poniedziałek, 10 grudnia 2012

Adventure 16

Umywamy ręce.
*********************************************************************************
         Weszłam do samolotu. Miałam bilet na pierwszą klasę do Belgii. Byłam zdziwiona, że zaprosili mnie na gale do stolicy europy. Najtrudniejsze będzie to, jak mam się ubrać. Zabrałam kilka sukienek. Albo znajdę coś między nimi albo coś kupię. Caroline też może mi pomóc. Zabraliśmy ją ze sobą. To miała być bardzo wytrawna gala. One Direction i The Wanted między innymi też mieli się zjawić. Wszyscy w garniturach i pięknych sukienkach.
         Caroline była bardzo podekscytowana lotem w pierwszej klasie. Jeszcze nigdy nie leciała samolotem. Dla mnie to była rutyna.
         Kiedy ogłoszono wysokość docelową wyjęłam mojego ultra booka i weszłam na Twittera. Jak zawsze moja liczba obserwujących wzrosła. Już się tak nie cieszyłam.
         -3 564 987! - pisnęła Caroline gdy spojrzała na monitor.
         -Tak. - obojętnie wzruszyłam ramionami.
         W końcu dali nam coś do jedzenia. Makaron z sosem pieczarkowym wyglądał smacznie. Drugiej klasie zanieśli jakiś dziwny posiłek zamknięty w szczelnym, białym opakowaniu. Nie chciałam sobie nawet wyobrażać co to było.
         Gdy wylądowaliśmy wszyscy szybko przeszli na lotnisko. Było trochę gwarno. Kevin poszedł po walizki. Ja zostałam z Caroline i dwójką ochroniarzy. Jeszcze nigdy ich nie potrzebowałam. Ale teraz moja sława rosła i byłam narażona na ataki fanów.
         -Kevin! Szybko! - krzyknęłam bo trochę tam sterczał. Wszyscy obrócili się w moją stronę i zaczęli szeptać.
         -Suzan Tattersall! - krzyknęła w końcu jakaś nastolatka. W moją stronę zaczęły zmierzać nastolatki i młodzi dorośli. Chłopcy i dziewczyny. Zadrżałam. Caroline mocno się we mnie wtuliła. W naszą stronę zaczęli biec straż graniczna.
         -Daj mi swój autograf! - krzyczały nastolatki. Chłopcy prosili mnie o numer telefonu i o małżeństwo. Nic im nie odpowiadałam. Byłam z Louisem.
         Ochroniarze zaczęli odpychać moich fanów od mnie i Caroline. Jednak jedna fanka się przedostała. Trzymała w ręce kawałek szkła. 
         -Louis jest mój! - krzyczała biegnąc w moją stronę. Carolinę zaczęła się oddalać. Gdy fanka podeszła dość blisko złapałam ją za obie ręce i uciskałam jej żyły na nadgarstku. Wypuściła kawałek szkła.
         -Uspokój się. - powiedziałam wypuszczając jej ręce z uścisku. Jednak się na mnie zamachnęła. Trafiła mnie prosto w policzek. Poczułam ból.
         -Hej. - powiedział jeden ochroniarz widząc co się stało. Jednak nie mógł podejść. Nie mogłam tak po prostu stać i czekać. Kopnęłam dziewczynę w łydkę. Jednak niestety mi oddała popychając mnie na ziemię. Szybko wstałam i otrzepałam. Wszystko mnie bolało.
         -Przestań. - powiedziałam próbując ją uspokoić. Jednak to nic nie dało. Znów się na mnie zamachnęła. Jednak złapałam jej rękę i odgięłam ją do tyłu. Usłyszałam głośne strzyknięcie. Później dałam jej z liścia.
         Niestety to jej nie uspokoiło. Wkurzyła się jeszcze bardziej.
         -Zostaw ją! - powiedział znajomy głos. Nagle za fanką pojawił się ktoś kogo znałam. Nienawidziłam go z całego serca. Jednak on chciał mi pomóc.
         -To nie twoja sprawa. - powiedziała dziewczyna odwracając się w jego stronę. Dobrze, że chłopak znał angielski. Tak samo jak znał karate. Nie wiem jakim sposobem ale po chwili dziewczyna leżała na ziemi. Odetchnęłam z ulgą.
         -Daniel! Skąd ty się tu wziąłeś?! - krzyknęłam gdy dziewczynę już wyprowadzono.
         -Słyszałem, że zjawisz się na imprezie dla gwiazd która ma tu być.
         -Chodzi ci o TBRW. Teen Big Rally Worldwide. - powiedziałam.
         -Chyba tak. - wzruszył obojętnie ramionami. Zdenerwował mnie tym.
         -Ale ważne jest to, że chcę Cię odzyskać. Bez przerwy widzę Cię na plakatach, w telewizji. Wszyscy o tobie mówią. Chcę Cię z powrotem! - powiedział. Był bardzo zdesperowany. Nie chciałam na to patrzeć. Odwróciłam się do niego tyłem.
         -Wiktoria to była wielka pomyłka. Wybacz mi! Proszę. - powiedział.
         -Nie. Ułożyłam sobie życie na nowo. W Anglii. Jestem jedną z tych gwiazd z których kiedyś się śmialiśmy. Mam najcudowniejszego chłopaka na świecie. Nie popsujesz mi tego. - powiedziałam. Odsunęłam się od niego. Fani którzy stali po tej stronie zapory zostali odsunięci. 
         Wyszliśmy z lotniska po dłuższej chwili. Później wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do hotelu w którym spali wszyscy (i tylko) sławy zaproszone na TBRW.  Tam wszyscy byli bezpieczni.
         Gdy weszłam do mojego i Caroline pokoju od razu poszłam się umyć i spać.

