sobota, 15 grudnia 2012

Adventure 28

       Dom było opustoszały. Zostałam sama. Marry i Liam byli w Las Vegas. Louis w Paryżu. A ja najbliższy koncert miałam za miesiąc. Ponad to tego dnia nie miałam nic do roboty. To był mój dzień wolny. Postanowiłam zadzwonić do Kevina.
       -Przepraszam Suzan. Jestem zajęty przygotowaniami do ślubu. - no tak. Kevin miał teraz teraz tą swoją żonę. Szczerze? Nie lubiłam jej.
       Usłyszałam dzwonek do drzwi. Błyskawicznie zakończyłam połączenie i pobiegłam otworzyć. W drzwiach stałą Taylor.
       -Czego chcesz? - zapytałam. Byłam w piżamie więc czułam się nie komfortowo.
       -Ukradłaś mi chłopaka więc ja jestem sama. A ty masz dwóch. - pisnęła Swift po czym się rozpłakała.
       -Nie no. - westchnęłam.
       -Powiedział w wywiadzie, że kiedy jest w Paryżu myśli o tobie. Tak samo zeznał Louis. Proszę, pomóż mi go odzyskać. - płakała kobieta.
       -Oczywiście. Po tym co o mnie mówiłaś to oczywiście Ci pomogę. - powiedziałam przewracając oczami.
       -Nierób mi tego. Zrobię co tylko chcesz. - rozryczała się na dobre.
       -Dobrze. Wchodź. -jęknęłam zrezygnowana. Taylor szybko weszła do domu.
       Pokazałam jej gdzie ma poczekać po czym pobiegłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w to i oczywiście lekko się umalowałam. Zajęło mi to 20 minut. Od razu zbiegłam do Taylor.
       -Jak mam Ci pomóc? - zapytałam mojego wroga.
       -Albo mnie zechce z powrotem albo pożałuje decyzji. - powiedziała wrogo. Odsunęłam się od niej.
       -Najpierw może zadzwonię do niego i porozmawiamy. - zaproponowałam. Swift nie spierała się z tym.
       Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Harrego.
       -Cześć misiu. - powiedział Styles. To było trochę krępujące bo rozmawialiśmy na głośno mówiącym.
       -Hejka Hazza. - odpowiedziałam.
       -Ciesze się, że dzwonisz. Czytałaś...
       -Niestety nie. Ale pewna dziewczyna tak. Nie spodobało się jej to. - przerwałam mu w połowie zdania.
       -Taylor Swift. Coś złego Ci powiedziała? - zdenerwował się Harry.
       -Skąd. Mógł byś... No nie wiem. Dać jej kolejną szanse? - wyrzuciłam z siebie.
       -Nigdy nie dawałem nam szansy. Przecież wiesz. - powiedział oburzony Harry.
       -Pożałujesz. - krzyknęła Taylor.
       -Cały czas nas słyszała? - przeraził się Hazza.
       -Tak. - westchnęłam.
       -Dlaczego jej pomagasz? Wiesz co ona o tobie mówiła! - zdenerwował się chłopak.
       -Tak wiem. Ale chcę jej pomóc. - odpowiedziałam spokojnie.
       -Jesteś niesamowita. Ona wyzywała Cię od nie wiadomo jakich a ty jej pomagasz. - westchnął Harry.
       -Proszę. Zrozum wreszcie, że ja kocham Louisa. Nie Ciebie. Ty sobie wyobrażasz nie wiadomo co! Musisz wrócić do Swift bo inaczej samotnie się zestarzejesz marząc o tym, że Cię pokocham. - tłumaczyłam przyjacielowi.
       -Nie potrafię. - westchnął Harry. Od razu się rozłączył.
       -I co? Mam Harrego? - dopytywała się Taylor.
       -Niestety nie. Ale wiem jak to zmienić. Ufasz mi? - chciałam polecieć z Swift moim samolotem do Paryża. Musiałam jednak być pewna, że mi ufa.
       -Tak. - odparła.
*****
       -Cześć Louis. Gdzie jesteście? - zapytałam mojego Jedynego ukochanego.
       -W Starbucksie. - odpowiedział. Zapytałam o dokładny jego adres. Okazało się, że to niedaleko i szybko tam dojechałyśmy taksówką.
       Kiedy weszliśmy do środa Harry podniósł wzrok i otworzył usta.
       -Suzan powiedziałem nie. - powiedział gdy dosiadłyśmy się do ich stolika.
       -Nie toleruję słowa nie. Zawsze dostaje to co chcę. - zaczęłam śpiewać angielską wersje piosenki Dody.
       -Fajnie. - stwierdziła Taylor.
       -To właśnie mówisz do Louisa wieczorami? - zażartował Harry. Louis wybuchł śmiechem.
       -Vas Happening boys? - powiedziałam sposób jaki to robił Lou.
       -Niestety tak do mnie nie mówi. - westchnął Louis.
       -Louis. Wiesz, że nie musiałeś się przyznawać. - parsknęła śmiechem Taylor. Wszyscy zaczęli się na nią dziwnie patrzeć.
       -Widzisz o czym mówiłem? Ona jest dziwna. Taka dojrzała. Sztywna. Ja wolałbym kogoś takiego jak ty. Jesteś ładna, miła, zabawna i naturalna. - powiedział Hazza.
       -Ona jest moja. - powiedział Louis.Złapał mniw za ręke i wyszliśmy z kafejki.
       -Co Ci się stało? - zapytałam zszokowana.
       -Harry to podrywacz. Nie chcę Cię stracić! - odparł.
       -Nie stracisz. Nigdy. - uspokoiłam chłopaka.
       -Wierze Ci. Tak jak Harremu kiedy dziś rano przepraszał mnie za to, że  Cię kocha. - powiedział smutno.
       -Naprawdę? - zapytałam z nie dowierzaniem.
       -Tak. Miejmy nadzieje, że jednak zostaniesz ze mną. Masz już dziewiętnaście lat. Nikt już nie ma wpływu n twoje decyzje. - stwierdził smutno Louis.
       -Jakie nadzieje? Przecież ja tu przywiozłam dziś Taylor Swift żeby się ode mnie odczepił! - zdenerwował mnie już ten Louis. Czy on mi nie wierzył?

