Nastał wieczór. Harry miał zaraz po mnie przyjechać. Ubrałam się w to. Harry lubił gdy dziewczyna jest ubrana w coś różowego. Więc ubrałam dużo różowego. Oprócz stroju jeszcze zadzwoniłam do Caroline i poprosiłam ją żeby zrobiła mi profesjonalny make-up.
-Harry, jesteś. - usłyszałam głos Liama.
-Jasne. Jest Suzan? - zapytał. W tym momencie wyszłam z domu.
-Idziemy? -zaproponowałam. Chłopak złapał mnie za rękę i pojechaliśmy gdzieś
-Myślałaś kiedyś o tatuażu? - zapytał uroczo się uśmiechając.
-Chciałam mieć taki tatuaż jak Katy Perry w The One That Got Away. Ale nigdy się nie odważyłam. - przyznałam. Powiedziałam prawdę.
-A teraz byś się odważyła? - zapytał.
-Jeśli trzymałbyś mocno moją rękę to tak. - nie chciałam. Ale musiałam z nim flirtować.
-To jedziemy. Zrobimy Ci tatuaż. - powiedział Hazza.
Chwilę później byliśmy przed studiem tatuaży. Chciałam już powiedzieć, że nie chcę. Ale z drugiej strony to dlaczego nie?
Facet który miał mi zrobić tatuaż wyglądał trochę strasznie. Jednak dałam mu zrobić mi tatuaż. Najpierw odkaził moją rękę a później wziął się do pracy. Niesamowicie bolało. Jednak ugryzłam się w język i mocno chwyciłam rękę Hazzy.
-Skończone. Należy się 50 funtów. - powiedział facet gdy skończył. Jak szybko odskoczyłam z fotela i schowałam się za Harrym.
-Dobrze. - powiedział Harry po czym dał należność tatuażyście i wyszliśmy.
-Nigdy więcej. - powiedziałam. Teraz będę się bała tatuaży. Nawet tych z henny.
-Było aż tak źle? - zapytał zdziwiony. W odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Chodźmy na spacer. - zaproponował.
-Ok. - powiedziałam obojętnie.
Szliśmy jakimś parkiem gdy nagle zaskoczyli nas paparazzi. Robili nam zdjęcia jak małe dzieci które zawsze marzyły o aparacie fotograficznym który właśnie dostały.
-Znowu. - powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem. Jednak Harry był poważny. Chociaż na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech który pokazywał, że chce się śmiać, ale próbuje się powstrzymać.
-Cześć. - powiedziałam do paparazzi nie przestając chichotać.
-Ładne flesze. Ale może pomóc. - powiedziałam nadal się śmiejąc.
Nie wiem dlaczego ale pocałowałam Harrego. Tak po prostu. Najdziwniejsze było to, że mi odwzajemnił ten pocałunek. Czyli jednak miałam racje. On mnie kochał.
Po chwili paparazzi już sobie poszli.
-Co powie Taylor? - zdałam sobie sprawę.
-Ona. Pewnie ze mną zerwie i napiszę jakąś balladę. - powiedział Hazza. Wybuchliśmy śmiechem.
-To mnie już denerwuję a Ciebie? - powiedziałam. Chłopak przytaknął.
-Trochę. - przyznał.
-W takim razie dlaczego z nią byłeś? - zapytałam.
-Szerze. To chciałem wzbudzić twoją zazdrość. Nikomu nic nie mówiłem żeby nic nie mówili tobie. - przyznał się chłopak. Zakryłam ręką usta. To było dla mnie wstrząsające.
-Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam oszukać chłopaka który naprawdę mnie kochał. Tylko, że ja nie odwzajemniałam tego uczucia.
-Tak. Zakochałem się w tobie. Wpadłem na pewien plan. Wiedziałem, że Polacy nie lubią Taylor Swift. Więc ją oczarowałem wiedząc, że każesz mi z nią zerwać. Louis jednak będzie chciał przekonać Cię do zaakceptowania mojego wyboru. Ty jesteś uparta więc się pokłócicie. Wtedy chcąc wzbudzić zazdrość Louisa zadzwonisz do mnie. Ja powiem Ci o moim planie i wtedy naprawdę mnie pokochasz. Zgadłem? - powiedział Styles.
Byłam w ciężkim szoku. Jednak dalej kochałam tylko Louisa.
wtorek, 11 grudnia 2012
Adventure 23
Znów wróciłam do mojego kolorowego stylu. To bardzo wstrząsnęło wszystkimi. Ale chyba najbardziej mną. Poszłam pod prysznic i przygotowałam się na zwykły dzień bez obowiązków. Dziś ani ja ani 1D nie mieliśmy żadnych obowiązków. Umalowałam się i ubrałam w to. Już była wiosna. Więc taki strój odpowiadał pogodzie.
Zdałam sobie sprawę jak ten czas szybko leci. Już rok mieszkałam w Londynie i znałam Harrego. Jeszcze nie znałam dokładnie rok temu reszty.
Nagle wpadłam na genialny pomysł. Kiedyś byłam z Harrym. Nie Lou. Czyli teoretycznie mogłabym go znów uwieść. Tylko co dokładnie mu się we mnie podobało?
-Louis! - zawołałam ukochanego.
-Tak słoneczko. - powiedział. Był już ubrany.
-Pamiętasz jak kiedyś byłam dziewczyną Harrego?
-Tak. - westchnął chłopak.
-Mówił Ci co mu się we mnie podobało? - spytałam. Na twarzy chłopaka pojawiło się zdziwienie i zaniepokojenie.
-A co? - zapytał smutno.
-Chciałam odbić go Taylor. Później gdy już zapomni o Swift. Przedstawimy mu inną dziewczynę która ma to co mu się spodobało we mnie i gdy się już poznają powiem mu jaki był mój plan. - powiedziałam. Louis wyraźnie się uspokoił.