środa, 5 grudnia 2012

Adventure 15

        Ten dzień był burzowy. Dobrze, że wczoraj była ładna pogoda bo kończyliśmy kręcić teledysk do Forever Alone. Dziś nie miałam żadnych planów. Chciałam spotkać się z Louisem. Wydawało mi się, że tak jakby jesteśmy parą. Choćby dlatego, że mówił o mnie słoneczko.
        DO: Louis
        Suzan: Może pójdziemy dziś do kina? Grają jakąś nową komedie. Ponoć niezła. Mój menadżer był na niej z żoną.
        Nacisnęłam "wyśli". Po chwili odpisał.
        DO: Suzan
        Louis: Jasne. Dziś nie mam żadnych planów. Na pewno będzie fajnie.
        Ucieszyłam się. Szybko pobiegłam się ubrać. Myłam się wczoraj (albo raczej dzisiaj) o 4:00. Ubrałam się w to. Ostatnio polubiłam noszenie muszek. Tak po prostu.
        Usłyszałam głos silnika samochodu Louisa. Szybko wybiegłam z domu nie żegnając się z Marry. Faktycznie to był Lou. Wysiadł z samochodu trzymając bukiet kwiatów. Nie wiedziałam jakich.
        -Proszę. - powiedział dając mi kwiaty.
        -Zawsze mi coś dajesz. A ja tobie nic. -powiedziałam wchodząc do domu żeby gdzieś odłożyć kwiaty. Nie chciało mi się iść po wazon.
        -Choć już. - powiedział całując mnie. Uwielbiałam kiedy to robił.
        -Jasne. - powiedział gdy się ode mnie odkleił.
        Od razu poszliśmy do kina. Szkoda tylko, że nie mogliśmy uwolnić się od fanów. Cały czas ktoś robił nam zdjęcia, nagrywał nas lub prosił o autograf. Jedna dziewczyna poprosiła mnie żebym dla niej zaśpiewała mówiąc, że chce się uczyć od najlepszych. Zdziwiło mnie dlaczego nie zapytała Louisa. Może to przez to, że ja byłam świeżą gwiazdą. No i może dlatego, że Lou był szary a ja kolorowa.
        -Keep Calm. Is something wrong? Tell me. Tell me. Why are you screaming? You can not stop.
Why? Why? You wated to have. You don't thought, and now you have to be reckomend with. Error! Error! Hey! Error! Error!!!! - nie chciałam jej zawieść. Zaśpiewałam jej fragment Keep Calm. Była w niebo wzięta i zaczęła skakać z radości.
        Gdy odeszła szybko sprawdziłam liczbę obserwującą mnie na Twitterze.
        -1 969 348! - pisnęłam. Jak widać nie tylko Anglia mnie już znała.
        -Doganiasz nas. - powiedział Louis szturchając mnie ramieniem.
        -Ty masz prawie 8 000 000. - powiedziałam oddając Louisowi.
        -Ale ty dopiero zaczynasz. - powiedział całując mnie ponownie.
 To był chyba nasz najdłuższy pocałunek.
        Zza rogu wyskoczyła cała masa paparazzi. Jednak my nie zwracaliśmy na to uwagi. Nasz pocałunek trwał dalej. Tak jak błyski fleszy.
        Po chwili Louis przestał mnie całować. Za to mocno mnie przytulił.
        -Cześć. - przywitałam się z paparazzi machając do nich. Jednak oni nie odstępowali od pracy. Dlatego bez przerwy się uśmiechałam. Chyba nie na ich korzyść.
        Po dziesięciu minutach poszli sobie.
        -Nie wierze, że tak na nich zareagowałaś. - powiedział dając mi całusa.
        -Ciesze się, że jesteś. - powiedziałam mocno go przytulając. Spojrzał mi głęboko w oczy. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
        -Chcesz poznać moją rodzinę? - spytał.
        -Jasne. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
        -Tylko, że moje siostry mogą się na Ciebie rzucić. - ostrzegł mnie Louis. Rzuciłam mu się na szyję. Tomlinson podniósł mnie się do góry.
*****
        Obudził mnie dźwięk zamykanych drzwi. Na początku tylko przekręciłam się na bok. Jednak usłyszałam czyjeś głosy. Czyżby to Liam i Mary? Co to za różnica.
*********************************************************************************
Muszą być co najmniej trzy komentarze od trzech różnych osób bo inaczej już nie publikujemy.