środa, 12 grudnia 2012

Ogłoszenia parafialne

Teraz także ,,Anonimy" mogą pisać komentarze na blogu. Przepraszamy za wcześniejszy kłopot.

Adventure 27

        -Po-bu-deczka! - obudziłam dziś Louisa tak jak sławny (w Polsce) Niekryty Krytyk. Kiedyś był w radiu.
        -Co? - zdziwił się Lou. Byłam jeszcze ubrana w piżamę więc weszłam pod jego kołdrę i zaczełam mu szeptać do ucha. - Wstawaj. Zrobiłam Ci śniadanie do łóżka. Obrałam ci marchewki i pokroiłam je w kostkę. - szepnęłam.
        -A kakałko też zrobiłaś? - zapytał otwierając jedno oko.
        -Oczywiście. - powiedziałam oburzonym tonem.
        -To daj. - powiedział wstając. Podeszłam do szafki nocnej i podałam mu znajdujące się na niej śniadanie. Oprócz marchewek zrobiłam mu jeszcze kanapkę z szynką. Wcinał aż mu się uszy trzęsły (jak mówił mój tata).
        -Smakuję? - spytałam chłopaka.
        -Bardzo. - powiedział z pełnymi ustami.
        -W takim razie będziesz miał za czym tęsknić wyjeżdżając do Paryża. Miasta miłości. - powiedziałam spuszczając głowę.
        -Tak samo jak ty miałaś za czym tęsknić wyjeżdżając do Francji i pomagając temu domu dziecka. - powiedział Lou.
        -Nie moja wina, że prasa dowiedziała się tego OD CIEBIE. - powiedziałam. Wybuchliśmy śmiechem. Kochaliśmy ze sobą przebywać.
        -Mówię Ci. Kiedyś się pobierzemy. - powiedział Louis.
        -Czy ja wiem. Suzan Tomlinson. - zamyśliłam się. Ponownie zaczęliśmy się śmiać.
        -Ale ja mówię serio. Chyba nawet teraz polecę do jubilera i kupie Ci pierścionek. - powiedział Lou nie przestając się śmiać.
        -Fajnie. - powiedziałam.
        Louis już zaraz wychodził ja też już byłam prawie gotowa. Już się ubrałam , tak jak ona uczesałam i umalowałam.
        -Idziemy bo się spóźnimy. - powiedziałam wyciągając chłopaka z domu za rękę. Oczywiście zamknęłam za sobą drzwi.
        Włączyłam radio. Akurat leciała moja piosenka, I do. To chyba był mój ulubiony teledysk. Byłam kobietom która spóźniła się na swój ślub. Nikogo już nie było. Śpiewałam o tym co byłoby gdybym przyszła wcześniej. Były tam co chwile scenki ze ślubu który sobie wyobraziłam. Było dużo zabawy przy kręceniu teledysku bo moim panem młodym był model którego wypromował mój tata. Kiedyś był piłkarzem. No i oczywiście pochodził z polski. Żartowaliśmy sobie z reżysera i mówiliśmy do niego po polsku. To był fajny tydzień kręcenia.
        -I don' t came for my wedding, for my wedding. - śpiewał Louis.
        -Przestań bo mnie rozpraszasz i nie mogę prowadzić! - powiedziałam śmiejąc się.
        -Ale nie przeszedłem nawet do części w której zaczynasz rapować. - mówił dokuczliwie Louis. Faktycznie to była jedyna piosenka w której rapuje.
        -Tak rozumiem. Śmieszne. - powiedziała z przekąsem. Chłopak zaczął się śmiać. Za to ja zaczęłam śpiewać.
        -Ta ty możesz. - nadymał się chłopak.
        -To moja piosenka. - powiedziała śmiejąc się.
        Dojechaliśmy w końcu na lotnisko. Nie chciałam go odprowadzać. Z moich oczu zaczęły lać się łzy.
        -Przecież niedługo wrócę. - próbował pocieszyć mnie Lou.
        -Nie o to chodzi. - powiedziałam płacząc jeszcze mocniej.
        -Nie mogę zostać. - tłumaczył Louis.
        -Wiem. Idź już! Nie patrz na mnie. - powiedziałam. Byłam pewna, że mój makijaż był w opłakanym stanie.
        Nagle z budynku wyszedł Paul.
        -Louis, pożegnaj dziewczynę. Musimy już jechać. - powiedział. Był czerwony ze złości.
        -Zamknij się ty truskawkowa suko! - wrzasnęłam na menadżera. Był przestraszony.
        -Zapomniałem. Suzan Tattersall. Bardzo przepraszam ale musimy już jechać Suzan. - powiedział. Był trochę bardziej spokojny.
        -Nie przypominam sobie żebyśmy myli na TY. Masz do mnie mówić na pani. Czyli powinieneś powiedzieć, bardzo przepraszam ale musimy już jechać proszę pani. - poprawiłam mężczyznę.
        -Dobrze. Czy mogłaby pani szybciej żegnać się ze swoim chłopakiem? Trochę nam się spieszy. - powiedział trochę grzeczniej.
        Nacisnęłam pedał gazu. Samochód ruszył.
        -Masz ten polski charakterek. - roześmiał się Louis.
        -Zrobimy małe kółeczko, poczekamy aż twój menadżer wyjdzie z siebie i wrócimy. - oznajmiłam.

