niedziela, 13 stycznia 2013

Cz. 3 Adventure 40 / Larry

Sory. To nie moja wina.
***************************
        Zapowiadał się fajny dzień. Miałam mieć dziś wielkie After Party po koncercie. Jaustin Bieber zaprosił mnie na tą imprezę. Zgodziłam się. Mogło być fajnie. To znaczy jeśli Selena Gomez mnie nie zabije.
        Na wszelki  wypadek postanowiłam zaprosić Ingrid, żeby nie myśleli, że to randka.
        -Cześć Pani Horan. - wesoło przywitałam się z przyjaciółką.
        -Ej! Nie mów tak na mnie! - powiedziała oburzona.
        -No co? Czyżby Niall Cię rzucił? - zaśmiałam się złowieszczo.
        -Wal się... - zaśmiała się Ingrid.
        W końcu ją zaprosiłam.
        -Jasne! - krzyknęła podniecona.
*****
        Nastała 16.00. Po wielu próbach nareszcie miałam mieć koncert. Fanki zaczęły piszczeć.
        Weszłam na scenę.
        W pierwszym rzędzie siedzieli chłopcy z One Direction, J.B., Marry, Caroline, Ingrid, Madonna, Olly Murs, David Guettta, Michael Jackson, Jakub Gierszał, The Beatles, Yoko Ono, Taylor Swith, Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Niekryty Krytyk, Bob Budowniczy, Mick Jagger, Krecik, Kubuś Puchatek, Slenderman, kot Filemon, Nicky Minaj, Magda Gesler, Obi Wan Kenobi, Ojciec Chrzestny, Micky Mouse, Jonny Bravo, Hannah Montana,With, Kung-Fu Panda, Paździoch, Boczek, Ferdynand Kiepski, Halinka, Cycu, Leonardo Da Vinci, Picasso, Allah, Sherlock Holmes, Zack Efron, Zorro, Stena Line.
        W drugim rzędzie Batman, tetetubisie i ich słoneczko, Shrek, Osioł, Chuck Norris, Britney Spirs, Will.i.am, Jack Sparrow, J.K. Rowling, Bracia Grimm, Pet Shops, Barbie, Ken, Miś uszatek, Matty B., Królowa Anglii, Królewna Śnieżka, Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Pedobear, Wróżka Zębuszka, Święty Mikołaj, król Julian, króliczek Wielkanocny, chodząca paczka Haribo, gigantyczny lizak chupa chups, Tom i Jarry, świnka Piggy, Superman, obsada Hobbita, M&M's-y, Obama, Torres, Messi, Mupetty,  Amerykański Ninja, My Little Pony, PSY, Winx, Pete Burns, Hanka Mostowiak, Maka Paka, wychudzony ludzik Michelin, 3 lesbijki z kosmosu, psychodeliczna wersja Beyonce, uśmiechniętą różowa gruszka w kwiatki, uśmiechnięte słoneczko, Titanic, Zgredek i Pokemony.
        Za nimi siedziały już same fanki. Wszyscy krzyczeli tak głośno, że ich krzyk mnie ogłuszył i bezwładnie opadłam na scenę.
*****
        Obudziłam się w szpitalu. Byłam ubrana w suknie ślubną a wokół mnie stali chłopcy z 1D ubrani w garnitury. Tylko Hazzy nie było.
        -Co się stało i w co ja jestem ubrana? - zapytałam z przerażeniem.
        Nikt nic nie odpowiadał. Powoli wyśliznęłam się z łóżka i stanęłam na nogi. Jednak nie postałam długo, bo Louis w mgnieniu oka wziął mnie na ręce. Próbowałam się wyrwać ale nie mogłam się nawet ruszyć.
        To był koniec. Mój koncert się nie odbędzie. Przynajmniej dopóki to się nie skończy. Louis powienien przestać mnie nękać.
       Choć to w sumie nie była jego wina. A mój koncert się już nie odbył.
