         -Wiem. Ale tylko nie histeryzuj na koncertach. - zaśmiał się Louis.
         -Jasne. Wczoraj dałam rade. - powiedziała Suzan.
         Z łazienki wyszła Marry.
         -Tak wiem. Oglądałem w telewizji. - powiedział wesoło Lou.
         -Miałam taką nadzieje. - powiedziała Suzan a po jej policzkach znów spłynęły łzy.
         -Dobrze, że Cię jeszcze nie pomalowałam. - powiedziałam do Suz.
         -Kto to? - spytał Louis.
         -Caroline. - oznajmiła mu Suzan.
         -Aha. Wiesz. Mam dziś wieczorem czas. Może do Ciebie przylecę. - zaproponował Louis.
         -Tak! Przyjedź! - krzyknęła Suzan i wyłączyła Tablet.
***Suzan, wieczorem***
         -Niezły makijaż Caroline. - pochwaliłam przyjaciółkę.
         Świetnie pasował do mojego stroju. Byłam szczęśliwa, że to ona była moją makijażystką.
         -Ty masz tyle samo fanek co my! - powiedział przerażony Louis wyglądając zza kulis.
         -Wiem. Trudno nie zauważyć. - zaśmiałam się.
         -Haha... - zaśmiał się Louis.
         Nagle nie wiadomo skąd przybiegł Kevin. Był zadyszany i jego świeża koszula była już przepocona i pognieciona.
         -Mam pomysł. Suzan i Louis zaśpiewają razem na scenie. - powiedział wesoło.
         -Ale co? - powiedzieli jednocześnie.
         -Znacie jakąś piosenkę razem? - zapytał.
         -Znasz Fireworks? - zapytał Louis.
         -Już nie pamiętam. Znasz Just Away You Are?
         -Tak. - Louis uśmiechnął się szeroko.
         -To już  mamy. - powiedziała dumnie Suzan.
         -Tylko skąd weźmiemy muzykę? - powiedziała zmartwiona Ingrid.
         -Tak się składa, że akurat mamy ten podkład. - powiedział Kevin i znów gdzieś pobiegł.
         Kiedy zaśpiewałam już pięć piosenek, nadszedł czas na duet, mój i Louisa.
         -Ktoś może zna One Direction? - zapytałam widownie. 
         Odpowiedział mi głośny pisk. Podeszłam do jednej z dziewczyn w pierwszy rzędzie która też piszczała.
          -Możesz wymienić wszystkich? - zapytałam ją podsuwając jej mikrofon.
          -Harry, Niall, Liam, Zayn i Louis. - powiedziała po czym zemdlała.
          -Dobrze! Ale chyba Cię zbiłam. - powiedziałam patrząc wystraszona na leżącą na ziemi dziewczynę. - Skoro już mowa o Louisie to chyba wszyscy już wiecie, że jesteśmy razem i tak dalej. Więc mam dla was małą niespodziankę. - powiedziałam.
          Na scenę z podziemi wyskoczył Louis. Fanki wpadły w okropny pisk. A było jeszcze głośniej jak zaczęła grać muzyka.

L: Oh her eyes, her eyes make the stars look like they' re mot shining. Her hair, her hair feells perfectly without her trying. She so beautiful and I tell her every day.
S:Yeah I know, I know when I compliment his, he don't believe me. And it's so, it's so sad to think he don't see what i see. But every time he asks me do I look okay. I say...
          Fanki były w niesamowitej ekstazie.