Part 17 Lirry

Dzisiaj Suzan już się od nas wyprowadziła bo miała kręcić reklamę pepsi razem z Messim. Nie wiem dlaczego zgodziłam się, aby oszukała Lokersa, ale tak jakoś wyszło. To chyba przez tą moją nienawiść do Swift. Ja codziennie jeździłam na uczelnię, a Li miał swoją robotę. Zazwyczaj ja jestem przed nim w domu, ale to on gotuje- ja nie potrafię.
Tak to dobry pomysł. Podjadę do domu chłopców- może któryś jest, a mi szczerze nie chce mi się samej siedzieć.
*********
Nacisnęłam dzwonek. Otworzył mi Zayn.
- Witaj Merry. Co tam u ciebie?- Spytał z uśmiechem.
- Wszystko ok. Tylko ty jesteś?
- Nie, jest jeszcze Harry...i...Taylor.- Powiedział z przekąsem mulat.
- Cholera!
- Nie przejmuj się. Oni się kłócą mówiąc delikatnie.- Chłopak uśmiechnął się szeroko, a ja odwzajemniłam mimikę.
- Cześć Harold!- Krzyknęłam w głąb mieszkania wchodząc do środka.
- Cześć Merry.- Loczek podbiegł do mnie i mocno przytulił.
- Ej, ej. Nie podrywaj naszej mammy.- Zawołał ze śmiechem Zayn i rzucił się na Hazzę, aby go ode mnie odciągnąć.
W tym momencie z pokoju wyszła Taylor.
- Co ty tu robisz?- Zapytała z jadem w głosie.
- Odwiedzam przyjaciół. A co nie wolno mi? Pamiętaj, że to nie jest twój dom.- Wybuchłam. Zayn widząc, że za chwilę po prostu uderzę tą idiotkę odciągnął mnie od niej. Na szczęście wyszła zanim zdążyłam zrobić coś głupiego.
- Idź i już nie wracaj!- Wrzasnął Harreh i zatrzasnął za nią drzwi.
***********
Na szczęście jest już strasznie ciepło i nie muszę ubierać się na tak zwaną ,,cebulkę". Przecież ja kąpię się już w naszym basenie. Naprawdę ten czas strasznie pędzi. Niedługo wakacje.
Weszłam do domu i zobaczyłam Liama siedzącego na kanapie.
- Cześć kochanie! Pamiętasz, że dzisiaj piątek?
- Tak. I co z tego?
- Za chwilę mamy samolot do Las Vegas!
- Co? Ale ja nie jestem spakowana.- Powiedziałam z oporem.
- Wiem. Wszystko kupimy już tam. Ciuchy itp. sama wiesz...- Powiedział, a jego oczy zabłysły radośnie.
- No dobra. Daj mi się tylko przebrać.- Poddałam się i poszłam smętnie do garderoby.
Ubrałam To i pojechaliśmy na lotnisko.
*****
Na lotnisku jest strasznie dużo paparazzi co Liamowi trochę nie pasuje, ale ja się do nich uśmiecham.
Usiedliśmy w samolocie w pierwszej klasie. Z rozmyślań o tym jaką szczęściarą jestem wyrwały mnie dziewczyny, które rzuciły się z piskiem na mojego chłopaka.
- OMG! W necie pisali prawdę! To Liam Payne i Merry Bray.- Wrzeszczały.
Li był naprawdę przerażony.
- Hahahahahahahahahahahaha!- Wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- Co ty odwalasz?- Zapytał ze zdziwieniem.
- Twoja...mi-na... .-Wykrztusiłam dalej się śmiejąc.
- DASZ AUTOGRAF?