-Podobały mu się twoje oczy, to jak zareagowałaś na jego widok i to, że jesteś do niego podobna. - powiedział. Fajnie. Tylko gdzie ja znajdę teraz taką dziewczynę. Trudno. Jakaś się znajdzie.
-Nie będziesz zazdrosny? - zapytałam.
-Teraz gdy wiem co chcesz zrobić to nie. - powiedział Louis całując mnie w usta.
Szybko pobiegłam zadzwonić do Marry.
-Halo. - powiedziała dziewczyna. Chyba dopiero wstała.
-Mogłabym u was na jakiś zamieszkać? - zapytałam.
-Dlaczego? - zdziwiona zapytała. Wytłumaczyłam jej cały mój plan. Gdy już Liam też się zgodził spakowałam do walizki kilka rzeczy które mogłyby się przydać.
Zdałam sobie sprawę jak ten czas szybko leci. Już rok mieszkałam w Londynie i znałam Harrego. Jeszcze nie znałam dokładnie rok temu reszty.
Nagle wpadłam na genialny pomysł. Kiedyś byłam z Harrym. Nie Lou. Czyli teoretycznie mogłabym go znów uwieść. Tylko co dokładnie mu się we mnie podobało?
-Louis! - zawołałam ukochanego.
-Tak słoneczko. - powiedział. Był już ubrany.
-Pamiętasz jak kiedyś byłam dziewczyną Harrego?
-Tak. - westchnął chłopak.
-Mówił Ci co mu się we mnie podobało? - spytałam. Na twarzy chłopaka pojawiło się zdziwienie i zaniepokojenie.
-A co? - zapytał smutno.
-Chciałam odbić go Taylor. Później gdy już zapomni o Swift. Przedstawimy mu inną dziewczynę która ma to co mu się spodobało we mnie i gdy się już poznają powiem mu jaki był mój plan. - powiedziałam. Louis wyraźnie się uspokoił.
-Podobały mu się twoje oczy, to jak zareagowałaś na jego widok i to, że jesteś do niego podobna. - powiedział. Fajnie. Tylko gdzie ja znajdę teraz taką dziewczynę. Trudno. Jakaś się znajdzie.
-Nie będziesz zazdrosny? - zapytałam.
-Teraz gdy wiem co chcesz zrobić to nie. - powiedział Louis całując mnie w usta.
Szybko pobiegłam zadzwonić do Marry.
-Halo. - powiedziała dziewczyna. Chyba dopiero wstała.
-Mogłabym u was na jakiś zamieszkać? - zapytałam.
-Dlaczego? - zdziwiona zapytała. Wytłumaczyłam jej cały mój plan. Gdy już Liam też się zgodził spakowałam do walizki kilka rzeczy które mogłyby się przydać.
*****
DO: Harry
Suzan: Przepraszam Cię za tamto. Chciałbyś skoczyć na przeprosinowy lunch?
Wysłałam do chłopaka wiadomość. Po chwili zadzwonił do mnie.
-Skąd nagle te przeprosiny? - powiedział.
-Miałeś racje. - skłamałam.
-Dobrze. W takim razie spotkajmy się w Starbucksie. Tym co zawsze. - powiedział. Byłam podekscytowana. Mogło mi się udać
Gdy dotarłam Harry już na mnie czekał. Przytulił mnie na przywitanie.
-Cześć! - powiedziałam mocno go przytulając.
-Hej. - przywitał się ze mną.
Nagle usłyszałam zza pleców flesze.
-Oj. - powiedział Harry. Jednak nie był zbyt tym przejęty.
-Może po prostu usiądźmy i coś zjedzmy. - zaproponowałam. Chłopak posłusznie usiadł do stolika. Ja poszłam coś zamówić. Wybrałam nasz ulubiony deser. Kakao.
-Cieszę się, że się pogodziliśmy. - powiedział Hazza.
-Miejmy nadzieje, że Taylor nie będzie zazdrosna o to, że się dziś spotkaliśmy. - powiedziałam szeroko się uśmiechając.
-A Louis. - zaśmiał się Harry. Miał racje. Louis często bywał zazdrosny.
-Raczej nie. Pokłóciliśmy się i zamieszkałam u Liama i Marry. - powiedziałam smutno. Ale Harry wydawał się ciut rozpromieniony.
-Uu.. - powiedział. Trochę bezbarwnie. A może on nadal mnie kochał. Myślałam, że nic do mnie nie czuł. Jednak chyba się pomyliłam.
-Masz czas dziś wieczorem? - zapytał jakby nigdy nic.
-Jasne. - próbowałam nie nawrzeszczeć na niego i nie wyjść.
-To może gdzieś razem wyskoczymy? Przyjadę po ciebie wieczorem. Ok? - zaczął ze mną flirtować.
-Ok. Bądź o 20. - odpowiedziałam mu flirtem na flirt.
Part 15 Lirry
Dzisiaj umówiłam się z Liamem przed domem chłopców. Powiedział, że mam ubrać jakąś ładną sukienkę bo to ważny dzień. Jestem trochę zaskoczona, ale zrobię to o co prosił. Postanowiłam, że pójdę do fryzjera. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do mojego ulubionego salonu. Moje włosy po tej wizycie wyglądały tak . Po powrocie do domu otworzyłam drugą część szafy, w której trzymałam ciuchy tylko na specjalną okazję. Ubrałam To i wyszłam.
- Pięknie wyglądasz. -Powiedział chłopak.
- Dziękuję.- Uśmiechnęłam się promiennie.
- Choć ze mną.- Powiedział i zaprowadził mnie do samochodu.
Jechaliśmy strasznie długo. W połowie drogi zasnęłam. Obudziłam się przed ogromnym domem z pięknym ogrodem, altanką, oczkiem wodnym, kwiatami, huśtawką, drzewami i basenem.
Rzuciłam się Liamowi na szyję nie mogąc z zachwytu nic powiedzieć.
