piątek, 30 listopada 2012

Tomorrow

Jutro jest pierwszy dzień grudnia. Czyli koniec świata coraz bliżej. Dziś nie wiem czy dodam jakieś nowe opowiadanie. Raczej chciałam coś napisać podziękować za to, że nas odwiedzacie. No i polecić dwie blogerki które ostatnio skomentowały Part Lirrego. Blog nr. 1 : http://myimagination1d.blogspot.com/ . Nie czytałam. Może jak znajdę czas to poczytam. No i nr. 2 : http://opowiadaniaoonedirectionxd.blogspot.com/ . No i poza tym wiecie, że zbliżają się święta i chciałam złożyć wam w ofierze piękne życzenia świąteczne. Niestety nic nie przychodzi mi do głowy żeby wam coś powiedzieć. Wielkie PRZEPRASZAM dla wszystkich. Choć może dodam coś w święta.
Enjoy! Zawsze wasz Larry!!! :*

czwartek, 29 listopada 2012

Adventure 7

        Ze snu wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła.. Szybko wyskoczyłam z łóżka. Lecz zobaczyłam, że nie jestem w moim domu. Ponad to byłam ubrana w szeroką męską bluzę. Gdzie ja byłam? No i dlaczego tak piekielnie bolała mnie głowa?
        Chyba, że...
        Byłam w pokoju Wiki. To znaczyło, że nadal nie wróciła. Szybko sięgnęłam po telefon.
        -Nie ma takiego numeru. - odpowiedziała mi komórka gdy zadzwoniłam do Wiktorii.
        Rozpłakałam się i zadzwoniłam do Mary.
*****
        Dobrze. Teraz miałam co zrobić w swoim życiu. Ale nadal nie wiedziałam kto stłukł to, co mnie obudziło.
        Szybko pobiegłam do kuchni żeby to sprawdzić.
        Po pokoju biegały dwa koty. Dzięki temu, że trochę się znam na kotach domyśliłam się, że to kot syjamski i niebieski brytyjski.
        Od zawsze kochałam koty. Ale skąd to dwa się tutaj wzięły?
        Niestety to nie była dobra pora na rozmyślenia.
        Szybko poszłam się spakować, umyć i ubrać w to. Walizkę i siatki z moimi rzeczami odrazu wpakowałam do mojego wozu.
        Pozostała tylko jedna kwestia. Co mam zrobić z kotami? Przecież nie mogłam ich tam zostawić. Były jeszcze małe.
        Po chwili zastanowienia wzięłam je na ręce i włożyłam do auta.
*****
        -Suzan! Już jesteś! - powiedziała Mary widząc mnie u drzwi.
        -A skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? - spytała.
        Wygooglałam Cię. - powiedziałam wskazując mój telefon.
        -No spoko. - powiedziała Mary wprowadzając mnie do domu.
        -Twój pokój jest na samej górze po lewej stronie. - powiedziała. Szybko poszłam do wyznaczonego miejsca i zostawiłam w pokoju moje rzeczy,
        -Mary! Choć na chwilę! - zawołałam przyjaciółkę. Po chwili Mary stała w drzwiach.
        -Tak? - powiedziała przerażona.
        -Zawieziesz mnie na casting do X Factor?
        -Jasne. - odpowiedziała łapiąc mnie za rękę i prowadząc mnie do garażu.
        -Wsiadaj. - powiedziała po czym otworzyła mi drzwi.