- MOGĘ ZROBIĆ Z TOBĄ ZDJĘCIE?- Fanki przepychały i przekrzykiwały się.
- Jeśli chcecie to pstryknę wam fotki.- Powiedziałam uśmiechając się do nich i poczułam, że obudziła się we mnie moja pasja- fotografowanie.
PROSZĘ ZAJĄĆ MIEJSCA I ZAPIĄĆ PASY ZA CHWILĘ STARTUJEMY.
Dziewczyny chcąc nie chcąc musiały sobie iść.
- Co się stało? Kochanie? Co Ci jest?- Spytałam widząc smutną minę chłopaka.
- No bo ty przeze mnie będziesz miała gorsze życie. No wiesz ciągle śledzący cię paparazzi, dziennikarze i inne takie prasowe i telewizyjne hieny.
- Nie przejmuj się. Dam sobie radę. A teraz uśmiechnij się, bo lecimy do Las Vegas!- Wykrzyknęłam z radością.
**********
Weszliśmy do 5-gwiazdkowego hotelu. Boy hotelowy wziął nasze walizki i zaprowadził nas do naszego pokoju. Od razu po odstawienia bagaży, w których prawie nic nie było udaliśmy się na zakupy.
Nabyłam To, To, To, To, To, To, To, To, To.
- Już? Możemy iść?- Spytał z nadzieją w głosie chłopak po wyjściu z ogromnego sklepu.
- Jasne. Teraz choć do hotelu. Ja się przebiorę i możemy gdzieś iść.- Powiedziałam z szerokim uśmiechem.
*********
Ubrałam To i To, a włosy rozpuściłam.
- Wow ślicznie wyglądasz.
- Nie zachwycaj się tak tylko choć do kasyna.- Powiedziałam z zapałem.
- Dobrze, ale obiecaj, że obędzie się bez picia. Wiesz, że ja nie mogę i, że nie chcę aby moja dziewczyna była pijana.
- Ok.
Weszliśmy do najbliższego kasyna i wymieniliśmy pieniądze na żetony. Ja od razu poszłam do automatu.  Maszyna pokazała, że wygrałam.
- Jeeeeeeest! Li mamy już 5 tys. baksów.
- Nie bo 15 tys.
Po dwóch godzinach zrobiliśmy się głodni, więc odebraliśmy wygraną i bogatsi niż weszliśmy- wyszliśmy.
Poszliśmy do kameralnej restauracji. Po zjedzeniu posiłku znów udaliśmy się do kasyna, w którym graliśmy do 3 nad ranem.
*****
W końcu wróciliśmy do hotelu. Ja poszłam się myć.
- Li, ale tu jest tylko jedno dwuosobowe łóżko.- Stwierdziłam ze zdziwieniem dopiero teraz je zauważając.
- Wiem. Przeszkadza Ci to?- Spytał z zatroskaniem chłopak.
- Nie. Jestem zmęczona. Położę się już a ty idź się myć.
Położyłam się i czekałam na Li. Chłopak położył się obok mnie. Zasnęłam momentalnie.
*********
Obudziłam się jako pierwsza, więc wstałam cicho, aby nie obudzić ukochanego i poszłąm do łazienki trochę się ogarnąć. Naciągnęłam To, To, To, a włosy zaplotłam w kłosa.
- Co tak wcześnie wstałaś?- Spytał mój ukochany, który właśnie się obudził.
- Nie wiem. Wstawaj szybko i choć na spacer.
Cały dzień włóczyliśmy się po Las Vegas, a wieczorem wróciliśmy do Londynu. Nie obyło się oczywiście bez fanek i paparazzi, ale mi oni nie przeszkadzali. Bardzo lubię Directionerki.