piątek, 4 stycznia 2013

Part 21 Lirry

Wstałam dzisiaj o 5 rano, tylko dla Suzan. Ona nawet nie wie jak się dla niej poświęciłam (bałam się jej do tego przyznać, bo wiem, że będzie na mnie zła). Może i wyglądałam na wyspaną i wesołą, ale wcale tak nie było. Żeby wyglądać jakoś normalnie wypiłam 4 kawy, tak żeby Aria (nowa dziewczyna Malika), Ingrid i moja młodsza ,,siostrzyczka" nie zobaczyły w jakim stanie jestem. Do tego strasznie ciężko było mi pożegnać się z Liamem. Nikt nie wie do czego zdolni są ludzie i co zrobią dla osób, na których im zależy. Ja dla Suzan zrezygnowałam ze studiów. Naprawdę ciężko było mi podjąć tą decyzję, ale...
    Teraz siedzę i patrzę z okno. Dziewczyny śpią a mi się chce ryczeć. Jedyną radosną rzeczą jaka się dzisiaj (na razie) jest to, że Suzan powiadomiła nas o swoich zaręczynach. Moje rozmyślania przerwała Ingrid.
- Może nagramy jakiś filmik i wyślemy go chłopcom?- Spytała dziewczyna.
- Jasne. Strasznie mi się nudzi. Nie mogę zasnąć, to chyba po tych kilku kawach.
Kamerkę postawiłyśmy na stoliczku i usiadłyśmy na bardzo wygodnych fotelach. Poprawiłam koszulkę (to mam na sobie) i zaczęłyśmy nagrywać.
- Cześć! Tak strasznie za wami tęsknię. Nie mam kogo wkurzać, dźgać, pocieszać, uciszać, uspokajać. Zresztą sami wiecie najlepiej.- Powiedziałam.
- Ja też tęsknię.- Dodała Ingrid.
- Proszę was, abyście niczego nie rozwalili, a jeśli musicie już coś zmieść z powierzchni ziemi, to zróbcie to tylko się nie zabijcie. Wiem, że dla was to wyzwanie, kiedy nikt się wami nie opiekuje, ale musicie mu podołać.- Mówiąc to uśmiechnęłam się szeroko.
- Musimy już kończyć.- Powiedziała Ingrid i wyłączyła nagrywanie. Od razu wgrałam to na laptopa i wysłałam chłopcom. W końcu poczułam senność, więc rozłożyłam się na fotelu i zasnęłam.
**********************Liam**********************
Właśnie mamy przerwę w nagrywaniu teledysku do Kiss You. Włączyłem laptopa i otworzyłem skrzynkę mailową. Przyszedł filmik od Merry. Zawołałem chłopaków i włączyliśmy. Na ekranie pojawiła się Merry i Ingrid. Mówiły, że za nami tęsknią. Moja najukochańsza jak zwykle wyglądała pięknie.

Przepraszam, że tak mało, ale wena to wena trudno ją zatrzymać przy sobie na dłużej :D