środa, 28 listopada 2012

Part 3 Lirry


Zadzwoniłam do furtki. Po niecałej minucie ujrzałam May. Miała na sobie krótką, obcisłą, błękitną sukienkę. Proste blond włosy opadały na ramiona, a na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Po wejściu May zaprowadziła mnie do ogrodu gdzie ciemnoskóry D.J. puścił właśnie ,,Call My Name”- Cheryl Cole i poszła zabawiać innych gości (zabawa już się powoli rozkręcała. Zauważyłam, że przyszłąm po rozpoczęciu) . Pomyślałam, że może jest ktoś z moich znajomych, więc zaczęłam się rozglądać. Po chwili zobaczyłam chłopców z 1D i jakąś dziewczynę. Zamrugałam kilkanaście razy myśląc, że mam omamy, ale w końcu doszłam do wniosku, że się nie mylę. Gdy otrząsnęłam się z szoku wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia wszystkim bawiącym się osobom.
      Nalałam sok jabłkowy do jednego z czystych kubków, które znalazłam na stole z napojami. Sącząc ciecz odpłynęłam w świat marzeń. Z rozmyślań wyrwał mnie łagodny, męski głos.                           
     - Mogę prosić do tańca? (W tle leciał jakiś wolny kawałek.)
     - Jasne. – Odpowiedziałam z lekkim zmieszaniem. Dawno nikt mnie nie prosił do tańca. Szczerze mówiąc nikt nigdy ze mną nie tańczył.                                                                                                                                                            Po przetańczonej piosence znów chciałam wrócić do robienia zdjęć, lecz przeszkodził mi w tym chłopak, z którym tańczyłam.
- Może… może chciałabyś spędzić ten wieczór ze mną i moimi przyjaciółmi? Oni stoją tam. – Wskazał na 4 członków boys bandu i dziewczynę. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że rozmawiam nie z nikim innym tylko z samym Liamem Payne.
- Chętnie. – Starałam się ukryć podekscytowanie i chyba mi się udało.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę jego znajomych.
- A tak w ogóle to jestem Liam.- Mówiąc to uśmiechnął się szeroko.
- Merry.- Odwzajemniłam mimikę.
- Piękne imię.
- Dziękuję.                                                                                                                              
Po chwili znaleźliśmy się obok reszty.
- O widzę, że Liam przyprowadził swój obiekt westchnień.- Powiedział Zayn i się zaśmiał. 
Na moje poliki wkradł się rumieniec.  Kątem oka zobaczyłam, że poliki mojego towarzysza również się zaróżowiły.                                                                                                                                                                                                    Przywitałam się ze wszystkimi po kolei. Dowiedziałam się, że dziewczyna ma na imię Suzan. Od razu polubiłam tą 18-latkę podobną do Harrego Stylesa.
     Spędziliśmy całą imprezę razem (w 7 osób). Rozmawialiśmy o wszystkim. Ze zdziwieniem odkryłam jak bardzo dobrze mi się z nimi rozmawia. Wiedziałam, że mogą jutro nic nie pamiętać, ponieważ byli już po kilku piwach. Tylko Liam i ja nie piliśmy alkoholu. Liam nie może, a ja byłam samochodem.
O 3:00 nad ranem zorientowaliśmy się, że jest już tak późno.. Muszę przyznać- trochę spanikowałam, ponieważ dzisiaj mam zajęcia na uczelni i muszę wstać o 6:30.                                                                                                                        Zaproponowałam Suzan, że ją odwiozę. Dziewczyna przyjęła propozycje ochoczo, więc się pożegnałyśmy i poszłyśmy do samochodu.
Brunetka chciała się wymienić ze mną numerem. Wyrzuciłam całą zawartość torebki w poszukiwaniu komórki. Razem z telefonem wysunęła mi się jakaś karteczka, na której było napisane:
Dziekuje za udany wieczor, czy moze udana noc. : )
                                          Liam       
Uśmiechnęłam się i zapisałam numer koleżanki, który mi właśnie podyktowała.
       Gdy Suzan wysiadła z samochodu zrobiło mi się smutno - poczułam pustkę w sercu. Bardzo polubiłam tą brązowooką wariatkę.
Po powrocie do domu od razu wskoczyłam pod prysznic i przebrałam się w piżamę. Miałam jeszcze 2 godziny więc postanowiłam jak najlepiej zagospodarować czas- poszłam spać.
         Z wielkim trudem otworzyłam oczy i stwierdziłam, że nie dam rady iść na uczelnię.                                                                                                                                                                         