Weszliśmy do środka. Okazało się, że wewnątrz dom jeszcze bardziej przypominał ville z bajek Disneya.
Mój ukochany złapał mnie za rękę, abym się nie przewróciła na schodach i poszliśmy do góry. Na pierwszy ostrzał wybrałam drewniane drzwi, na których były wyryte ozdobnymi literami moje inicjały.
- To właśnie jest twój pokój.
- Tak? On jest genialny! Jest... taki...taki nierealny, jakby z moich marzeń!
Chłopak tylko się uśmiechnął.
Pomieszczenie było pomalowane na ciemny fiolet, a panele były czarne. W ścianie jest wbudowane akwarium z kolorowymi rybami. Na przeciwko stoi biurko z komputerem. Obok niego wisi drabinka linowa, po której wchodzi się do drugiej części pokoju (przez klapę) - u góry.
Po wdrapaniu się zobaczyłam dużą czerwoną kanapę, balkon i telewizor. Z sufitu zwisał fotel. Usiadłam na kanapie nie mogąc wyjść z podziwu. Po pewnym czasie zobaczyłam, że Li sobie poszedł. Wyszłam bardzo cicho z pomieszczenia i zaczęłam go szukać, ale tak żeby mnie nie usłyszał. Krążąc po tym ogromnym domu trafiłam na drzwi z namalowanym sercem i drugie z bohaterami filmu pt.,,Toy Story". Od razu zorientowałam się, że to jego pokój. Weszłam do pokoju. Nie pomyliłam się. Zastałam tam chłopaka grającego na Play Station 3.
- Hej. Kochanie. Mógłbyś odwieźć mnie do domu0? Muszę się spakować.
- No, dobrze. Ale wiedz, że za dwa dni się przeprowadzamy i nie ma żadnych ale.
W drodze powrotnej udało mi się nie zasnąć.
- Suzan, jesteś?
-Tak!- Odkrzyknęła przyjaciółka.
- Muszę Ci coś...
Rozmowę przerwał dzwonek od mojej komórki. Odebrałam.
- Słucham?
- Cześć Merry tu Taylor.
- O hej.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałabym z tobą porozmawiać i nie jest to na telefon.
- Ok. To co za 20 min w Starbucksie, przy kasynie?
- Dobra. Pa.
- Do zobaczenia.
Nie jestem zbytnio zadowolona, że muszę się z nią spotkać, ale trudno. Powiedziałam Suzan dokąd wychodzę i obiecałam, że niedługo wrócę. Ubrałam To i wyszłam z domu. Weszłam do kawiarni i usiadłam przy stole. Po chwili przyszła Swift. Dziewczyna usiadła obok mnie. Ona zamówiła kawę a ja herbatę.
- Wiesz Harry jest taki słodki, ale ja nie wiem, czy dla niego to coś poważniejszego.
- Nie wiem...
- Ale ty jesteś jego przyjaciółką.
- Myślisz, że on mi się zwierza?
- No, raczej.
- To się mylisz.
Później jeszcze rozmawiałyśmy o różnych rzeczach.
- Wiesz co muszę już iść. Obiecałam Suzan, że wrócę najszybciej jak się da.
- No właśnie. Ta twoja Suzan to straszna pozerka.- Powiedziała ni stąd ni z owąd Taylor.
- Nie obrażaj mojej przyjaciółki. Może jesteś zazdrosna o to, że Hazza jest dla nas jak brat? Chciałaś się ze mną spotkać, aby obrażać moich przyjaciół? Co?
- Nie. Idź już.
- Z tym się z tobą zgodzę. Idę.- Wyszłam strasznie zła. Wróciłam pędem do domu i opowiedziałam Suzan o mojej rozmowie.
Gdy emocje już opadły zrobiłam nam kakao i obejrzałyśmy jakąś komedię. Jutro miałam przecież zajęcia. Musze przyznać, że na studiach nikt mnie nie lubi. Może dla tego, że nie chwalę się swoją forsą i nie zarywam do chłopaków, tak jak dziewczyny z ,,elity".
*************
Stoję przy szafce, piję kawę z automatu i myślę o tym jakie szczęście mnie spotkało. Z zamyślenia wyrwał mnie męski głos.
- Merry?
- Tak, ale my się chyba nie znamy.- Odpowiedziałam chłopakowi ze zdziwieniem.
- Wiem. Mam na imię Drake.
- Aha.
- Wiesz... Moja dziewczyna kocha The Wanted, a ty podobno przyjaźnisz się z Sivą. Mogłabyś załatwić jej ich autograf?
- No dobra. A One Direction też kocha?
- Tak. I to jeszcze bardziej niż The Wanted, ale nie chciałem Ci głowy zawracać.
- Spoko. Załatwię Ci te autografy. A tak w ogóle skąd wiesz, że przyjaźnię się z Sivą?- Powiedziałam troszkę zdiwiona.
- Stąd.-Powiedział chłopak pokazując gazetę, w której widniało zdjęcie moje i Sivy wtedy na kawie i na gali.
Jechaliśmy strasznie długo. W połowie drogi zasnęłam. Obudziłam się przed ogromnym domem z pięknym ogrodem, altanką, oczkiem wodnym, kwiatami, huśtawką, drzewami i basenem.
Rzuciłam się Liamowi na szyję nie mogąc z zachwytu nic powiedzieć.
Weszliśmy do środka. Okazało się, że wewnątrz dom jeszcze bardziej przypominał ville z bajek Disneya.
Mój ukochany złapał mnie za rękę, abym się nie przewróciła na schodach i poszliśmy do góry. Na pierwszy ostrzał wybrałam drewniane drzwi, na których były wyryte ozdobnymi literami moje inicjały.
- To właśnie jest twój pokój.
- Tak? On jest genialny! Jest... taki...taki nierealny, jakby z moich marzeń!
Chłopak tylko się uśmiechnął.