       Chłopak wyszedł z pokoju. Za drzwiami był ołtarz, ksiądz, Harry i goście. Wypatrzyłam nawet moją mamę. Nie widziałam jej chyba już 6 lat. Wręcz wypadłam z rąk Louisa i pobiegłam w jej stronę.
       Przy okazji potknęłam się i upadłam na rękę. Mogłoby się wydawać, że jest złamana ale ja i tak biegłam dalej. Jednak gdy za bardzo się zbliżyłam wszystko wokół mnie zniknęło. Pozostała tylko nędzna pustka.
       Byłam tylko ja i biały kolor wokół mnie.
       Nagle poczułam, że mam mokrą rękę. Spojrzałam na nią. Była cała we krwi. Zawsze się bałam krwi. Teraz byłam w niej cała. Wiedziałam, że to się źle dla mnie skończy. Krew nie ustawała. Zrobiło mi się słabo i upadłam na podłogę. Moje moje powieki powoli się do siebie zbliżały, aż w końcu nastąpił czarny koniec.
(Tym którzy się nie zorientują o co za chwilę będzie chodzić, to
 od zdrady aż po śmierć Suzan, to wszystko był sen.
Tak. Dziewczyny Liama i Louisa miały na pierwszy
rzut okiem ten sam sen. Nikt nie wie
Jak to się właściwie stało. Po prostu tak było i już.
Ale dreszczyk emocji był co nie?)
        Obudziłam się z krzykiem. Byłam w moim nowym domu. Dokładnie to w sypialni. Leżałam w łóżku. Nie do końca pamiętałam co się stało. Obok mnie był Louis. Szybko skoczył na proste nogi. Tylko szkoda, że nie zszedł z łóżka.
        Byłam przerażona. Nie wiedziałam która część była snem. Co dokładnie powinnam zrobić. Uciec? Płakać? Zapytać się co było prawdą a co snem?
        Krzyczałam dalej.
        -Przestań! - powiedział Louis i mocno mnie przytulił.
        Odepchnęłam go i wybiegłam z pokoju. Usiadłam na schodach.
        Postanowiłam przestać krzyczeć. Zamiast tego się rozpłakałam.
        -Opowiedz mi co Ci się przyśniło. - powiedział Louis i stanął trochę z mną.
        -Nie wiem co dokładnie było snem. - westchnęłam.
        -Dobrze. Więc przysięgam, że będę mówił prawdę choć może ona być nie przyjemna. - powiedział.
        -Więc opowiedz mi co się wydarzyło w dniu w którym wróciłam z trasy koncertowej. - zaczęłam roztrzęsiona na samo wspomnienie.
        -Wróciłaś, pojechaliśmy do nowego domu i zacząłem Cię oprowadzać. - oznajmił. - Następnie zeszłaś na dół na kanapę żeby oglądać TV. Jednak zasnęłaś więc zaniosłem Cię do łóżka. - dodał po chwili. - Ja niestety musiałem wyjść bo miałem wywiad. Ale przez cały czas pilnowała Cię Marry. - mówił dalej. - Po wywiadzie wróciłem, położyłem się spać, ale mnie obudziłaś. - powiedział.
        Nie wierzyłam mu. Ale kto wierzyłby po takim (najprawdopodobniej) śnie.
        -Który dziś mamy? - spytałam.
        -Jak mógłbym zapomnieć? Dziś miałaś wrócić. Pierwszy listopad. - powiedział od razu.
        -Dobrze. Powiem Ci teraz co mi się śniło. - uwierzyłam.
        Gdy dowiedział się jak specyficzny miałam sen mocno mnie przytulił.
        -Ja nigdy bym nie pozwolił Ci odejść.Choćby nie wiem co. Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko. Nawet pójść do więzienia. Umrzeć. - powiedział.
        -Nawzajem. Więc pomyśl co musiałam czuć. - powiedziałam i znów się rozpłakałam.