Part 11 Lirry

Obudził mnie kamień, który wpadł do pokoju przez otwarte okno. Wyjrzałam na zewnątrz i zobaczyłam czarną postać.
  - Merry, to ty?
  - Nie, wiesz Święty Mikołaj. Czego chcesz? Harry, jest 2 w nocy, a ty wrzucasz kamienie do mojego pokoju. To nie jest normalne. - Byłam naprawdę zła.
   - Mogę się do was wprowadzić? - Spytał loczek, płacząc.
   - Poczekaj chwilę. Nie będziemy tak wrzeszczeć, bo sąsiadów obudzimy. - Po powiedzeniu tego od razu zbiegłam na dół (przy okazji OCZYWIŚCIE wywalając się na schodach) i otworzyłam Hazzie. Chłopak od razu wszedł wlokąc za sobą 3 walizki. Na ten widok zrobiłam tylko wielkie oczy ze zdziwienia. Przyjaciel miał tak naciągnięto czapkę, że prawie oczu widać nie było. To również mnie zaskoczyło, ponieważ on zawsze chwalił się swoimi lokami.
  - Co jest?
  - Oni wyprostowali mi włosy!!!- Wył Harold.
  - Zdejmij tą czapkę i pokaż. Może uda mi się coś zrobić. - Loczek posłusznie zdjął nakrycie głowy. Na widok jego całkowicie prostych włosów wybuchnęłam śmiechem.
  - Dałeś im zrobić sobie coś takiego? - Spytałam starając się przestać chichotać.
  - Ja spałem... A oni...- Płakał chłopak.
  - Nie rycz. Zaraz naprawimy, czekaj chwilkę. - Uspokajałam go jak uspokaja się małe dzieci i pobiegłam do łazienki po lokówkę. Po chwili Harry znów miał burzę loków na głowie.
   - No, a teraz możesz wracać do domu.
   - No dobrze. Ale ciągle jestem na nich zły. - Chłopak przytulił mnie w podziękowaniu i uśmiechnął się łobuzersko. Gdy pozbyłam się niespodziewanego gościa poszłam spać.
*********************************************
Jest bardzo wcześnie, bo 4:30, ale ja spać nie mogę. Wstałam ubrałam To i poszłam do parku. Siedziałam na ławce wsłuchując się w słowa piosenki, gdy nagle podeszło do mnie kilka dziewczyn. Jedna ubrana w tą sukienkę zaczęła poruszać ustami. Zdjęłam słuchawki.
    - Mogłabym dostać twój autograf? - Nagle przypomniało mi się, że pewnie chodzi im o to, że jestem dziewczyną Liama.
    - Po co? Przecież to Liam jest sławny, a nie ja. - Powiedziałam nie miejąc zamiaru podpisać świstka papieru.
W tym momencie z zza rogu wyskoczyli paparazzi i zaczęli robić zdjęcia. Wstałam zdenerwowana i udałam się w stronę domu.
Czego oni ode mnie chcą. Ja jestem zwyczajnym człowiekiem. Ale muszę chyba się przezwyczaić,jestem w końcu jestem dziewczyną gwiazdy.
Z rozmyślania wyrwał mnie męski głos.
   - Marry?
   - No.- Odpowiedziałam. Chłopakiem, który mnie zaczepił okazał się Siva z The Wanted.
   - Dasz się zaprosić na kawę? - Spytał uśmiechając się szeroko, nie przypuszczając, że mogę mu odmówić (no i się nie pomylił).
    - Mogę... Tylko wiesz... Skąd pamiętałeś jak mnie poznałeś i do tego pamiętałeś jak mam na imię?
    - Taki ładnych dziewczyn szybko się nie zapomina.
Udaliśmy się w stronę kawiarni. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po kawie.
     - Ty jesteś dziewczyną Liama z One Direction? - Powiedział to trochę ze smutkiem i ironią.
     - No tak... Nie rozumiem tylko dlaczego wy się tak nie lubicie.
     - Wiesz... My boimy się o fanki i oni, czy może powinienem powiedzieć wy też.
     - Aha.
Po chwili opróżniliśmy już kubki.
    - Wiesz co muszę już iść. Może chciałabyś mój numer telefonu?- Chłopak nie czekając na odpowiedź podyktował mi go i poszedł.
Ja wróciłam do domu z mieszanymi uczuciami. Zadzwoniłam do Li, a on zaproponował mi, żebyśmy poszli do kina. Zgodziłam się i spędziliśmy ten dzień we dwoje. Byliśmy w kinie na komedii romantycznej, na basenie (ścigaliśmy się JA wygrałam), później poszliśmy do kręgielni ( tym razem to on stanął na szczycie podium) i dużo spacerowaliśmy.
W końcu Liam odstawił mnie do domu. Nie chciałam, żeby odjeżdżał więc zaproponowałam mu nocleg. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie. Następnie rozłożyłam kanapę i już chciałam się na niej położyć, ale chłopak stwierdził, że to on śpi na kanapie, a ja na łóżku. Chwilę się posprzeczaliśmy, ale Li nie ustąpił. Idąc do pokoju zajrzałam do Suzan. Spała i wyglądała tak słodko...