Pomieszczenie było pomalowane na ciemny fiolet, a panele były czarne. W ścianie jest wbudowane akwarium z kolorowymi rybami. Na przeciwko stoi biurko z komputerem. Obok niego wisi drabinka linowa, po której wchodzi się do drugiej części pokoju (przez klapę) - u góry.
Po wdrapaniu się zobaczyłam dużą czerwoną kanapę, balkon i telewizor. Z sufitu zwisał fotel. Usiadłam na kanapie nie mogąc wyjść z podziwu. Po pewnym czasie zobaczyłam, że Li sobie poszedł. Wyszłam bardzo cicho z pomieszczenia i zaczęłam go szukać, ale tak żeby mnie nie usłyszał. Krążąc po tym ogromnym domu trafiłam na drzwi z namalowanym sercem i drugie z bohaterami filmu pt.,,Toy Story". Od razu zorientowałam się, że to jego pokój. Weszłam do pokoju. Nie pomyliłam się. Zastałam tam chłopaka grającego na Play Station 3.
- Hej. Kochanie. Mógłbyś odwieźć mnie do domu0? Muszę się spakować.
- No, dobrze. Ale wiedz, że za dwa dni się przeprowadzamy i nie ma żadnych ale.
W drodze powrotnej udało mi się nie zasnąć.
- Suzan, jesteś?
-Tak!- Odkrzyknęła przyjaciółka.
- Muszę Ci coś...
Rozmowę przerwał dzwonek od mojej komórki. Odebrałam.
- Słucham?
- Cześć Merry tu Taylor.
- O hej.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałabym z tobą porozmawiać i nie jest to na telefon.
- Ok. To co za 20 min w Starbucksie, przy kasynie?
- Dobra. Pa.
- Do zobaczenia.
Nie jestem zbytnio zadowolona, że muszę się z nią spotkać, ale trudno. Powiedziałam Suzan dokąd wychodzę i obiecałam, że niedługo wrócę. Ubrałam To i wyszłam z domu. Weszłam do kawiarni i usiadłam przy stole. Po chwili przyszła Swift. Dziewczyna usiadła obok mnie. Ona zamówiła kawę a ja herbatę.
- Wiesz Harry jest taki słodki, ale ja nie wiem, czy dla niego to coś poważniejszego.
- Nie wiem...
- Ale ty jesteś jego przyjaciółką.
- Myślisz, że on mi się zwierza?
- No, raczej.
- To się mylisz.
Później jeszcze rozmawiałyśmy o różnych rzeczach.
- Wiesz co muszę już iść. Obiecałam Suzan, że wrócę najszybciej jak się da.
- No właśnie. Ta twoja Suzan to straszna pozerka.- Powiedziała ni stąd ni z owąd Taylor.
- Nie obrażaj mojej przyjaciółki. Może jesteś zazdrosna o to, że Hazza jest dla nas jak brat? Chciałaś się ze mną spotkać, aby obrażać moich przyjaciół? Co?
- Nie. Idź już.
- Z tym się z tobą zgodzę. Idę.- Wyszłam strasznie zła. Wróciłam pędem do domu i opowiedziałam Suzan o mojej rozmowie.
Gdy emocje już opadły zrobiłam nam kakao i obejrzałyśmy jakąś komedię. Jutro miałam przecież zajęcia. Musze przyznać, że na studiach nikt mnie nie lubi. Może dla tego, że nie chwalę się swoją forsą i nie zarywam do chłopaków, tak jak dziewczyny z ,,elity".
*************
Stoję przy szafce, piję kawę z automatu i myślę o tym jakie szczęście mnie spotkało. Z zamyślenia wyrwał mnie męski głos.
- Merry?
- Tak, ale my się chyba nie znamy.- Odpowiedziałam chłopakowi ze zdziwieniem.
- Wiem. Mam na imię Drake.
- Aha.
- Wiesz... Moja dziewczyna kocha The Wanted, a ty podobno przyjaźnisz się z Sivą. Mogłabyś załatwić jej ich autograf?
- No dobra. A One Direction też kocha?
- Tak. I to jeszcze bardziej niż The Wanted, ale nie chciałem Ci głowy zawracać.
- Spoko. Załatwię Ci te autografy. A tak w ogóle skąd wiesz, że przyjaźnię się z Sivą?- Powiedziałam troszkę zdiwiona.
- Stąd.-Powiedział chłopak pokazując gazetę, w której widniało zdjęcie moje i Sivy wtedy na kawie i na gali.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Adventure 22
Obudziłam się w hotelu. No racja. Dziś miałam mieć koncert w Napoli. (północne włochy) Tylko czy właśnie tego chciałam? Sławy. W prawdzie nigdy o tym nie pożyłam. Nigdy tego nie chciałam. Moim marzeniem było pracować jako tancerka. Ale teraz też przecież tańczyłam. Więc nie było najgorzej.
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Ubrałam się znowu szaro. Tak czułam się najpewniej. Jeśli fani ie polubią mnie takiej to trudno.
Nigdzie się nie spiesząc poszłam do teatru w którym miałam mieć występ. Czekali tam na mnie już fryzjerzy, styliści, Caroline, Kevin i inni.
-Gdzie byłaś? Koncert jest o 17 a jest już 15. - powiedział zdenerwowany Kevin.
-Przepraszam. - westchnęłam. Wcale nie było mi przykro.
Porwali mnie styliści. Ubrali mnie w to. Później przeszłam do rąk fryzjerów. Z moich loków zrobili trochę dziwny kok. Trochę jak ma Jade na tym zdjęciu.
-Do pracy Caroline. - zawołałam przyjaciółkę. Szybko się zjawiła. Dziś dość ostrożnie i dokładnie zajęła się moim makijażem.
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Ubrałam się znowu szaro. Tak czułam się najpewniej. Jeśli fani ie polubią mnie takiej to trudno.