wtorek, 11 grudnia 2012

Part 16 Lirry

Yeaaaaah! W końcu tak upragniony dzień-sobota. Dzisiaj wyprowadzam się do domu mojego i Liama. Tak strasznie nie chce mi się wstawać. Błogą ciszę przerwał ten cholerny telefon.
- Halo?- Powiedziałam ze zniecierpliwieniem.
- To ja- Melania.
- Aha. Co porabiasz?- Mój głos złagodniał.
- Nic takiego. Wyjrzyj przez okno.
Wstałam i zrobiłam to o co poprosiła. I co zobaczyłam? Melę z walizkami przed płotem. Zbiegłam na dwór i wybiegłam w piżamie na dwór.
- Co ty tu robisz?- Zapytałam naprawdę zdziwiona.
- Uciekłam z domu.
- Aha. A to dlaczego?
- Wiesz... rodzice nie zaakceptowali mojego chłopaka.- Powiedziała trochę zmieszana.
- Dziewczyno! Ty masz dopiero 14 lat!- Zawołałam z oburzeniem.
- No wiem. Ok. Wrócę do rodziców, pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Przedstawisz mnie 1 D.
- Dobra. Za chwilę ma tu być Li.
-Że co? Liam? I to za chwilę?- Słychać było, że dziewczyna ma stresa.
- Nie denerwuj się i choć do środka, ale cicho bo Suzan jeszcze śpi. Ja muszę się ubrać. Poczekaj.
Pobiegłam do łazienki i naciągnęłam na siebie To.
- Jak ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To on! To on!- Zaczęła krzyczeć Melania.
- Zamknij się wreszcie.- Burknęłam i otworzyłam chłopakowi.
-Witaj.- Powiedział Li szeroko się uśmiechając i obejmując mnie. Zastanawiam się jakim cudem Suzan jeszcze spała.
- Cześć. Musimy trochę zmienić nasze dzisiejsze plany. Tak właściwie to tylko tak, że przed przeprowadzką pojedziemy na chwilę do chłopaków. Poznaj moją siostrę.
- Cześć Melania. Merry dużo mi o tobie opowiadała.
- Tak?- Zdziwiła się uradowana nastolatka?
- Możemy już jechać?- Spytałam ze zniecierpliwieniem ubierając kurtkę.
- Jasne. Wsiadajcie.
********
-Cześć chłopcy!- Zawołałam wchodząc do domu.
- Hej Merry! Hej Li!- Odkrzyknęli chórem.
- Tak, wyspałam się. Miło, że spytaliście.- Powiedziałam śmiejąc się.- Poznajcie moją siostrę Melanię.-  Dodałam.
- Witaj Melanio.- Powiedział Niall kierując się do lodówki.
Usiedliśmy na kanapie, a Zayn włączył horror.
- Harry, gdzie Taylor?- Spytałąm z zaciekawieniem, ponieważ ostatnimiczasy, aż do tej naszej feralnej rozmowy bywała tu codziennie.
- Ona powiedziała, że jeśli ty będziesz to ona nie przyjdzie. Wiesz może o co jej chodzi?
- Wiem, ale to już nasza sprawa.
- Kłócisz się z Taylor Swift?- Spytała z oburzeniem moja siostra.
- Ej, mała nie wtrącaj się w poważne rozmowy.- Powiedział Hazza.
*********
Ufff. Na szczęście Mel wsiadła już do samolotu. Teraz przynajmniej możemy pojechać do NASZEGO domu.
W ciągu niecałych 20 minut byliśmy na miejscu.
- Wydaje mi się, że ostatnio jechaliśmy znacznie dłużej.- Stwierdziłam.
- Tak. Wtedy  jechałem na około, abyś zasnęła. To miała być niespodzianka.
Rozpakowaliśmy się, a ja  kazałam Liamowi zawieźć mnie do mojego starego mieszkania. Chciałam pożegnać się z Suzan.
*******
Żegnałyśmy się chyba pół godziny. Po licznych obietnicach pojechaliśmy już na stałe do NASZEJ bajecznej villi.