Adventure 34

Chciałabym zadedykować tego Adventure dziewczynie która powiedziała, że mam niezwykły talent. Jej blog też jest całkiem niezły. Look at this.
***********
        Był pogodny wieczór. Dziś wraz z Louisem mieliśmy jechać do kina ale jednak zdecydowaliśmy się na wspólny piknik w parku. Ubrałam to nie chcąc wyróżniać się z tłumu.
        -Ładny dzień na jedzenie marchewek w parku. - zaśmiał się Louis.
        -No, fajny. Ale nie wiem czy nadaje się na marchewki. - powiedziałam rozpromieniona. - Oczywiście ty musiałeś zapakować ich dwadzieścia. - zaśmiałam się.
        -Nie narzekaj. Dziesięć i to dla nas oboje. - bronił się piosenkarz.
        -Oj wiem. - powiedziałam z przekąsem.
        Louis przechylił mnie lekko i namiętnie pocałował. poczułam się jakbym unosiła się magicznie nad ziemią. Za każdym razem gdy mnie dotykał czułam dziwne łaskotanie w tym miejscu.
        -Nie nudzi Ci się to jeszcze? - zapytał roześmiany Louis.
        -A tobie się nudzą marchewki? - zapytałam uśmiechając się promiennie.
        -Racja. Głupie pytanie. - westchnął Louis.
        W końcu dotarliśmy na miejsce. Park był pełen przechadzających się ludzi. Wielu przyglądało się nam i prosiło o autograf. Jednak Louis nie zwracał na nich uwagi. Był zajęty marchewkami i (co trochę krępujące) wpatrywaniem się we minie.
        -Długo jeszcze będziesz się tak na mnie gapił? - spytałam skrępowana.
        -Tak. Jak najbardziej. -powiedział niczym nie wzruszony.
        -Aha. - zachichotałam.
        -Muszę się napatrzeć bo niedługo wyjeżdżasz w swoją drugą trasę koncertową. - powiedział rozmarzonym głosem.
        -Wiem. Szkoda, że nie możesz jechać ze mną. Ale towarzystwo Merry i tej nowej dziewczyny Nailla mi wystarczy. A poza tym jeszcze Kevin i jego nowa żona. Ich ślub był boski. A moja sukienka jeszcze bardziej. - westchnęłam wesoło.
        Zaczęliśmy karmić się nawzajem truskawkami które kupił dziś Louis. Jeszcze nigdy nic mi tak nie smakowało.
         Nagle zauważyłam Zayna przechadzającego się po parku z jakąś dziewczyną której nigdy wcześniej nie wiedziałam. Ktoś taki jak Zayn często zmieniał dziewczyny. Jednak wyglądali na zakochanych.
         -Śledzimy ich? - zapytałam zaniepokojona.
         -Kogo? - zdziwił się chłopak. W odpowiedzi wskazałam na parę. -Wiesz, że dla Ciebie wszystko. Ale tym razem to chyba nie jest najlepszy pomysł. - westchnął niepewnie.
         -Dobrze. Jak chcesz to zostań. Ja idę. - powiedziałam obojętnie.
         Louis jednak się zdecydował i za mną podreptał. Szliśmy całkiem długo aż w końcu usiedli na ławce i spojrzeli sobie znacząco w oczy. Zaczęli przysuwać się do siebie bliżej i bliżej...
         Szybko pobiegłam w ich stronę i wepchnęłam się szybko pomiędzy nich.
         -Cześć. Mamy dziś taki piękny wieczór. Wy też poszliście na spacer. My z Louisem mieliśmy jeszcze piknik. Takie romantyczne popołudnie. A tak w ogóle to mam na imię Suzan. - wyrzuciłam jednym tchem.
         -Ja jestem Aria. - powiedziała lekko się rumieniąc. - A Ciebie znam. Jesteś przecierz światową gwiazdą muzyki. - powiedziała jakby to było oczywiste.
         -No racja jeszcze się nie przyzwyczaiłam. - westchnęłam ciężko.
         -Nie wierze, że znam już One Direction, The Wanted i Suzan Tattersall. - westchnęła z niedowierzaniem.
         -A ja znam Justina Biebera, Taylor Swift, One Direction i siebie. - powiedziałam uśmiechając się szczerze. - A czy to przypadkiem nie ty byłaś na okładkach gazet z Nathanem z The Wieśonted? - zapytałam przerażona.
         -EJ! Tom to mój brat. Nie obrażaj go! - zdenerwowała i się i odwróciła ode mnie głowę.