Nigdzie się nie spiesząc poszłam do teatru w którym miałam mieć występ. Czekali tam na mnie już fryzjerzy, styliści, Caroline, Kevin i inni.
-Gdzie byłaś? Koncert jest o 17 a jest już 15. - powiedział zdenerwowany Kevin.
-Przepraszam. - westchnęłam. Wcale nie było mi przykro.
Porwali mnie styliści. Ubrali mnie w to. Później przeszłam do rąk fryzjerów. Z moich loków zrobili trochę dziwny kok. Trochę jak ma Jade na tym zdjęciu.
![]() |
| (pierwsza od lewej) |
*****
Prawie od razu po koncercie polecieliśmy do Brighton bo o 20 miałam tam koncert. No i muszę przyznać, że poszedł mi całkiem nieźle. Ale najlepsze co mnie dzisiaj spotkało zdarzyło się po powrocie do hotelu.
Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam Marry i One Direction w moim pokoju.
-Niespodzianka! - krzyknęli. Byłam mega zaskoczona. Nie miałam dziś urodzin. Ani imienin.
-Dziś był twój dziesiąty koncert poza Londynem! - powiedział Louis podchodząc do mnie i dając mi całusa.
-Aha. - powiedziałam zmęczona.
-Moja biedna, zmęczona młodsza siostra. - powiedziała Marry mocno mnie przytulając.
Następnie chciał mnie przytulić Harry. Jednak gdy podszedł wystarczająco blisko odepchnęłam chłopaka.
-Co Cię tak naglę wzięło na przytulanie mnie? Taylor Ci już nie wystarcza? A to szkoda. Bo przez nią straciliście mnóstwo fanów. - powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
-Ty też. Nie dość, że dwa tysiące fanek, chłopaki, Marry to jeszcze ty? Dlaczego nie potraficie zrozumieć, że ją kocham. - krzyknął Harry. Już chciał wyjść z pokoju jednak złapałam go za rękę.
-Powinieneś posłuchać tych których kochasz. Jednak to twój wybór. Zły. Ale nikt nie ma prawa Ci tego zabronić. Postąp jak chcesz. Stracicie fanki i siebie nawzajem. Czy to jest warte jakiejś głupiej młodzieńczej miłości? - próbowałam przemówić Hazzie do rozsądku.
-A czy ty potrafiłabyś zrezygnować z Louisa? - zapytał mnie Harry. W jego oczach błyszczały łzy.
-Jeśli to zależałoby od mojej przyjaźni z Marry, Caroline i Kevinem oraz od tego co osiągnęli to tak. A poza tym to coś zupełnie innego. Bo ja i Louis to może być coś poważnego a ty i Taylor Swift to tylko miłość na chwile. - nie wiem nawet kiedy to przerodziło się w kłótnię.
-Skąd wiesz? Może będziemy razem już na zawsze. - powiedział Harry. Nie wytrzymał. Rozpłakał się. Jednak ja zachowałam zimną krew.
-Ja nie wiem. Ale jeśli mam racje to za dwa miesiące ty i twoi najlepsi kumple zostaniecie bez fanek i Lou, Liam, Zayn i Niall nie będą chcieli Cię znać. - podsumowałam. Harry wyszedł z pokoju.
-Ej. Czy przypadkiem paparazzi nie czekają przed hotelem aż wyjdziesz? - powiedziała Marry.
-Sam tego chciał. - powiedziałam i wyciągnęłam walizkę z pokoju. Zaraz miałam wrócić do Londynu.
-Już wyjeżdżasz? - zapytał mnie zaskoczony Zayn.
-Tak. Prywatnym samolotem. Tylko ja, Kevin jego żona i Caroline. Chcecie jechać z nami? - po wyjściu Harrego od razu rozpromieniałam.
-Jasne. - powiedział Niall.
-Skombinujemy Ci coś do jedzenia. - powiedziałam szeroko się uśmiechając. Po tej kłótni odnalazłam sens bycia kobietą.
Adventure 21
Dziś ubrałam to. Po wypadku przestałam inwestować w kolory. Ubierałam się jak najskromniej. Nie czułam się już pewnie w świetle fleszy. Przestałam chodzić na gale. Ominęły mnie już dwie. Ta zima zabrała mi więcej niż tak naprawdę chciała. Pewność siebie i Marry.
Tak.
Dziś wyprowadzała się do Liama. Ja miałam zamieszkać na razie z Harrym i Louisem.
Lou obiecał mi, że za miesiąc przeprowadzimy się do NASZEGO własnego domu. Miał być duży i luksusowy. Ale mi było wszystko jedno. Chciałam po prostu zamieszkać z moim chłopakiem. A może już kimś więcej...
Ti-tit.
Kevin: Pamiętaj o jutrzejszej próbie na koncert. Po jutrze jedziemy do Włoch. Spakowana?
Tak. Byłam spakowana. Od razu kiedy pakowałam swoje rzeczy na przeprowadzkę spakowałam też osobną walizkę. Na koncerty ubierałam bardziej kolorowe rzeczy. Ale później szybko zmywałam makijaż i ubierałam się w coś wygodniejszego.
Louis nie mógł tego zrozumieć. Jednak to go do mnie nie zniechęcało. Nadal mnie kochał.
-Będę tęskniła. - płakałam przytulając Marry. Ona również płakała.
-Obiecaj, że będziemy się widywać tak często jak to będzie możliwe. - wydukała poprzez płacz Marry.
-Raczej rzadko będziemy mogły się spotykać. Ale się postaram. -powiedziałam jeszcze bardziej się rozklejając.
Płakałyśmy tak jeszcze pół godziny aż w końcu Louis powiedział, że musimy już iść bo się ściemnia. Więc tak się rozstałam z moją starszą ,,siostrą".
-Ej, dlaczego Harry jedzie z Niallem a nie z nami? - zapytałam ukochanego widząc, że Hazza wsiada do innego samochodu.