Adventure 26

        Tak to był jeden z tych dni podczas których budziłam się sama w luksusowym apartamentowcu hotelowym. Bez Louisa. W takie dni czułam się wyjątkowo samotna. Nawet Caroline była w innym pokoju. Ubrałam moje kapcie i poszłam do jej pokoju. Jeszcze spała.
        -Wstawaj! - krzyknęłam. Dziewczyna aż spadła z łóżka.
        -Co się stało? - spytała przerażona.
        -Nudziło mi się. - powiedziałam.
        -To idź znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. - powiedziała podirytowana. Wgramoliła się z powrotem do łóżka.
        Zdenerwowana wróciłam do mojego pokoju i umyłam się, umalowałam i ubrałam w to.Gdy byłam gotowa zamówiłam taksówkę. Przyjechała błyskawicznie. Nie wiem dlaczego. Ponad to kierowca powiedział, że nie muszę płacić. I to z góry.
        -To niech pan mnie zawiedzie do najbliższego domu dziecka. - powiedziałam. Chciałam zobaczyć jak teraz wygląda sytuacja w domach dziecka. Gdy byłam mała moje przedszkole często odwiedzało różne ośrodki pomocy. Lubiłam to.
       Po dziesięciu minutach zatrzymaliśmy się przed starym budynkiem. Przed nim znajdował się wielki plac zabaw i dwa boiska. Jednak gdy weszłam zamurowało mnie. W środku było brudno i brzydko pachniało. Wywnioskowałam, że tak pachniało jedzenie bo gdy weszłam do jadalni zapachach był bardzo wyraźny.
       -Dzień dobry panno Tattersall. - powiedziały opiekunki na mój widok.
       -Kompletnie się pani nie spodziewaliśmy! - powiedziała najgrubsza z nich.
       -Ale jestem. Czyli zupełnie inaczej niż porządek u was. - powiedziałam zatykając nos.
       -Niestety trochę krucho u nas z kasą. - powiedziała blondynka.
       -Acha. - westchnęłam. Wyjęłam z kieszeni portfel.
       -Ile kosztuje takie pełne wyposażenie? Wiecie. Wózki z tymi takimi różnymi rzeczami. - zapytałam.
       -Ponad dwieście złotych. - powiedziała najstarsza z pięciu kobiet.
       -Mamy osiem sprzątaczek. - powiedziała czarno włosa, chuda (jakby wygłodzona) kobieta.
       -Wystarczy 3 200 funtów? - zapytałam wręczając sumę. W moim portfelu zastały już tylko drobniaki i 20 funtów.
       -To za dużo. - powiedziała blondynka oddając mi pieniądze. W oczach rudej widać było, że nie chciała aby blondynka oddawała mi kasę.
       -Weź to! - rozkazałam.
       -Teraz musisz jechać ze mną na zakupy. - powiedziała blond włosa.
       -Ok. - zgodziłam się bez wahania.
       Wyszłyśmy na parking. Blondyna podeszła do jakiegoś starego, terenowego mercedesa z przyczepą.
      -Trochę stary ale jeździ. - uspokajała mnie blondynka widząc zdziwienie w moich oczach.
*****
      Kupiłyśmy już wszystko co było potrzebne. Nawet wózki po które musiałyśmy jechać do hurtowni. Więc gdy miałyśmy już wszystko pojechaliśmy do McDonalda.
      -Co chcesz? - zapytała mnie Joanna (tak na imię miała blondynka)
      -Chcesz stawiać? Ok... Ja chce ciastko z owocami leśnymi. - zaskoczyło mnie to, że Joen chciała za mnie zapłacić.
      Po chwili wróciła z dużymi frytkami, dużą Colą, BigMackiem i moim ciastkiem. Dlatego miała takie "kształty".
      -Dzięki. - powiedziałam biorąc z tacy moje ciastko.
      -Dziwie się, że wzięłaś tylko to. Przecież i tak jesteś chuda. - powiedziała Joanna. Westchnęłam.