wtorek, 4 grudnia 2012

Part 10 Lirry

Usiadłam na łóżku. Dopiero co Hazza odstawił mnie do domu, aj ja już za nimi tęskniłam. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk oznajmiający, że dostałam sms-a.
          DO: Merry
          Liam: Co powiesz na mały spacer o zachodzie słońca. W Bushy Park o 21:15?
Uśmiechnęłam się i odpisałam.
           DO: Liam
           Merry: Jeśli nalegasz. Do zobaczenia.
Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 14. Miałam jeszcze dużo czasu, więc postanowiłam wybrać się na zakupy - mam ochotę na nowe ciuchy . Wsiadłam do samochodu i pojechałam do centrum handlowego.
******************************
Zaczęłam buszować między wieszakami. Po 3 godzinach wyszłam z miną zwycięzcy z centrum. Nabyłam To,     To ,To, To, To, To, To, To, To. Tyle rzeczy z One Direction, ponieważ chciałam zrobić przyjaciołom niespodziankę i pokazać jaką ich psycho-fanką jestem.
Po powrocie do domu od razu rzuciłam się do szafy. w końcu zdecydowałam, że ubiorę To.
Przebrałam się i pierwszy raz zdecydowałam się na rozpuszczenie włosów. O 19:50 byłam już gotowa.
Usiadłam na kanapie i czekając na Suzan zaczęłam bezmyślnie przełączać programy w telewizorze. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi.
  - No. Suzan w końcu jesteś!- Wykrzyknęłam z radością i rzuciłam się na ,,siostrę" prawie ją zgniatając.
Zobaczyłam, że jest zmęczona, więc ugotowałam jej kakao (bardzo je lubi) i powiedziałam, żeby poszła spać. Posłuchała mnie i po wypiciu napoju położyła się do łóżka. Powiedziałam jej dobranoc i wyszłam, aby nie spóźnić się na randkę.
************************************
Byłam punktualnie. Liam jak zwykle czekał na mnie. Od razu gdy mnie zobaczył wstał z ławki, na której siedział. Spacerując minęliśmy płaczącą dziewczynę.
   - Wiesz co Li, ja chyba do niej podejdę. No bo to nie jest normalne, żeby dziewczyna siedziała o 23 w parku i jeszcze do tego ryczała.
- Dobrze. Ja tu zaczekam.
Podeszłam do nastolatki, która po zobaczeniu mnie od razu wstała.
    - Co się stało? - Spytałam najłagodniej jak potrafię.
    - Nie ważne! Odwalcie się wszyscy ode mnie! - Krzyknęła nieznajoma i odeszła.
Liam od razu do mnie podszedł i powiedział, że musimy już wracać.