-Zaraz zobaczysz. - powiedział Louis zasłaniając mi oczy białą bandanką. Nic nie wiedziałam. Tylko domyślałam się, że jedziemy samochodem.
Po piętnastu minutach jazdy zatrzymaliśmy się. Ale Louis nadal nie chciał zdjąć mi zasłony z oczu.
-Jak myślisz, gdzie jesteśmy? - powiedział Louis. Nie lubiłam niespodzianek.
-Nie wiem. Jest cicho, słychać tylko jakichś ludzi i samochody z oddali. Więc lotnisko odpada. Musimy być w jakiejś spokojnej części Londynu. Czyli... - powiedziałam. Teraz zaczęłam być podekscytowana. Wesoło skakałam.
-Chyba już wiesz. - westchnął Lou i zdjął mi bandankę. Staliśmy przed wielkim domem.
-Tu będziemy mieszkać? - zapytałam.
-Teoretycznie już mieszkamy. - powiedział Louis po czym przechylił mnie i pocałował.
-Jak to? Przecież mówiłeś, że dopiero za miesiąc będziemy razem mieszkać. - powiedziałam zdziwiona. Jednak byłam bardzo podekscytowana.
-Mówiłem... Ale jednak tak się nie stało. - westchnął Louis.
-Jest basen? - zapytałam żartobliwie.
-Jest jacuzzi w domu i basen na dworze. A i jest też sauna. - powiedział całkiem poważnie.
Tak.
Dziś wyprowadzała się do Liama. Ja miałam zamieszkać na razie z Harrym i Louisem.
Lou obiecał mi, że za miesiąc przeprowadzimy się do NASZEGO własnego domu. Miał być duży i luksusowy. Ale mi było wszystko jedno. Chciałam po prostu zamieszkać z moim chłopakiem. A może już kimś więcej...
Ti-tit.
Kevin: Pamiętaj o jutrzejszej próbie na koncert. Po jutrze jedziemy do Włoch. Spakowana?
Tak. Byłam spakowana. Od razu kiedy pakowałam swoje rzeczy na przeprowadzkę spakowałam też osobną walizkę. Na koncerty ubierałam bardziej kolorowe rzeczy. Ale później szybko zmywałam makijaż i ubierałam się w coś wygodniejszego.
Louis nie mógł tego zrozumieć. Jednak to go do mnie nie zniechęcało. Nadal mnie kochał.
-Będę tęskniła. - płakałam przytulając Marry. Ona również płakała.
-Obiecaj, że będziemy się widywać tak często jak to będzie możliwe. - wydukała poprzez płacz Marry.
-Raczej rzadko będziemy mogły się spotykać. Ale się postaram. -powiedziałam jeszcze bardziej się rozklejając.
Płakałyśmy tak jeszcze pół godziny aż w końcu Louis powiedział, że musimy już iść bo się ściemnia. Więc tak się rozstałam z moją starszą ,,siostrą".
-Ej, dlaczego Harry jedzie z Niallem a nie z nami? - zapytałam ukochanego widząc, że Hazza wsiada do innego samochodu.
-Zaraz zobaczysz. - powiedział Louis zasłaniając mi oczy białą bandanką. Nic nie wiedziałam. Tylko domyślałam się, że jedziemy samochodem.
Po piętnastu minutach jazdy zatrzymaliśmy się. Ale Louis nadal nie chciał zdjąć mi zasłony z oczu.
-Jak myślisz, gdzie jesteśmy? - powiedział Louis. Nie lubiłam niespodzianek.
-Nie wiem. Jest cicho, słychać tylko jakichś ludzi i samochody z oddali. Więc lotnisko odpada. Musimy być w jakiejś spokojnej części Londynu. Czyli... - powiedziałam. Teraz zaczęłam być podekscytowana. Wesoło skakałam.
-Chyba już wiesz. - westchnął Lou i zdjął mi bandankę. Staliśmy przed wielkim domem.
-Tu będziemy mieszkać? - zapytałam.
-Teoretycznie już mieszkamy. - powiedział Louis po czym przechylił mnie i pocałował.
-Jak to? Przecież mówiłeś, że dopiero za miesiąc będziemy razem mieszkać. - powiedziałam zdziwiona. Jednak byłam bardzo podekscytowana.
-Mówiłem... Ale jednak tak się nie stało. - westchnął Louis.
-Jest basen? - zapytałam żartobliwie.
-Jest jacuzzi w domu i basen na dworze. A i jest też sauna. - powiedział całkiem poważnie.
Adventure 20
Dziś było trochę cieplej niż wczoraj. Słońce czasami wychodziło zza chmur. Ubrałam to bo zapowiadał się dzień ciężkiej pracy. Byłam niewyspana bo wczoraj w nocy wróciłam z polski. A dziś miałam rano nagrywać reklamę M&M'sów. Wieczorem zaś miałam próbę generalną jutrzejszego koncertu.
Ti-tit.
DO: Suzan
Kevin: Nie mogę po Ciebie przyjechać. Sama musisz pojechać na plan. Sorry.
Ciężko westchnęłam. Nie chciało mi się samej jechać na plan. Ale musiałam.
Wsiadłam do auta i wyruszyłam w drogę do centrum. Dlatego, że tam właśnie był plan. Jakie miałabym mieć inne powody. Może takie, że chciałam przypomnieć sobie, że w centrum europy (Belgii) Marry i Siva Kande... Kert... Kades.. NIEWAŻNE! Urządzili sobie przyjacielską pogaduchę przez co Louis zaczął się martwić. Na pewno nie dlatego.
BUM!
Nagle poduszki powietrzne wybuchły mi na twarz łamiąc mi nos. Bolał mnie kark, nogi i prawa ręka. Co się stało? Niestety trudno było mi to określić bo po chwili zemdlałam.
Ti-tit.
DO: Suzan
Kevin: Nie mogę po Ciebie przyjechać. Sama musisz pojechać na plan. Sorry.