Adventure 25

        Dziś po raz pierwszy od dawna weszłam na Twittera. Znów wzrosła mi ilość obserwujących. Miałam już prawie 5 000 000.
        -Ile będziesz jeszcze u nas mieszkać? - zapytała mnie Marry.
        -Około dwie godziny. Jutro mam nagrać reklamę Pepsi razem z Messim. - powiedziałam obojętnie. Nie chciałam pokazywać jak bardzo się cieszyłam, że poznam Messiego. Co prawda zawsze wolałam Neymara, ale Messi to legenda.
        -Tym piłkarzem. - powiedziała obojętnie Marry
        -TYM PIŁKARZEM? TYM PIŁKARZEM?! To jest legenda w historii footballu! Nie jakiś tam sobie piłkarz!!!! - okrzyczałam przyjaciółkę.
        Schowałam swojego tableta do torebki i poszłam się ubrać w to. Kiedy byłam gotowa szybko wrzuciłam moje rzeczy do walizki i pojechałam do domu. Było ciepło więc rozsunęłam dach. Poczułam wiatr we włosach i zaczęłam śpiewać Little Mix DNA. Kochałam tą piosenkę. Tak samo jak LM.
        Zatrzymałam się na czerwonym świetle jednak nie przestałam śpiewać. Miałam nawet włączoną piosenkę żeby mi się lepiej śpiewało.
        -Hej. - usłyszałam nagle. Wyłączyłam piosenkę i spojrzałam się na chodnik. Zobaczyłam Jade, Parrie i Jesie. Jednak nigdzie nie widziałam Light-Any.
        -Fajne wykonanie. - powiedziała Perrie.
        -Dziękuję. - ucieszyłam się.
        -Niezła fura. - przyznała Jade.
        -Fajne włosy. - odwdzięczyłam się komplementem.
        -Może kiedyś nagramy razem jakąś piosenkę. - zaproponowała Jessie.
        -Ok. Macie wizytówkę Kevina. - powiedziałam wręczając im świstek papieru po czym ruszyła przed siebie.
        -Poczuła się trochę zawstydzona. LM chciały się zaprzyjaźnić a ja je spławiłam.  Jednak nie mogłam już zawrócić.
        Po chwili byłam już przed moim (i Louisa) domem. Drzwi były otwarte. Gdy weszłam zobaczyłam Louisa otoczonego jakimiś dziewczynami. Miały na policzkach powypisywane "1D".
        -Aaaa!!! - pisnęłam po czym pobiegłam do wozu i zamknęłam dach. Nie chciałam znów mieć do czynienia z psychofankami Louisa.
        Po chwili chłopak wybiegł za mną.
        -Co się stało? - zapytał trochę złowieszczo.
        -One mnie nienawidzą. - powiedziałam.
        -Myślałem, że będziesz zazdrosna. - westchnął Lou. Mylił się byłam okropnie przerażona.
        Jednak szybko wyszłam z auta żeby przywitać się z fankami.
        -Suzan Tattersall! - pisnęła jakaś.
        -Ja! - odpowiedział żartobliwie. Dla nich Louisa już nie było. Rzuciły się na mnie prosząc o autograf.
        Lou stał oszołomiony z tyłu.
        -Też chcesz? - zapytałam go dokuczliwie.
        -Nie dzięki. - powiedział i gdzieś poszedł.
        Po chwili wrócił ubrany w kąpielówki. Trzymał w ręce klucz do budki na dworze w której były różne fajne dodatki do pływania. Poznałam ten klucz po breloczku który sama tam doczepiłam.
        -Chcecie popływać? - zapytał dziewczyny. Wszystkie poszły na dwór i wskoczyły do wody. (w ubraniach!!!!)
        Trzeba przyznać, że Lou bardzo chciał żebym poczuła się zazdrosna. Ale ja miałam na niego haka. Mianowicie nadal miałam numer do Daniela. Ostatnio zauważyłam, że ma taki sam T-shirt jak ten który ostatnio chciał kupić Lou. Może mieszkał w Anglii.
         -Cześć Daniel. - przywitałam się z byłym chłopakiem.
         -Zapłacili Ci żebyś zadzwoniła? - zapytał nie dowierzając.
         -Ty jesteś w Anglii? - zapytałam.
         -Tak. Nawet w Londynie. - odparł. Byłam prze szczęśliwa.
         -Czekaj. Podam Ci adres na który masz przyjechać.
         Gdy podałam mu adres dodałam, że ma wziąć ze sobą jeszcze jakichś kumpli. No i po pięciu minutach przyjechali. Przywitałam się z nim uściskiem. Byłam ubrana w kostium kąpielowy żeby Louis zzieleniał z zazdrości.