Adventure 14

        Do dnia dzisiejszego nagrałam już dwie piosenki. Keep Calm i Love Actually. Obydwie są raczej szybkie. Ale dziś miałam iść do studia nagrać trzecią piosenkę która jest raczej wolna. Było to raczej piosenka która opowiadała historie. Ta historia była o małym chłopcu który uciekł z domu bo jegomatka umarła a ojciec go bił. Na swojej drodze spotkał pewną dziewczynkę w której się zakochał. Postanowili uciekać razem. Jednak pewnej nocy gdy chłopiec się obudził dziewczyny nie było. Jego sęs życia przestał istnieć. Dorastał w samotności mieszkając w lesie. Jadł tylko orzechy i owoce leśne. Pewnego dnia stwierdził, że czas na zmianę i poszedł do pobliskiej wsi. Był tam pewien opuszczony do. Postanowił w nim zamieszkać. Jednak nie musiał długo czekać żeby ktoś wrócił do swojego domu. Właścicielką okazała się dziewczyna która była sensem jego życia.
         Jak dla mnie chała. Nie wiem co powiedzą fani. Może im się spodoba.
         Teledysk do Keep Calm miałam nagrać jutro. Wydaję mi się, że będzie ciekawie. Tekst jest dość ciekawy a jak głosie scenariusz teledysk będę nagrywać w pobliskim parku. Nie pamiętam dokładnie jakim.
          -Tylko wróć od razu po nagraniu! - kazała mi Marry. Zachowywała się jak moja starsza siostra. Nawet mnie budziła rano. To było niesamowite. Jednak niedługo będziemy musiały się rozstać. Ona chciała się przeprowadzić do Liama. Oczywiście jak ją o to poprosi. Nie była typem wpraszających się ludzi.
          -Idź już bo się spóźnisz. Chyba, że chcesz się przebrać z tego. - Marry była podtypem dobrej siostry. Ale czasem trochę przesadzała.
          Wsiadłam do samochodu i pojechałam do studia nagraniowego. Włączyłam radio. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu akurat zaczynała się moja piosenka. To Love Actually właśnie leciało w radiu. Zaczęłam śpiewać razem ze... mną.
          Tym sposobem dojechałam do studia. Weszłam do środka tanecznym krokiem i wsiadłam do windy. Moje studio było na czwartym piętrze. W windzie oczywiście też śpiewałam.
          -Chodź. - przed windą czekał już na mnie Kevin. Był ubrany w wyjściowy garnitur.
          -Co ty taki wystrojony? - zapytałam patrząc na niego rozchichotana.
          -Niedługo biorę ślub i przyjechałem ty od razu z przymiarek. - powiedział Kevin ciężko wzdychając.
          -To gratulacje. - powiedziałam klepiąc Kevina po plecach.
          -Chcesz zaśpiewać na moim ślubie? - spytał. - Moja żona cię kocha i byłaby w niebo wzięta nawet gdybyś po prostu przyszła. - mówił dalej mężczyzna.
          -Jasne, że zaśpiewam. Ale najpierw musimy nagrać nowy przebój. - powiedziałam wchodząc do mojego studia.
          -A i jeszcze jedno. Zaprojektowałem Ci logo razem z marketingowcami. - powiedział Kevin pokazując mi teczkę z projektem.
          -Wow! - powiedziałam oglądając logo. Widniał na nim tł mojej głowy oraz moje imię i nazwisko. Bardzo mi się spodobały też serduszka.
         -Długo nad tym pracowaliśmy. - powiedział dumnie przyglądając się swojemu dziełu. Mocno go przytuliłam. Cieszyłam się, że Paul znalazł mi tak fajnego menadżera. Można było się z nim pośmiać. Ale i tez wyżalić. A on odpłacał ci się tym samym.
        -Lepiej już nagrywajmy bo nie mogę siedzieć tu do drugiej w nocy. A już szczególnie w tym garniturze. - powiedział Kevin. Na te słowa wybuchłam śmiechem. Ale chcąc pomuc przyjacielowi szybko weszłam do (jak ja to nazywam) magicznej komory.
        Gdy usłyszałam muzykę zaczęłam śpiewać.
        W studiu byłam do 20:00. Gdy skończyliśmy byłam zmęczona i głodna. Kevin proponował mi żebym przyszła na kolacje do jego małżonki. Jednak odmówiłam bo obiecałam Mary, że przyjdę od razu. Zawsze dotrzymywałam obietnicy.