Ciężko westchnęłam. Nie chciało mi się samej jechać na plan. Ale musiałam.
Wsiadłam do auta i wyruszyłam w drogę do centrum. Dlatego, że tam właśnie był plan. Jakie miałabym mieć inne powody. Może takie, że chciałam przypomnieć sobie, że w centrum europy (Belgii) Marry i Siva Kande... Kert... Kades.. NIEWAŻNE! Urządzili sobie przyjacielską pogaduchę przez co Louis zaczął się martwić. Na pewno nie dlatego.
BUM!
Nagle poduszki powietrzne wybuchły mi na twarz łamiąc mi nos. Bolał mnie kark, nogi i prawa ręka. Co się stało? Niestety trudno było mi to określić bo po chwili zemdlałam.
*****
Ocknęłam się dopiero następnego dnia rano. Nic nie pamiętałam. Nie wiedziałam dlaczego mam rękę w gipsie. Ani czemu mam pokaleczone nogi. No i dlaczego miałam rehabilitacyjny kołnierz. Przy moim łóżku siedziałam zapłakana Marry, pocieszający ja Liam, Niall jedzący kanapkę, Harry nerwowo chodzący po pokoju, Zayn który przyglądał się wszystkim z pewnym rodzajem zakłopotania i zszokowany Louis. Obok mojego łóżka leżała też sterta czasopism. Sięgnęłam po nią i zaczęłam przeglądać. Na ich okładkach były moje zdjęcia i podpisy typu: "Suzan Tattersall leży w szpitalu z powodu nieuwagi kierowcy półciężarowego samochodu!!". Wszystko mi się przypomniało. Z moich oczy zaczęły płynąć łzy.
-Ile czasu tu siedzę? - zapytałam. Harry szybko do mnie podszedł i uklęknął przy moim łóżku.
-Prawie tydzień. Ale podobno nic Ci nie jest. Rany już się prwie zagoiły a za tydzień zdejmą Ci kołnierz. - nerwowo z siebie wyrzucił.
-Na szczęście. - powiedział cicho Louis.
-Chociaż zrobilibyśmy wszystko żebyś szybko wyszła ze szpitala. - dodał Liam. Rozklejona Marry tylko potakiwała głową.
Adventure 19
Wjechaliśmy na podjazd przed domem rodziny Louisa. Byłam zestresowana. Co jeśli nie spodoba im się mój strój? Taką mogą mnie nie zaakceptować. A tak bardzo mi na tym zależało.
-Zestresowana? - zapytał Louis łapiąc mnie za rękę.
-Jak myślisz? - wydało mi się, że to było pytanie retoryczne.
-Być może, że niedługo to będzie twoja rodzina. Czego się boisz? - zapytał z troską.
-Boje się braku akceptacji. - odpowiedziałam lekko drgając.
-Moje wszystkie siostry Cię kochają. Maja twoją płytę. Za to moja mama chcę Cię poznać już od dawna. Nie musisz się bać słoneczko. - pocieszał mnie Louis. Chyba najbardziej przekonało mnie to słoneczko bo postanowiłam wyjść z auta.
W domu pachniało (ku mojemu zdziwieniu) pieczenią. Ktoś właśnie włożył do piekarnika jakieś zwierze. Tylko dlaczego? Przecież w Polsce wigilia jest dniem w którym nie jada się mięsa.
-Poznajcie Suzan! - krzyknął Lou na cały dom. Z kuchni wyszła jego mama, a z całego domu po przybiegały siostry.
-Ona jest ładniejsza na żywo, niż w prasie. - westchnęła jego mama.
-OMG! - powiedziały dwie najstarsze siostry.
-Nie wierze! To Suzan! Ja mam na imię Charlotte. - powiedziała najstarsza. Zawsze chciałam nazwać córkę tym imieniem.
-Super. Jak ja i Louis będziemy mieli córkę to nazwiemy ją twoim imieniem. - powiedziałam szeroko się uśmiechając.
-A ja mam na imię Felicity. - powiedziała druga. Też miała zaskakująco ładne imię.
-Pani to chyba nie zna brzydkich imion dla córek. - zwróciłam się do mamy Louisa.
-Najmłodsze to Daisy i Phoebe. Bliźniaczki. - powiedział Lou przytulając swoje dwie najmłodsze siostry.
-Przepraszam panią, pani Tomilnson. Czy mogła by mi pani powiedzieć gdzie jest łazienka? - powiedziałam tak grzecznie jak tylko mogłam.
-Nie mów mi pani. Mów mi mamo. Louis mi tyle dobrego o tobie opowiadał. Poza tym dziewczyny chcą chodzić na wszystkie twoje koncerty. Znam Cię na tyle dobrze, że możesz mówić mi mamo. - powiedziała kobieta. Wzruszyłam się.
-Łazienka jest na górze. Ostatnie drzwi po prawej. - powiedziała Felicity. Kierując się jej wskazówkami doszłam do łazienki. Tam wyciągnęłam z kieszeni komórkę i sprawdziłam w internecie zwyczaje świąteczne w UK.
Okazało się, że wszystko jest inaczej niż w Polsce. Tu daniem głównym był indyk. Za to przysmakami były pudding i nadziewane babeczki.
Gdy wszystko już przeczytałam szybko wybiegłam z łazienki i zbiegłam na dół do rodziny Louisa.
-Coś się stało? - zapytałam mama Lou.
-Nie. - powiedziałam.
Louis radośnie na mnie spojrzał.
-Jutro po obiedzie idziemy na Boxing Day. Wiesz co to Suzan? - oznajmił Louis. Twierdząco kiwnęłam głową.
-Ludzie idą do kościoła i w czasie mszy są składane datki które są przeznaczone na biedniejszych mieszkańców. - powiedziałam tak krótko jak tylko potrafiłam.
-Zuch dziewczyna. - powiedział ojciec Louisa którego wcześniej jakoś nie widziałam.