wtorek, 27 listopada 2012

Adventure 6

        Impreza rozkręciła się na dobre. Harry i Zayn ścigali się kto pierwszy wypiję cały kufel piwa. Louis był sędzią. Tak słodko wyglądał.
        -Harry wygrał! - osądził Louis podnosząc do góry rękę zwycięzcy.
        -Yaahhh! - krzyknął Hazza. Słodko wyglądał kiedy się cieszył.
        -Wiedziałam, że wygrasz. - powiedziałam mocno przytulając Stylesa. Odwzajemnił mi to.
        W tej chwili wyłączył muzykę. (pewnie D.J.)
        -Proszę o uwagę! - powiedziała organizatorka imprezy.
        -Teraz chciał coś powiedzieć członek zespołu One Direction. Panie i panowie, Louis Tomlinson. - powiedziała. Wybuchła burza oklasków.
        -Dziękuję. - powiedział Louis gdy wszedł na scenę.
        -Chciałbym żeby dziewczyna która dziś ze mną tu przyszła na chwilę do mnie podeszła. Moi drodzy, Suzan Tattersall - dodał. Nie wiedziałam o co chodzi ale bez wahania weszłam na scenę. Lou objął mnie jedną ręką.
        -Ostatnio często się widujemy więc  gdy się ostatnio nudziliśmy Suzan zaproponowała mi i reszcie 1D karaoke. - powiedział. Wydawało mi się, że wiem o co mu chodzi. Ale nie byłam pewna.
        -Wybraliśmy piosenkę Katy Perry Firework. I muszę przyznać, że Suzan zaśpiewała ją lepiej ni Katy. Nie można powiedzieć, że mnie to nie zdziwiło. - ciągnął. Lekko szturchnęłam go łokciem.
        -Auuł. - powiedział lekko chichocząc.
        -Chciałbym teraz z nią zaśpiewać tą piosenkę. Ej ty! D.J.! Zapodawaj. - powiedział. Z jego twarzy nie znikał uśmiech.
        -Okej! - powiedział D. J. po czym włączył podkład po piosenki. Kto wie. Może jak dobrze pójdzie to Firework będzie "naszą" piosenką.
*****
        Po naszym występie wybuchła burza oklasków i krzyków. Choć wydaje mi się, że klaskali tylko dla Louisa. 
        Gdy brawa ucichły zeszliśmy ze sceny.
        Harry przywitał nas ciepłym uściskiem. Czyli mieliśmy małe przytulanie w trójkę.
        Czarnoskóry facet ubrany w luźne ciuchy (D.J.) puścił wolny kawałek.
        -Chcesz potańczyć? - spytał mnie Louis podając mi rękę. Chwyciłam ją i poszliśmy na parkiet.
        "Pstryk" - naglę oślepił mnie flesz aparatu.
        -Co się stało? - spytał mnie przestraszony Lou. 
        -Nic. - powiedziałam. Choć nie byłam tego do końca pewna.
        Louis opiekuńczo mnie przytulił. To była jedna z najcudowniejszych chwil w moim życiu. Przystojny, utalentowany, sławny i przeuroczy chłopak mocno mnie przytulił.
        W końcu wypuścił mnie z objęcia. Lekko uniósł mój podbródek spojrzał mi prosto w oczy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Przyzwyczaiłam się do jego obecności. Do tego, że ze sobą rozmawiamy. Też do tego, że mnie przytula i łapie za rękę. Ale jeszcze nie był wobec mnie romantyczny. To było takie ekscytujące.
         -Pamiętasz dzień w którym byliśmy w wesołym miasteczku? - spytał nieprzerwanie patrząc w moje oczy.
         -Oczywiście. - powiedziałam lekko się uśmiechając.
         -Musiałaś stanąć obok Ciebie. Bo ja i Hazza kłóciliśmy się która jest ładniejsza. - mówił. Wydało mi się to trochę obraźliwe.
         -Obstawiłem Eleanor a Harry Ciebie. - mówił dalej patrząc prosto w moje oczy.
         -Ale przecież przyznałeś mu racje. - powiedziałam zdziwiona. Miałam wrażenie, że mam omamy.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Part 2 (Adventure 5) Lirry

        Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Poczułam, że pierwszy raz od dłuższego czasu byłam wyspana. Wstałam i zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie (znowu kanapki z serem J). Po pochłonięciu chleba i obejrzenia jakiegoś głupawego programu w telewizji, poczułam potrzebę odświeżenia moich relacji z May, którą poznałam w wakacje. Wzięłam telefon i wybrałam numer dziewczyny. Po trzech sygnałach usłyszałam wesoły i świergoczący głos koleżanki. 
        - Halo?!                                                                                                                                                                                                                          
        -Cześć. Tu Merry. Masz może masz ochotę i czas na spacer?                                                                                                                                      
        -Jasne. To może za pół godziny w Kensington Garden?                                                                                                                                
        -No dobra to do zobaczenia. Pa.                                                                                                                                                              
        –Cześć!
        Ubrałam to i wybiegłam, aby May nie musiała na mnie czekać. Na moje szczęście mieszałam niedaleko.  Po pięciu minutach byłam na miejscu. Ze zdziwieniem zdałam sobie sprawę, że jestem 15 minut przed czasem. Nie chciało mi się siedzieć  bez  sensu, więc postanowiłam urozmaicić sobie czekanie- spacerowaniem. Chodząc bez celu ujrzałam (CHYBA) jednego z członków zespołu One Direction – Nialla Horana. Siedział na ławce i sms-ował.  Na początku chciałam do niego podejść i poprosić o autograf, ale nie chciałam być jedną z wielu namolnych fanek i (na szczęście) zdrowy rozsądek mnie powstrzymał). Zanim się spostrzegłam minęło 15 minut i dostrzegłam zbliżającą się do mnie sylwetkę Mayi.
        - Hej.-  Powiedziała, ale tak jakbym nie była jej koleżanką tylko jakąś gwiazdą telewizyjną. Teraz dopiero zobaczyłam, że ona patrzy na mnie z … uwielbieniem! Nie rozumiałam z jakiego powodu, ale trzeba przyznać, że było to przyjemne, lecz również bardzo żenujące.
        - Cześć. – Wypowiadając to jakże krótkie słowo uśmiechnęłam się lekko sama nie wiedząc dlaczego. W tym momencie poczułam, że za chwilę stanie się coś co wywali moje życie do góry nogami.                                                                  
        –Wiesz... no bo… urządzam dzisiaj wieczorem imprezę. No i może byś przyszła? Przy okazji wystąpisz w roli fotografa. To jak przyjdziesz o 18:00 do mnie do domu?
        - To nawet nie zły pomysł. Jasne, że będę! – Wykrzyknęłam bardzo zadowolona z propozycji, ponieważ jakoś nie miałam ochoty na siedzenie w niedziele wieczorem sama przed telewizorem. No i może poznam ( W KOŃCU) Tego jedynego?
        Spacerowałam z May po parku chyba godzinę później się pożegnałyśmy. Po wejściu do mieszkania od razu rzuciłam się w stronę szafy. Wybrałam ciuch na wieczór i spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 16:00. Zdziwiłam się, że czas tak szybko leci. Poszłam do łazienki wziąć orzeźwiający prysznic i ubrałam się we wcześniej przygotowany strój i przeciągnęłam rzęsy tuszem.
         Zjadłam zupkę chińską i wrzuciłam wszystko co potrzebne dziewczynie do szczęścia na imprezie, oraz aparat do torebki. Wybiła już  17:30 więc wsiadłam do samochodu ( bmw m3 cabrio czerwone) i odjechałam. Pod dom Mayi podjechałam o 17:55. Ciężko było z zaparkowaniem, ale jakoś dałam radę i szczerze mówiąc byłam z siebie bardzo dumna.