Part 9 Lirry

Obudziłam się wyspana i pełna pozytywnej energii. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i przypomniałam sobie gdzie jestem. Spojrzałam w stronę kanapy, na której nikogo nie było. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam. Poszłam do łazienki doprowadziłam swoje włosy do porządku i ubrałam się we wczorajsze ciuchy. Gdy wyszłam na korytarz poczułam zapach wanilii i cynamonu. Uśmiechnęłam się do siebie (wiem, że to głupie) i zeszłam do kuchni. Znalazłam tam Hazzę smażącego naleśniki. Przywitałam się i poszłam do salonu. Wszyscy już tam byli oprócz Suzan. Poszłam obudzić przyjaciółkę i przyszłam z powrotem.  Spytałam czy nie chcą czegoś do picia.
 - Sooooooook! - Wydarł się Irlandczyk.
 - Yyy... Herbatę? - Powiedział Zayn.
 - Ej. Merry nie jest waszą służącą. Sami ruszcie tyłki i se przynieście. - Powiedział lekko zdenerwowany Liam.
  - Li nie przesadzaj. Przecież ja ich spytałam czy chcą coś do picia. - Powiedziałam uśmiechając się najweselej jak potrafiłam i poszłam do kuchni. 
   - Harry, co chcesz do picia?
   - Ja poproszę colę.- powiedział chłopak odwracając się w moją stronę i posłał mi szeroki uśmiech.
Przygotowałam napoje i skierowałam się w stronę salonu.
    - Merry? 
    - Tak? - Spojrzałam na loczka.
    - No bo... Czy ty i Liam jesteście parą? - Spytał z chytrym uśmieszkiem.
    - Można to tak nazwać, a co ty taki ciekawy? - Byłam trochę zaskoczona pytaniem, ale nie dałam tego po sobie poznać.
    - A nic.
Weszłam do salonu, podałam zamówione napoje i usiadłam na kanapie pomiędzy Zaynem,a Liamem.
 Przypomniałam  Suzan, że musi już jechać więc odprowadziłam ją do samochodu. Pożegnałyśmy się i moja jedyna przyjaciółka pojechała.
******************************************
W końcu do pokoju wszedł Harry niosący talerz z naleśnikami i dżem, oraz nutellę. Gdy loczek postawił już jedzenie na stole oświadczył z poważną miną:
  - Zayn, przykro mi, ale nie jesteś już mammy. Teraz mammy to Merry, a daddy to Li.
Ze śmiechem rzuciłam w bruneta poduszką, Zayn zrobił smutną minkę. Niall przyglądał się nam z rozbawieniem, jedząc już 3 naleśnika.
 - Ej ty blondi. Zostaw mammy chociaż jednego. Tym rozbrykanym dzieciakom nie musisz. - Po tych słowach wszyscy spojrzeli na mnie z wyrzutem. Uśmiechnęłam się niewinnie i wzięłam naleśnika.
***********************************************
Po śniadaniu Harry odwiózł mnie do domu. Nie obyło się oczywiście bez głupich komentarzy na mój temat i mojego odszczekiwania się.