Może pomóc pani w przygotowaniu czegoś na jutro? - zapytałam mamę Lou.
-Nie. Jutro pomożesz przełożyć mi pudding do mniejszych misek i zrobimy wszyscy razem babeczki. - powiedziała kobieta.
-Zestresowana? - zapytał Louis łapiąc mnie za rękę.
-Jak myślisz? - wydało mi się, że to było pytanie retoryczne.
-Być może, że niedługo to będzie twoja rodzina. Czego się boisz? - zapytał z troską.
-Boje się braku akceptacji. - odpowiedziałam lekko drgając.
-Moje wszystkie siostry Cię kochają. Maja twoją płytę. Za to moja mama chcę Cię poznać już od dawna. Nie musisz się bać słoneczko. - pocieszał mnie Louis. Chyba najbardziej przekonało mnie to słoneczko bo postanowiłam wyjść z auta.
W domu pachniało (ku mojemu zdziwieniu) pieczenią. Ktoś właśnie włożył do piekarnika jakieś zwierze. Tylko dlaczego? Przecież w Polsce wigilia jest dniem w którym nie jada się mięsa.
-Poznajcie Suzan! - krzyknął Lou na cały dom. Z kuchni wyszła jego mama, a z całego domu po przybiegały siostry.
-Ona jest ładniejsza na żywo, niż w prasie. - westchnęła jego mama.
-OMG! - powiedziały dwie najstarsze siostry.
-Nie wierze! To Suzan! Ja mam na imię Charlotte. - powiedziała najstarsza. Zawsze chciałam nazwać córkę tym imieniem.
-Super. Jak ja i Louis będziemy mieli córkę to nazwiemy ją twoim imieniem. - powiedziałam szeroko się uśmiechając.
-A ja mam na imię Felicity. - powiedziała druga. Też miała zaskakująco ładne imię.
-Pani to chyba nie zna brzydkich imion dla córek. - zwróciłam się do mamy Louisa.
-Najmłodsze to Daisy i Phoebe. Bliźniaczki. - powiedział Lou przytulając swoje dwie najmłodsze siostry.
-Przepraszam panią, pani Tomilnson. Czy mogła by mi pani powiedzieć gdzie jest łazienka? - powiedziałam tak grzecznie jak tylko mogłam.
-Nie mów mi pani. Mów mi mamo. Louis mi tyle dobrego o tobie opowiadał. Poza tym dziewczyny chcą chodzić na wszystkie twoje koncerty. Znam Cię na tyle dobrze, że możesz mówić mi mamo. - powiedziała kobieta. Wzruszyłam się.
-Łazienka jest na górze. Ostatnie drzwi po prawej. - powiedziała Felicity. Kierując się jej wskazówkami doszłam do łazienki. Tam wyciągnęłam z kieszeni komórkę i sprawdziłam w internecie zwyczaje świąteczne w UK.
Okazało się, że wszystko jest inaczej niż w Polsce. Tu daniem głównym był indyk. Za to przysmakami były pudding i nadziewane babeczki.
Gdy wszystko już przeczytałam szybko wybiegłam z łazienki i zbiegłam na dół do rodziny Louisa.
-Coś się stało? - zapytałam mama Lou.
-Nie. - powiedziałam.
Louis radośnie na mnie spojrzał.
-Jutro po obiedzie idziemy na Boxing Day. Wiesz co to Suzan? - oznajmił Louis. Twierdząco kiwnęłam głową.
-Ludzie idą do kościoła i w czasie mszy są składane datki które są przeznaczone na biedniejszych mieszkańców. - powiedziałam tak krótko jak tylko potrafiłam.
-Zuch dziewczyna. - powiedział ojciec Louisa którego wcześniej jakoś nie widziałam.
Może pomóc pani w przygotowaniu czegoś na jutro? - zapytałam mamę Lou.
-Nie. Jutro pomożesz przełożyć mi pudding do mniejszych misek i zrobimy wszyscy razem babeczki. - powiedziała kobieta.
*****
-Zaraz dwunasta. - powiedziała Daisy.
-Nareszcie. - westchnęła Phoebe. Lekko się zaśmiałam. Za to Louis wybuchł głośnym śmiechem.
-Nie śmiejemy się dzieciaki tyko spieszymy. Louis, zanieś pudding na stół, a ty skarbie wyjmij z piekarnika nasze wypieki. Niech trochę przestygną. Ja później zaniosę je na stół. - mama (Louisa) mówiła do mnie skarbie. Zachowywała się jakbym naprawdę była jej córką. To było miłe.
Pobiegłam na górę przebrać się w to. Gdy zeszłam zobaczyła mnie mama (Lou). Jej twarz pojaśniała.
-Jak ślicznie. - westchnęła.
-Dziękuję. - powiedziałam onieśmielona.
-Moje dziewczynki ubierają się w nie wiadomo co. W jakieś obcisłe żółte sukienki. - powiedziała poddenerwowana mama.
-Niech mama się nie martwi. Zmądrzeją. - powiedziałam przytulając mocno kobietę.
Zasiedliśmy wszyscy do stołu. Każdy z nas miał na głowie papierową koronę którą wczoraj zrobił. Wydało mi się to trochę zabawne. Jednak była taka tradycja.
Po kolacji wszyscy wybrali się do kościoła. Wszyscy oprócz mnie i Louisa który naglę źle się poczuł. Chciał żebym z nim została. Dałam mamie dwadzieścia funtów żeby wrzuciła do skarbonki. Kobieta obiecała, że to zrobi.
-Zrobisz mi herbatę? - poprosił mnie Louis.
-Jasne. - powiedziałam po czym wstałam z kanapy na której razem siedzieliśmy.
Gdy herbata była już gotowa przyniosłam ją mojemu Lou. Sączył ją powoli.
-Mój ty biedaczku. - powiedziałam głaszcząc chłopaka po głowie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