Adventure 5

Nie wiem co się dzieje z Lirrym. Nie odbiera!!!
*********************************************************************************
To był chłodny poranek. Chciałoby się leżeć w łóżku cały dzień. Niestety, dla mnie było to niemożliwe. Musiałam pojechać na lotnisko po moje nowe auto które dostałam od taty. Później muszę wybrać piosenkę którą zaśpiewam w X Factor. Nie wiem po co się w ogóle zgodziłam na występ w tym głupim show. Nawet jeśli przejdę casting to i tak nikt na mnie nie zagłosuje. Głupota. Oprócz tego muszę iść na zakupy. Chciałam odwiedzić Covent Garden. Już gdy byłam małą dziewczynką chciałam tam pojechać. Jednak nigdy nie miałam czasu.
        -Proszę bardzo samochód jest wystawiony z samolotu. Jeszcze tylko go zatankujemy i może panienka jechać. - powiedział jakiś grubas który pracował na lotnisku.
        -Dobrze. - powiedziałam, po czym szybko odebrałam telefon.
        -Cześć Lou. - powiedziałam.
        -Hejka. Masz jakieś plany na jutro? - powiedział Lou.
        -Mam. Sorry. - powiedziałam smutno. A tak w ogóle, to czy on chciał mnie zaprosić na randkę?
        -A dlaczego pytasz? - dopytałam się.
        -Nie ważne. Chciałem żebyśmy gdzieś we dwoje wyskoczyli. - powiedział. Moje serce zaczęło szybciej bić. Czyli jednak zaprosił mnie na randkę.
        -A masz czas dziś wieczorem? - dopytywał.
        -Jasne. Gdzie idziemy? - chciałam piszczeć z radości.
        -Może na imprezę do koleżanki Nialla. Ubierz się w jakiś dyskotekowy strój. Pa!
        Gdy się rozłączył zaczęłam tańczyć. Nie mogłam się powstrzymać.
        -Gotowe. Może panienka jechać. - powiedział grubas. Nie trzeba było mi drugi raz mówić. Wsiadłam do auta i pojechałam do Covent Garden. Auto było cudowne! Louis był cudowny! Ten dzień był cudowny. Nawet wybieranie ubrań dziś było całkiem przyjemne. Chociaż na co dzień to była katorga. Dziś ubrałam to.
*********************************************************************************
       Covent Garden był cudowny. Byłam w restauracji, kilku sklepach i muzeum Londyńskiego transportu.
Dzień zapowiadał się nie ciekawie. Ale był cudowny. A nawet jeszcze nie poszłam na randkę z Louisem. Cudowny dzień. W restauracji wybrałam już nawet piosenkę. Zaśpiewam Nicole Scherzinger Poison. To niesamowite gdy nagle wszystko tak cudownie się układa.
*********************************************************************************
Got venom dripping from my lips
Know who you' re about to kiss
Think that you can handle it, boy it's on
Just step into the danger zone
Shake it if you wanna roll, never bend,
Just take control, stakes are on
So sick, get a grip, gonna stick to a stick
I don't think that
I can stop this
Pick i up, let it drop, when it drops slip it up
Oh, no
I'll never stop...

        Gdy wróciłam do domu Wiktorii nie było. Dom stał pusty. Poszłam pod prysznic i śpiewałam Poison. Nie mogłam się od niej uwolnić.
        -I got that poison (uh huh), I got that poison (uh huh), I got that poison, that poison on my mind. I got that poison (uh huh), I got that poison (uh huh), I got that poison, that poison on my mind. - śpiewałam.
        Gdy wyszłam z pod prysznica nadal nikogo nie było.
        Na szczęście.
        Od razu poszłam się ubrać i umalować tak. Wyglądałam oszałamiająco. Oprócz tego związałam włosy w wysokiego kitka.
        Ktoś zapukał do drzwi.Otworzyłam. To był Louis!