Adventure 13

        To był słoneczny poniedziałek. Już dawno nie było tak ciepło. Chyba 30 stopni. Ubrałam się w to. Gdy miałam się spotkać z Louisem  nigdy nie zakładałam obcasów bo nawet bez nich byłam jego wzrostu. To było trochę dziwne. Ale stwierdziłam, że wybieram Lou. Ja i Harry byliśmy zbyt podobni. Nie chciałam tego co już miałam.
        Wracając do tematu mojego dzisiejszego spotkania z Louisem to mieliśmy zrobić sobie mały wypad do Brighton.  Niestety tylko na kilka godzin bo o 15:00 miałam sesje zdjęciową.
        Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam otworzyć. Gdy otworzyłam drzwi przed sobą zobaczyłam Tomlinsona. Mocno mnie przytulił i dał mi buziaka w policzek. Harry tego nie zrobił. Ale dostałam przynajmniej kwiaty od Hazzy.
        -To dla ciebie. - powiedział Louis wręczając mi pudełko czekoladek. Na opakowaniu było napisane, że są z marchewkowym nadzieniem. To było takie słodkie.
        -Dziękuję. - powiedziałam biorąc do ręki opakowanie słodyczy.
        -Nie ma za co. - powiedział łapiąc moją rękę. Rzuciłam prezent na podłogę i wzięłam moją torebkę z paszportem i innymi potrzebnymi duperelami.
*****
        Dotarliśmy do plaży. Ku naszemu zdziwieniu w Brighton było jeszcze cieplej. Byliśmy z Lou już przeprani w stroję kąpielowe. Ja miałam taki, a Louis miał zwykłe kąpielówki. wybraliśmy sobie miejsce blisko brzegu. Nie czekając ani chwili dłużej Louis wbiegł do wody.
        -Ciepła. - powiedział delikatnie się uśmiechając. Postanowiłam to sprawdzić i szybko wskoczyłam do wody.
        -Nie sądziłem, że to zrobisz. - powiedział Louis powoli do mnie podchodząc. gdy podszedł wystarczająco blisko mocno mnie przytulił.
        Nasz uścisk traw dość długo. Nagle Louis przestał utrzymywać równowagę i polecieliśmy do wody. Gdy już się zanurzyliśmy Louis mnie pocałował. To był nasz jakby pierwszy pocałunek.
        -Jej. - powiedziałam gdy wyszliśmy z wody. On w odpowiedzi jeszcze raz mnie pocałował. Już wiedziałam, że nasz związek to coś poważniejszego. Po prostu to czułam.
        -Muszę iść po coś do torby. - powiedziałam powoli oddalając się od Lou.
*****
        Była już 15:00. Punktualnie dojechaliśmy z Kevinem (moim menadżerem) na miejsce. Gdy weszłam do budynku usłyszałam muzykę. Ktoś słuchał jakiegoś podkładu muzycznego.
        -Jesteś! - powiedziała moja kosmetyczka gdy weszłam do mojej garderoby. Jednak to stylistki porwały mnie pierwsze. Ubrały mnie w to. Zaraz po nich w swoje ręce wzięła mnie makijażystka. Szybko się uwinęła z makijażem. Byłam pod wrażeniem tego co zrobiła. Uśmiechnęłam się.
        -Podoba Ci się? - spytała mnie odgarniając moje włosy do tyłu.
        -Jasne. - powiedziałam uśmiechając się jeszcze szerzej.
        -To dobrze bo teraz tylko ja będę Cię malować. - powiedziała także się uśmiechając.
        -Jak Ci na imię? - spytałam śmiało.
        -Caroline. Caroline Jones. - odpowiedziała. Zaraz po tym do pokoju wszedł fryzjer.
        -Dobrze. Teraz moja kolej. - powiedział i zabrał się za układanie moich włosów. Zrobił mi z nich grubsze loki dzięki czemu moje włosy sporo się skróciły.
        Gdy byłam gotowa poszłam na plan. Wyglądał trochę jak scena z teledysku Katy Perry. Fotograf ustawił mnie tak jak sobie wyobrażał tą scenę. Po kilku zdjęciach dołączyły do mnie modelki. Jedna z nich miała naprawdę ciekawe oczy. Ale spojrzałam na nie tylko raz i to przelotnie. Ciekawiło mnie imię modelki. Jednak nie było czasu o to zapytać.
        Dopiero po sesji mogłam do niej podejść.
        -Cześć. Jestem Suzan. - powiedziałam podając jej rękę.
        -Ja jestem Natalii. - odpowiedziała mi chwytem ręki.
        -Masz niesamowity kolor oczu. - powiedziałam prosto z mostu.
        -Dziękuję. - lekko się zarumieniła.
        -Ty też masz ładne oczy. - powiedziała. Było widać, że jest dobrze wychowana. Przecież moje oczy były brzydkie.