         -Fajnie. Tylko kim jest Tom? - powiedziałam zdziwiona.
         -Członek The Wanted. Nie znasz ich? - zdziwiła się nadal się nie odwracając.
         -Nie słucham takiej muzyki. - powiedziałam szczerze.
         -Wole Davida Guetta albo jakieś podobne szybki kawałki. - powiedziałam wstając z ławki.
         -To może ja was już opuszczę. Zayn, porozmawiamy w waszym domu. Będę na ciebie czekać. Jeśli się nie zjawisz, - powiedziałam i wyciągnęłam z kieszeni mój telefon, po czym zrobiłam im zdjęcie. - pokarze to moim fanom. - powiedziałam i poszłam do Louisa.
          Zayn i Aria zesztywnieli. Czyżby się czegoś przestraszyli? Przecież to tylko zdjęcie.
          -Chyba Cię nie lubi. - westchnął zasmucony Zayn. -Będzie tak jak z Taylor. To Suzan pierwsza jej nie lubiła. dodał po chwili. Nie stworzyło to we mnie żadnych uczuć.
          Gdy podeszłam do Louisa objął mnie jedną ręką i poszliśmy na dalszy spacer.
          -Mam jej nie lubić? - spytał się poważnie Louis.
          -A jak chcesz? - spytałam.
          -Chcę żebyś była szczęśliwa. - powiedział i mocno mnie przytulił.
          To było słodkie jednak miałam pewne wątpliwości co do Arii.
          -Mam do Ciebie jedno pytanie. Ale najpierw powiedz, że mnie kochasz. - powiedział Louis i się zaśmiał.
          -Kocham Cię, Louis. - powiedziałam radośnie.
          -W takim razie zrobię coś z czego wcześniej się już śmieliśmy. - powiedział i klęknął na kolana. -Zuzanno Tattersall, czy chciałabyś za mnie wyjść. powiedział i otworzył pudełeczko z pierścionkiem.
        -O boże. -westchnęłam przerażona. -Ale ja mam dopiero dziewiętnaście lat. - powiedziałam lekko zdziwiona.
        -Wiem. Ale co z tego - powiedział wyraźnie mając nadzieje, że się zgodzę.
        -Jestem tak jakby za młoda żeby się żenić. A do tego z wielką gwiazdą muzyki. Ty masz dwadzieścia jeden lat więc to da się zrozumieć ale ja dopiero zaczynam żyć. Skończyłam niedawno szkołę. - wymieniałam powody dla których mogłabym się nie zgodzić. Twarz Louisa spochmurniała. -Ale jak na razie to się ani razu nie pokłóciliśmy więc jak dla mnie to chyba powinnam powiedzieć tak. - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
        -Co? - powiedział Louis. Na jego twarzy ponownie pojawił się ten jego piękny uśmiech.
        -Moglibyśmy spróbować. - powiedziałam.
        Nagle zza rogu wyskoczyło mnóstwo paparazzi. Louis powoli wstał i założył mi na palec pierścionek. 
        Poczułam się przez chwilę jak księżniczka. Jednak teraz czekała mnie zapewne bardzo poważna rozmowa z Zaynem.
        -Pogięło Cię?! - krzyknęłam na chłopaka.
        -Nie! Ja ją kocham. Czy ja Louisowi zabraniałem się z tobą spotykać? - bronił się chłopak.
        -Tak. Nie pamiętasz? Mówiłeś, że wyglądam podejrzanie i mogę mieć jakieś dziwne polskie zwyczaje. - powiedziałam lekko urażona samym wspomnieniem.
        -Ale już wiem, że tak nie jest. A poza tym ona jest z polski.- powiedział poważnie.
        -Zadzwoń do niej. - powiedziałam po czym wyszłam z pokoju.
        Po chwili dziewczyna już była na miejscu.
        -Idź sobie Malik. I nawet nie próbuj podsłuchiwać. Jak Ci się to uda i coś zrozumiesz to będę pod wrażeniem. - powiedziałam. Chłopak posłusznie wyszedł.
        -Więc uważasz się za polkę. - powiedziałam zmieniając język słów.
        -Tak. Już zapomniałam, że ty też jesteś z Polski. - powiedziała Aria i się uśmiechnęła. Jednak moja twarz pozostała śmiertelnie poważna.
        -Fajnie. - powiedziałam i też się uśmiechnęłam. - Jeśli byś chciała mogłabyś pojechać ze mną w trasę. Tylko, że już jutro. - powiedziałam z nadzieją, że się zgodzi.
        -To będzie dla mnie zaszczyt.