Adventure 3 cz. II / Larry i Harry Styles

Niedawno włączył się Lirry. Tylko tak ostrzegam. Żeby nie było, że Ciągle pisze ja i tu naglę Lirry. Tylku uważnie czytać tytuły! Larry i Lirry jest podobne. Teraz napisałam "/ Harry Styles." Fajnie? Dla mnie super. Więc zaczynajmy!!!!!!!!!!
*********************************************************************************
        -To miłe, że nas zawozisz. - powiedziała Wiktoria całując swojego chłopaka w policzek.
        -Drobiazg. - powiedział Christopher. Dostałam mdłości. Byłam tak bardzo zazdrosna. Dlaczego Wiki ma chłopaka a ja nie? Jest ode mnie jakoś lepsza? Może to przez zielone oczy? Ja kocham gdy ktoś ma zielone oczy. Ostatnio nawet rozważałam nad kupnem soczewek. Ale Wiktoria uważała, że mam piękne oczy i mam je zostawić w spokoju. Ta... Na pewno mam piękne oczy. Koloru Coca Coli.
        Normalka.
        -Darujcie sobie tych czułości! - powiedziałam rozdrażniona.
        -Ty już nie bądź taka zazdrosna! - powiedział zdenerwowana Wiktoria.
        -Ty już nie bądź taka zazdrosna! - przedrzeźniłam ją jak małe dziecko. Założyłam na uszy słuchawki i puściłam piosenkę Cheryl Cole Call My  Name.
        Chociaż to była moja ulubiona piosenka to i tak moje oczy widziały te ckliwe scenki Wiktorii i Christophera. Myślałam, że zaraz zwymiotuje.
         Spojrzałam na zegarek. Była już 15:47. Czyli mniej więcej tyle czasu potrzebowaliśmy na dojazd. Jednak coś mi mówiło, że nie dotrwam.
         Zamknęłam więc oczy i wyobraziłam sobie jak będzie wyglądało moje życie jeśli dotrwam do finału XFactor. Widziałam siebie trzymającą się za ręce z Louisem. Mieliśmy na nosach okulary przeciwsłoneczne. Byliśmy w parku. Spacerowaliśmy razem. Nagle zza rogu wyskoczył paparazzi i chciał zrobić nam kilka zdjęć. Louis się denerwują ale uspokajam go całusem w policzek, po czym macham na przywitanie do fotografa. Gdy zrobił wystarczającą ilość zdjęć odszedł. Do końca nie wiedziałam gdzie. Ale byłam pewna, że następnego dnia znajdę moje i Louisa zdjęcie w gazecie.
         Czy to nie piękna wizja przyszłości?
         Naglę piosenka się skończyła i moje wyobrażenie znikło. Jak dziecko któremu przyśnił się koszmar szybko otworzyłam oczy i się wyprostowałam.
         -Co się stało? - spytała Wiki ściągając mi słuchawki.
         -Nic. O! Już jesteśmy. - powiedziałam. Wóz Christophera wjechał na parking. W wesołym miasteczku musiało być mnóstwo ludzi bo na parkingu prawie nie było żadnych wolnych miejsc.
         -No nie no nie ma miejsca. Wysiadajcie. Może jak znajdę wolne miejsce to zadzwonię. - powiedział Christopher. Posłusznie wyszłam z auta i ruszyłam w stronę wejścia. Wiktoria jeszcze chwilę siedziała w aucie. Ale Christopher chyba ją wypchnął. Przynajmniej tak to wyglądało. Wiki szybko do mnie podbiegła.
         -Idziemy kupić bilet? - spytała.
         -A jak inaczej chcesz się tam dostać? - powiedziałam dalej z lekkim zniesmaczeniem. Trochę tak jakbyśmy się pokłóciły.
         O nie!
         Muszę sobie szybko znaleźć jakiegoś chłopka bo inaczej ja i Wiki przestaniemy się przyjaźnić. Tego bym nie chciała.