         -Kochani, przywitajcie mojego byłego chłopaka i jego przyjaciół. - powiedziałam dziewczyną. Od razu podeszły się z nimi przywitać.
        -Co? - jęknął Louis. Widać było, że ta sytuacja mu nie odpowiada.
        -A o kto? - powiedział Daniel wskazując na Louisa.
        -Nikt taki. Mój współlokator. - powiedziałam. Daniel uśmiechnął się na przywitanie. Jednak Louis nie wytrzymał. Wyszedł z basenu i podszedł do wszystkich.
        -Musimy porozmawiać. - powiedział wyciągając mnie za rękę z tłumu.
        -To boli. - jęknęłam. Daniel błyskawicznie się odwrócił.
        -Ej! Weź ją puść! - rzucił do Louisa.
        -Odczep się. To nie twoja sprawa. - powiedział Lou odpychając mnie za siebie.
        -To też boli. - ponownie jęknęłam. W tej chwili Daniel zamachnął się na Louisa i (chyba) złamał mu nos. Stanęłam między nimi.
        -Przestańcie! - rozkazałam. Jednak znów zostałam odepchnięta. tym razem przez Daniele.
        Tego było już za wiele. Przypomniałam sobie kurs samoobrony na który się zapisałam pod koniec szkoły. Dowiedziałam się tam, że każdy mężczyzna ma milka słabych punktów mięśniowych. Tak samo jak kobieta na nadgarstku.
        Ścisnęłam mocno ich karki i pociągnęłam. Od razu upadli. Szkoda, że nie potrafiłam się tak obronić przed tą dziewczyną na lotnisku.
        -Przestańcie. - powiedziałam tym razem łagodnie.
        -Jak ty to... - powiedział zdziwiony Louis.
        -Chodziła na kurs samoobrony. - oznajmił mu Daniel.
        -Daniel i wszyscy inni, SIO! - rozkazałam gościom. Wszyscy szybko rozbiegli się każdy w swoją stronę. Bali się mnie?
        Pomogłam Louisowi wstać i dałam mu ręcznik po był zmarznięty. Gy weszliśmy do domu kazałam położyć mu się na kanapie a sama pobiegłam po apteczkę. odkaziłam ranę na nosie i włożyłam mu waciki do nosa żeby zatamować krwotok.
        -Gdzie ty się tego wszystkiego nauczyłaś? - zapytał mnie zdumiony Louis.
        -Byłam harcerzem. Nawet opiekowałam się młodszymi. - powiedziałam uśmiechając się dumnie.
        -Suuuuuper wyglądasz w tym kostiumie. - powiedział Louis spoglądając na mnie.
        -To dlaczego chciałeś wzbudzić moją zazdrość? - zmieniłam nagle temat.
        -Bo całowałaś się z Harrym. - oznajmił. Skąd on to wiedział?
        Pobiegłam do kuchni tam na blacie jak zawsze leżała jakaś gazeta. Na jej okładce byłam ja i Hazza kiedy się całowaliśmy. Nagłówek brzmiał "co powiedzą Louis i Tay gdy się o tym dowiedzą?" Zdenerwowało mnie to. Szybko pobiegłam do salonu i usiadłam obok Louisa na kanapie.
        Harry Styles z One Direction (18 l.) spotkał się wczoraj z młodą, utalentowaną i zajętą Suzan Tattersall (18 l.). Do tego przecież Harry ostatnio był widywany z zakorzenioną już Taylor Swift (23 l.). Czyżby to już był koniec tego romansu... który zresztą odebrał 1D wiele fanek? Gdy zapytaliśmy o to Tay była w ciężkim szoku. Czyli według nas odpowiedź brzmi tak. Na zdjęciu powyżej widać, że dziewczyna ma świeży tatuaż na ręce. Niedługo dowiemy się jaki... Bo tego niestety nie widać na tym zdjęciu. Czy zrobiła sobie go z myślą o jej ukochanym Louisem Tomlinsonem (21 l.) czy raczej dla Harrego Stylesa? Trudno stwierdzić. Ale nam się wydaje, że raczej to drugie. Co na to Taylor i Louis?
        Nie mogłam uwierzyć w to co przeczytałam.
        -Gniewasz się? - zapytałam mojego Louisa.
        -Nie. Mówiłaś mi co chcesz zrobić ale trochę przekroczyłaś granice. Ale pokaż tatuaż. - powiedział wesoło.  Pokazałam mu moje serce na ręce.
       -Ładne serce? Dla Ciebie. - spytałam z nadzieją w głosie.
       -Piękne. Takie same jak miała Katy Perry w jednym teledysku. - powiedział. Cieszyłam się,  że rozumiemy się bez słów.