Do Was/Lirry

Wydaje mi się, że nie jestem już potrzebna na tym blogu. Wszyscy komentują tylko Adventure Larrego, a moich Partów nikt nie czyta :(. Zastanawiam się, czy nie odejść. Na moje miejsce może trafić inna osoba. Jak wolicie?

sobota, 12 stycznia 2013

Część 2 Adventure 40 / Larry

Tylko takie mini promowanie. Fanny.
*************
        Obudziłam się w domu. Obok mnie leżał Harry. Przypomniała mi się wczorajsza noc. po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: "O mój boże ile ja wypiłam".
        Głowa bolała mnie nie miłosiernie.
        -Jak ja się tu znalazłem? - spytał zadziwiony Harry.
        -Czy ja wyglądam na kogoś kto wie? - powiedziałam ironicznie zakrywając się kołdrą.
        Zaśmiał się. To chyba miało oznaczać nie.
        -Ty sobie idź po swoje ubrania a ja nie patrze. - powiedziałam i cała ukryłam się pod kołdrą.
        Po chwili już go nie było, jednak na wszelki wypadek owinęłam się w pościel i poszłam do garderoby. Zamknęłam się na klucz.
        Ubrałam się w to.
        -Nic nic pamiętasz, co? - powiedział Harry gdy zeszłam na dół żeby zrobić śniadanie.
        -Ani sekundy. - skłamałam.
        Właściwie pamiętałam dość dużo. Tylko samego powrotu jakoś nie za bardzo.
        -Szkoda. - westchnął.
        Nie wiedziałam czy taka szkoda. Dla mnie dziwne jest to, że w ogóle coś pamiętam.
        -Miejmy nadzieje, że chociaż było fajnie. - zaśmiał się chłopak.
        -Zboczeniec. - powiedziałam i zaczęłam smażyć naleśniki.
        Zaczęłam się zastanawiać jak teraz wgonić Hazze z domu. Przecież przed moim domem zawsze byli paparazzi. Gdyby wyszedł nad ranem z mojego domu mogło by się to wydać ciut podejrzane. Choć słusznie. Bo przecież tak było.
        -Coś Cię martwi. - powiedział troskliwie Harry.
        -Wiesz. Jak masz zamiar stąd wyjść. - odpowiedziałam.
        Dziwnie się na mnie spojrzał.
        -Przez drzwi? - zaśmiał się.
        Roześmiałam się. Dobrze wiedział o co mi chodzi. Chyba.
        -Nie wiesz o co mi chodzi? - spytałam wciąż chichocząc.
        -Żeby się nie rozeszły prawdziwe plotki? - zaśmiał się.
        -Tak. - powiedziałam całkiem poważnie.
        Chłopak od razu się uspokoił.
        -Czeka. Mam pomysł. - powiedział.
        Poszliśmy do pokoju z  komputerami. Kazał mi zapytać się swoich obserwujących co pomyśleliby o moim związku z Harrym Stylesem. On miał zrobić to samo.
        -Nareszcie spytałaś, tak, super, nigdy nie lubiłam Louisa. - czytałam po kolei odpowiedzi.
        -Moje są podobne. - powiedział podekscytowany.
        -Yeaaaaaaaaaaaaaaaaaah! - krzyknęłam.
        Harry wybuchnął śmiechem. Wkrótce do niego dołączyłam.
        -Hej! - w pewnym momencie spoważniałam.
        -Co się stało? - zapytał przerażony.
        -Won z mojego domu! - powiedziałam i wywaliłam chłopaka za drzwi. -Żartowałam. - powiedziałam i otworzyłam drzwi z powrotem.
        Przerażony Hazza wszedł do domu.
        -Matko boska. - powiedział przerażony.
        Spojrzał się na mnie jak na ducha. Po chwili rzucił się na mnie. Przytulił mnie i namiętnie pocałował.
        -Już nigdy Cię nikomu nie oddam. - powiedział patrząc mi w oczy.
        Wymiana Louisa była dość słuszna. Choć czegoś mi w Harrym brakowało. Tylko nie dokońca wiem czego.

piątek, 11 stycznia 2013

Część 1 Adventure 40 / Larry

       Nie czułam się dziś zbyt dobrze. Kręciło mnie w żołądku, bolała mnie głowa i piekły oczy.
       -Zrobimy tu mega imprę. - powiedział Niall.
       -Znowu? - jęknęła Ingrid.
       -Tak. - odpowiedział śmiejąc się Harry.
       Często przychodziłam do ich domu. Po prostu dobrze się z nimi czułam. Ale ogólnie to mieszkałam w starym domu Marry. Dom był duży i pusty. Do tego niewiarygodnie nudny.
       -Ja chyba nie przyjdę. - westchnęłam.
       -Czemu powiedział zmartwiony Harry.
       -Nie czuję się najlepiej. - powiedziałam.
       Louis nigdy się mnie o nic nie pytał. Ani mnie raczej nie przytulał bez powodu. A Hazza bez przerwy. Naprawdę mnie kochał. Albo raczej miał jakąś obsesje na moim punkcie.
       -Oj, chociaż spróbuj. - namawiał mnie Zayn.
       -Ok. A Lou będzie? - spytałam.
       -Tak. - oznajmił ironicznie Niall.
       -Harry możemy pogadać? - spytałam wstając z kanapy.
       -Jasne. - powiedział i zaciągnął mnie do kuchni.
       Nie wiedziałam czy jestem pewna tego, co chce mu powiedzieć ale gdzieś w środku czułam, że nie pożałuję.
       -Wiesz bo ja raczej już nie wrócę do Louisa...
       -Więc nie chcesz, żeby przyszedł. - przerwał mi w połowie zdania.
       -Nie o to chodzi. Po prostu teraz nic mnie nie blokuję żebym powiedziała Ci, że...
       Harry nie kazał mi dokańczać. Mocno mnie przytulił. Wiedział, że to dla mnie ciężkie.
       Postanowiłam szybko zadzwonić do pana Tomlinsona żeby mu to powiedzieć.
       -Louis, to nie ma sensu. Powinieneś zaakceptować mój wybór. Chcę być szczęśliwa z nim bo z tobą już nie mogę. - prawię krzyknęłam.
       -Nie mogę. - powiedział.
       -Sam tego chciałeś. - westchnęłam z wyrzutem.
       -Ale nie myślałem, że on to zrobi. - powiedział i się rozłączył.
       Odłożyłam telefon energicznie na łóżko. Prawię go rzuciłam.
*****
       Była już osiemnasta. Zaraz mieli przyjść goście do chłopaków. Nadal rozważałam przyjście. Mogło być naprawdę fajnie. Jednak ja nie chciałam spotkać Louisa. Ale za to chciałam spotkać Harrego.
       Dobrze. Ubrałam to. Miałam nadzieje, że chłopcy docenią moje poświęcenie.
       Po chwili byłam już na miejscu impreza trwała w najlepsze. Przed wejściem zmieniłam jeszcze buty na czarne szpilki. Gdy byłam gotowa po prostu weszłam. Wszyscy tańczyli. 
       Poczułam czyjś dotyk na lewej ręce. Ktoś mnie pociągnął. Okazało się, że był to Harry.
       -Zatańczysz? - zapytał.
       Zaczął się wygłupiać. Ja (jak to  ja) nie mogłam powstrzymać śmiechu.
       -Jasne. - powiedziałam. 
       Zaczęliśmy tańczyć. To znaczy raczej to się nie nazywa taniec. To... Nie wiem co to było. Na pewno nie taniec.
       Puścili wolny kawałek. Trochę się skrępowałam. Zupełnie inaczej niż Harry. Bo on wydawał się dziękować bogu, że puścili coś wolnego. Dla mnie to było dość dziwne. W sensie jego reakcja. Nietypowa.
       -Co ty taki szczęśliwy? - spytałam.
       -Louis. Ma dziwną minę. - zaśmiał się i upadł na podłogę.
       Odwróciłam się. Faktycznie. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
       -Ha. Ha. - zaśmiał się sarkastycznie Louis.
       Przypomniał mi się tekst który zawszę go rozśmieszał.
       -Przypraw mnie pieprzem. - wybuchłam śmiechem.
       Aż mi łzy poleciały z oczu. Nie mogłam przestać. Zresztą chłopcy też.

Zwiastun: Adventure 40

Wyprzedziłam Marry. Znów. Czy to nie fajnie? Dla mnie tak. Larry rządzi na imprezkach a Lirry może posprzątać. Bez urazy słodziaczku i Happy Birthday z okazji wczorajszych urodzin.
************
        Była środa. Wydawałby się to normalny dzień jednak nim nie był. Tego dnia zmarłam odeszłam z świata. W dość nie typowych okolicznościach.
        Część 1
        -Louis, to nie ma sensu. Powinieneś zaakceptować mój wybór. Chcę być szczęśliwa z nim bo z tobą już nie mogę. - prawię krzyknęłam.
        Część 2
        -Już nigdy Cię nikomu nie oddam. - powiedział patrząc mi w oczy.
        Wymiana Louisa była dość słuszna.
        Część 3
        To był koniec. Mój koncert się nie odbędzie. Przynajmniej dopóki to się nie skończy. Louis powienien przestać mnie nękać.

czwartek, 10 stycznia 2013

Adventure 39

         Leniwie się przeciągnęłam i spojrzałam na zegarek, 15.00.
         -Harry, piętnasta. - powiedziałam zaspanym głosem.
         Chłopacy nie mieli już więcej wolnych łóżek a kanapy nie mieli. A więc musiałam spać z którymś z nich. Nie wiem dlaczego wybrałam Harrego. Po prostu stwierdziłam, że to będzie najlepszy wybór.
         -Hmm... - mruknął po czym podniósł się zaspany.
         Zrobiłam to co on. Rozeszliśmy się do łazienek. Ubrałam to. Do tego splotłam włosy w warkocza.
         -Świetnie wyglądasz. - powiedział Niall jedząc.
         Obok niego siedziała zmęczona Ingrid.
         -Idę gdzieś. - oznajmiłam i wybiegłam z domu.
         Narzuciłam na siebie szybko mój płaszcz. Było dość chłodno. Ale nie zimno.
         To co zobaczyłam lekko mnie przeraziłam. Louis wysiadał z taksówki z bukietem kwiatów. Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął.
         -Harry się ucieszy. - powiedziałam szorstko i odeszłam.
         Czułam na sobie przez chwilę jeszcze jego wzrok jednak ani myślałam żeby się obejrzeć. Po co był mi on? Przecież miałam jeszcze Biebera, Harrego i Gierszała.
         -Czekaj! - krzyknął i za mną pobiegł.
         -Odwal się! - odkrzyknęłam.
         Wręczył mi kwiaty. Przewróciłam oczami i rzuciłam go za siebie.
         -Dlaczego? - spytał okropnie zdołowany.
         -A jak myślisz? Może dlatego, że postąpiłeś bardzo głupio i na moich oczach całowałeś się z Natalii. - powiedziałam wściekła.
         -Wiem. Przepraszam. - powiedział.
         -Naprawdę myślisz, że mnie przeprosisz a ja Ci wpadnę w ramiona? Zdradziłeś mnie! - krzyknęłam i dałam chłopakowi mocno z plaskacza w policzek.
         -Rozumiem Cię ale to nie moja wina. - powiedział rozkojarzony.
         -Nie! A czyja? Może Harrego bo miał problemy miłosne. Ale chciałam zauważyć, że to między innymi też przez Ciebie. - powiedziałam ironicznie.
         -Dobrze. Moja. Ale ja bardzo, bardzo bym chciał, żebyś mi wybaczyła. - powiedział.
         -Szkoda, że to jednostronne. - parsknęłam.
         Na jego dalsze pytania nie odpowiadałam. Po prostu szłam i na niego nie patrzyłam.
         -Masz. Daj Natalii. - powiedziałam i wręczyłam mu pierścionek zaręczynowy.
         Był zaszokowany. Włożył pierścionek do kieszeni i uciekł. Ja też zaczęłam. Tylko w inną stronę.
         Właśnie w ten sposób przypomniało mi się, że mam w kieszeni pierścionek zaręczynowy. Nie miałam ani siły ani ochoty teraz wlec się w drugą stronę.
         Ktoś zaczął do mnie dzwonić bo usłyszałam Culture Club - Karma Chameleon.
         -Halo? - powiedziałam.
         -Louis oszalał. Powiedział, że mam być z tobą żeby nikt inny nie był. - usłyszałam głos Harrego.
         -Aha. To miło z jego strony ale mogę robić co chcę. - powiedziałam i się rozłączyłam.
         Ale zaczęłam rozmyślać nad tym jak to byłoby gdybym znów była z Hazzą. Pewnie fajnie. Nie kłócilibyśmy się. Od początku mojej znajomości z 1D już z każdym się kłóciłam tylko nie z  Harrym. Mielibyśmy słodkie dzieci. To znaczy nie wiadomo do kogo podobne ale oczy chyba będzie się dało rozróżnić. Mielibyśmy wielki dom i codziennie byśmy spali do 15.00. Czy to nie byłoby życie idealne?
          -Suzan Tattersall! - pisnęła jakaś dziewczyna.
          Szybko do mnie podbiegła i poprosiła o autograf.
          -Tak mi przykro z powodu tego, że Louis Cię zdradził. Ja i moje koleżanki regularnie go hate-ujemy. - powiedziała przejętym głosem.
          -Mi też przykro. - westchnęłam.
          -Powinnaś być z Justinem. - pisnęła.
          Wryłam w ziemie i dziwnie się na nią spojrzałam.
          -Nigdy nie robię tego co powinnam. - zaśmiałam się.
          -To chociaż z Harrym. Nie z tym polakiem bo jeszcze wyjedziesz do polski. - powiedziała zrozpaczona.
          -Nie przejmuj się. - powiedziałam i ją przytuliłam.
          -Nie zachowuj się jak Harry. - zaśmiała się.
          -Dobrze. - zachichotałam.
          Polubiłam tą dziewczynę. Miała brązowe włosy tak jak ja przed farbowaniem.
          -Wyglądasz super w tym kolorze. - powiedziała i dotknęła moich włosów.
          -Wiem. - zaśmiałam się.

Part 23 Lirry

- Louis? Halo! Louis! Co się stało?- Spytałam z przerażeniem.
- Nic.- Odpowiedział, ale widziałam, że kłamał.
- Naprawdę?
- To była Suzan. To ona zadzwoniła. Zaśpiewała mi Why Don't You Love Me.
- Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwe, ale nie możesz się poddawać. Musisz walczyć do końca jeśli ci na niej zależy. Wszyscy wiedzą, że ją skrzywdziłeś, ale musisz to jakoś naprawić.-Zawiesiłam głos.- A ja ci w tym pomogę. - Powiedziałam już z uśmiechem.
- Naprawdę? Dziękuję!- Wykrzyknął uradowany.
- Chodźmy na kręgle. Może to cię jakoś rozerwie. Tylko najpierw zadzwonię do Liama, żeby się o mnie nie martwił. - Powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Usłyszałam sygnał.
-Tak?
- Kochanie, wrócę trochę później. Teraz idę z Louisem na kręgle. Dobrze?
- Z Louisem powiadasz. Rób co chcesz. Wiem, że nie popełnisz głupstwa i jesteś odpowiedzialna, więc ok.
- Dziękuję. Zobaczymy się jak wrócę. Papa.- Powiedziałam i się rozłączyłam.
**********************************************************
Właśnie wróciliśmy z kręgli. Rozsiadłam się na kanapie w domu Louisa, a on usiadł obok mnie. Oglądaliśmy jakąś komedię. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjaciel spojrzał na mnie pytająco.
- Idź otworzyć.- Zaśmiałam się.
Pasiasty posłuchał mnie i wyszedł z salonu. Po chwili usłyszałam piosenkę  We Are Never Ever Getting Back Together-Taylor Swift. Podeszłam do drzwi.
- Lou co jest?- Spytałam ze zdziwieniem widząc przerażoną minę chłopaka.
- Spójrz tam.- Powiedział i pokazał na zewnątrz.
Ja również się przestraszyłam. Było tam stado fanek, śpiewająca Taylor i... Suzan(!).
- Suzan. Tu jesteś! Ty nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłam!- Wykrzyknęłam i przepchnęłam się do przyjaciółki. Rzuciłam się na nią ze śmiechem.
- Uważaj, bo mnie udusisz.- Wydyszała moja młodsza ,,siostrzyczka".
Lekko poluźniłam uścisk, ale jej nie puściłam, jakbym bała się, że znowu gdzieś pojedzie. Sama byłam zaskoczona swoim zachowaniem.
- Chodź się przejść. Musimy pogadać.- Zaproponowałam.
- Jasne.- Zgodziła się i poszłyśmy.
************************************************************
Spacerowałyśmy po pustym parku.
- Masz gdzie mieszkać?
- Tak. Na razie będę mieszkała u chłopaków.
- Wiesz, że możesz u mnie i Liama.
- Nie chcę się narzucać.
- Nie narzucasz się, ale jeśli nie chcesz... Mam pomysł. Pamiętasz ten dom, w którym mieszkałyśmy?
- Jasne.
- Zamieszkaj tam. On i tak stoi pusty.
- Mogę? Naprawdę?- Wykrzyknęła z zadowoleniem.
- Oczywiście.
-Dziękuję! A tak w ogóle to mam pytanie. Po czyjej ty jesteś stronie?
- Bardziej po twojej, ale chcę dla was obydwojga jak najlepiej.
*************************************************************
- Już jestem!- Zawołałam od progu. Ze środka słychać było jakieś śmiechy. Nagle przede mną pojawił się Liam.
- Wchodź tylko się nie wystrasz.- Powiedział, złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu.
W pokoju siedziało chyba 30 rozbawionych czymś dziewczyn.
- Cześć.- Przywitałam się z lekkim uśmiechem.
- Merry! Witaj. Dobrze, że wróciłaś, bo Liam mówił tylko o Tobie, a my jesteśmy ciekawe, czy naprawdę jesteś taka jak On Cię opisuje.- Powiedziała jakaś niska brunetka.
- Nie wierzycie mu?
- Niezbyt.- Tym razem odezwała się wysoka, ale pulchna blondynka.
- Czy Twoje włosy są farbowane, czy naturalnie masz takie rude?
- Naturalne. Muszę przyznać się, że nigdy ich nie farbowałam.- Trochę dziwnie było mi odpowiadać na pytania Directionerek i to w moim domu.
- To ja może już nie będę wam przeszkadzać...- Powiedziałam, chcąc wyjść z domu i ochłonąć.
- Nie przeszkadzasz. Naprawdę.- Stwierdziło około 10 dziewczyn jednocześnie.
- Liam idę do chłopców.- Szepnęłam mu na ucho i wybiegłam z budynku.
Po chwili stałam już przed villą reszty. Zadzwoniłam do furtki- otworzył mi Zayn.
- Hej Zayn. Jak tam z Arią, znalazła się?
- Tak, ale zerwaliśmy. Stwierdziliśmy, że ten związek nie ma sensu.
- Szkoda, ale cóż... Zdarza się.
- Wchodź.- Zaproponował.
- Hej chłopcy!
- Cześć Merry!- Przywitaliśmy się tak jak za starych dobrych czasów.
- Mogę wam chwilkę poprzeszkadzać?
- Jasne. Coś się stało?- Spytał zawsze opiekuńczy Harry.
- Nie. To znaczy- tak. Liam zaprosił do naszego domu z 30 fanek.
- Co? Nie dziwię Ci się, że sobie poszłaś.- Oburzył się Niall.
- Co temu Liamowi odwala.- Tym razem to Zayn.
- Ej chłopcy. Nie jest źle. Może chciał po prostu z nimi pogadać. Zobaczycie za chwilkę tu po mnie przyjedzie.- Usiedliśmy na fotelach przed telewizorem i oglądaliśmy jakiś głupawy serial, który strasznie wciągnął Nialla i Harrego. Zayn widząc, że też się strasznie nudzę dźgnął mnie w ramię.
- Choć na spacer, bo mi tu zaśniesz. - Szepnął, tak żeby nie przeszkadzać chłopakom.
Kiwnęłam głową i cicho wstałam. Zayn zrobił to samo. Ubraliśmy buty i wyszliśmy. Przyjaciel nie wiadomo skąd wytrzasnął butelkę z wodą i mnie nią oblał.
- Idioto! Teraz musimy wracać do domu. I dlaczego? A dlatego, że zachciało Ci się bawić wodą. Umrzemy z nudów!- Zawodziłam udając rozpacz.
- Nie przesadzaj. Nigdzie nie wracamy. Jak tak bardzo Ci przeszkadza, że masz mokre ciuchy to choć na zakupy. Coś ci kupię.- Powiedział śmiejąc się i skierował się w stronę centrum handlowego.
- Nie będziesz mi nic kupował. Sama mam swoją kasę.
W sklepie Zayn od razu rzucił się na sklep z lusterkami. Ja poszłam do jakiegoś z ciuchami. Po chwili szukania znalazłam świetny zestaw, który od razu kupiłam. Poszłam do Zayna.
- Słuchaj ja idę się przebrać. Zaraz po Ciebie wrócę.- Powiedziałam jak do małego dziecka i udałam się do łazienki.
Ubrałam zakupione przeze mnie ubrania, ;pomalowałam usta i oczy. Byłam gotowa. Mokre rzecz wrzuciłam do torebki po zakupach.
- Już jestem. Wiem, że tęskniłeś, ale płakać nie musiałeś.- Skomentowałam zaczerwienione oczy chłopaka.
- Ej. Oczy mnie pieką, bo się chyba wysuszyły, a Ty się ze mnie śmiejesz.
- Nie marudź tylko chodź. Musimy już wracać.
- Ok.
***************************************************
Po chwili byliśmy już w domu chłopców.
- Już jesteśmy!- Krzyknęłam od progu.
- No nareszcie. Martwiliśmy się o was. Nawet nie zauważyliśmy jak wyszliście.- Nawrzeszczał na mnie Niall.
- Ładnie to tak krzyczeć na mnie?- Spytałam ze smutkiem.
- No właśnie. Niall nie krzycz na naszą kochaną siostrzyczkę.- Stanął w mojej obranie Harry.
- Hej kochanie.- W tym momencie z góry zszedł Liam.
- O tutaj jesteś. I jak się rozmawiało z fankami? Jestem pewna, że lepiej niż ze mną. Co?
- Nie gniewaj się. Paul kazał mi je zaprosić. Jakbym odmówił to mielibyśmy niezłe kłopoty.
- Ok. Rozumiem. Może chodźmy do kina. Co wy na to?