         Find light in the beautiful sea
I choose to be happy
You and I, you and I
We’re like diamonds in the sky
         Ktoś do mnie dzwonił. Myślałam, że to Harry. Jednak gdy wyjęłam mój pearphone na ekranie wyświetlał się numer mojego taty.
         -No cześć tato. Coś się stało? - powiedziałam do słuchawki.
         -Nie. Wręcz przeciwnie. Nic się nie stało. No i właśnie w tej sprawie dzwonie. Wysłałem samolot żeby przywiózł mój prezent dla Ciebie. Nic się nie stało, a już tydzień mieszkasz w Londynie. Postanowiłem kupić Ci auto.
         -Nie żartujesz? - powiedziałam płacąc za swój bilet do wesołego miasteczka.
         -Absolutnie! Musze się przyznać, że trochę zaszalałem z tym autem. Nigdy nie zgadniesz jaką markę Ci kupiłem. - powiedział dumny z siebie mój tata.
         -Porsche? - zgadywałam.
         -Zapomniałem, że tak dobrze mnie znasz. Nie zwykłe porsche. Ale porsche carrera. Mam nadzieje, że Ci.
Find light in the beautiful sea
I choose to be happy
You and I, you and I
We’re like diamonds in the sky
         Znowu ktoś dzwoni? Czy to Harry. Może nie przyjdą. Ale my już czekałyśmy.
         -Halo?
         -Cześć Suzan! Jesteście już? My zaraz wejdziemy.
         -Jasne. Czekamy przy wejściu. - powiedziałam szeroko się uśmiechając. Chociaż po chwili przeszedł mnie dreszcz. Zaraz miałam poznać chłopaka moich marzeń. Louisa Tomlinsona. Co jak mnie nie polubi?
*********************************************************************************
Harry Styles
*********************************************************************************
        -Okej. Już wchodzimy. - powiedziałem po czym zakończyłem rozmowę. Ta Suzan była całkiem fajna. Cieszyłem się, że w końcu ją poznam bliżej. Z nią i chłopakami mogła być niezła zabawa. Na dodatek Louis wziął ze sobą Eleanor. Chcieliśmy porównać która ładniejsza. Byłem całkowicie przekonany, że to właśnie Suzan wygra.
        -Harry jesteś gotowy na porażkę? - spytał Louis po czym pocałował rękę swojej dziewczyny.
        -Jeszcze zobaczymy. - powiedziałem wchodząc na terem wesołego miasteczka. Stała tam już Suzan. Chcąc popisać się przed Louisem podszedłem do niej i ją przytuliłem. Odwzajemniła mi to.
        -Cześć. Miło Cię znów widzieć. - powiedziałem nie przestając jej przytulać.
        -Siemka. Będziemy się tak przytulać czy idziemy się trochę rozerwać? - powiedziała. 
        -Jasne. - powiedziałem wypuszczając ją z objęć.
        -Ale najpierw coś sprawdzimy. Eleanor, podejć na chwile do Suzan. - powiedziałem. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Podobnie jak na twarzy Suzan. Gdy zobaczyłam jak się uśmiech na pewno wiedziałem, że to ona wygra.
       -Co się dzieje? - spytała Suzan.
       -Właśnie. - dodała El.
       -Nic. - powiedział Louis wpatrując się w oczy Suzan. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Naddało jej to seksownego wyrazu twarzy.
       -Harry, trudno mi to przyznać ale miałeś racje. - westchnął Louis. Byłem szczęśliwy jak małe dziecko. Zacząłem skakać i śmiać się. Dziewczyna która przyszła z Suzan dziwnie się na mnie spojrzała. Ale wcale mi to nie przeszkadzało bo Suzan się uśmiechnęła. 
       -Przestań już wariacie! - powiedziała łapiąc moje ramie.
       -Chodźmy. - powiedział Niall. 
       -Spieszysz się tak bo powiedzieliśmy Ci, że dostaniesz watę cukrową jak skończymy. - zażartował sobie Zayn. Suzan zaczęła się śmiać. Później wszyscy poszli w jej ślady.
       Najpierw poszliśmy po nawiedzonego domu. Niestety koleżanka Suzan, Victoria, nie chciała iść. Więc przez nią Niall musiał jechać z kimś innym. Na pierwszy ogień poszedłem ja z Suzan. Wsiedliśmy do wagoniku który wyglądał jak vampir.
        -Boisz się? - spytałem kładąc rękę na jej ramieniu.
        Wagonik ruszył. W pierwszej chwili było tam zupełnie ciemno. Po chwili zza rogu wyskoczył zombie. Suzan pisnęła. Żeby ją uspokoić trochę przyciągnąłem ją do siebie. Z sufitu spadły pająki i błysnęło światło.
         -Nie bój się. - powiedziałem lekko się uśmiechając.
         Naglę usłyszeliśmy jakiś szatański śmiech i zatrzymaliśmy się. Włączył się telewizor. Pokazała się na nim scenka z filmu Saw. 
         -Stare. - westchnęła Suzan ziewając. Roześmiałem się. 
         W tym momencie jakieś silne uczucie kazało mi pocałować Suzan. Lekko się do niej nachyliłem, uniosłem jej podbródek i ją pocałowałem.
         -Przepraszam. - powiedziałem odsuwając się od niej.
         Wjechaliśmy do pokoju w którym przezroczystymi rurami płynęła sztuczna krew.
         -Spoko. Nic się nie stało. - powiedziała szeroko się uśmiechając.
         -To się już więcej nie powtórzy. Chyba, że chcesz. - powiedziałem w duchy mniejąc nadzieje, że nadal będziemy się przyjaźnić. Ponad wszystko w takim momencie nie mogłem jej stracić. Poczułem, że z nią czuje się inaczej niż z innymi dziewczynami.Wydawała mi się atrakcyjna i super odlotowa. Ale kochałem ją jak siostrę. To tak jakbym pocałował Gemme. Jednak mógłbym pocałować ją jeszcze raz. Nie była moją siostrą. A przynajmniej tak podpowiadał mi rozsądek. Chociaż była do mnie podobna.
         -Dopiero się poznaliśmy, więc chyba to jak na razie będzie ostatni. - powiedziała przytulając mnie po przyjacielsku.
         Gdy wyszliśmy czekali tam na nas Niall, Zayn, Liam i Victoria. Jednak nigdzie nie było Louisa i Eleanor.
         -Gdzie jest Louis i El? - spytałem Liam. On w odpowiedzi pokazał mi dwójkę kłócących się ludzi. Eleanor i Louis.
         -Dlaczego? - spytała Suzan.
         -El powiedziała, że ta cała wycieczka do wesołego miasteczka to głupi pomysł. - odpowiedział jej Zayn.
         -A potem dodała, że Louis nigdy nie ma dla niej czasu. - dodał po chwili Niall.
         -Więc Louis spytał ją co jeszcze było głupie. - dopowiedział Liam.
         -A ona mu wymieniła chyba wszystkie randki na jakich byli. - powiedział Niall.
         -Dlatego Louis powiedział, że może przestanie ją zabierać na randki. - podsumował Zayn.
         Byłem tym zaszokowany. Zazwyczaj Louis i Eleanor się nie kłócili. Jednak wydaje mi się, że Suzan była tym bardziej wstrząśnięta.
         -No i El złapała go za koszulkę i zaciągnęła na stronę.
*********************************************************************************
Suzan Tattersall
*********************************************************************************
         Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Czy Louis miał się rozstać ze swoją dziewczyną? Już na dobre? Albo może się pogodzą. Jednak kwitła we mnie nadzieja, że nie. To wcale nie znaczy, że chce źle dla  Lou. Ale wtedy miałaby u niego większe szanse.
         W stronę grupki przyjaciół zaczął zbliżać się smutny Louis. Było mi go tak bardzo żal. 
          -Wygląda na to, że z nami koniec. Powiedział Lou po czym przytulił się do Harrego. Przypominali trochę gejów. Ale wiedziałam, że jest inaczej. Byłam tak bardzo podekscytowana. Choć miałam nadzieje, że nie było tego po mnie widać. Wiktoria pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła na stronę.
          -Cieszysz się? - szepnęła. W odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową.